św. Weronika Giuliani

8. Wychowawczyni świętych

31 maja 2020

Jaką formatorką była święta Weronika Giuliani dla młodych kandydatek do życia zakonnego? Jak je wychowywała i co chciała im przekazać? Jaką była przełożoną? Odpowiedzi na powyższe pytania możemy poznać (przynajmniej w pewnym stopniu) ze wspomnień sióstr, które zostały powierzone kierownictwu przyszłej Świętej.

Najpierw jednak warto przyjrzeć się jej doświadczeniom z pierwszych lat przeżytych w klasztorze oraz relacjom z własną mistrzynią i przełożoną, które musiały odegrać niemałą rolę w późniejszym sposobie bycia i budowania relacji z siostrami, za których formację Giuliani odpowiadała.

Życie klasztorne

Prawie nieustanne milczenie, rzadkie rozmowy z mistrzynią czy spowiednikiem, tylko sporadyczne spotkania z innymi siostrami, głównie podczas wspólnych modlitw w chórze zakonnym, proste prace, mieszkanie w oddzielonej części klasztoru, bardzo surowe warunki, post. Tak wyglądało życie nowicjuszki w klasztorze klarysek kapucynek w Città di Castello. Siostra Weronika, wtedy jeszcze młodziutka dziewczyna mająca niespełna osiemnaście lat, przyzwyczajona do wygodnego, dostatniego życia w domu rodzinnym, powoli i nie bez trudów przyzwyczajała się do nowych warunków życia.

Pomimo że po roku tego czasu próby złożyła śluby zakonne, nie mogła opuścić nowicjatu i dołączyć do sióstr profesek, gdyż wspólnota miała zwyczaj nigdy nie zamykać nowicjatu. Weronika musiała więc pozostawać tam tak długo, aż pojawiła się kolejna nowicjuszka. Oczekiwanie to trwało kilka lat.

Męczył ją monotonny tryb życia, przedłużające się modlitwy wspólnotowe, brak miejsca na spontaniczność i wyrażanie emocji. Czuła odrazę do prostych prac ręcznych, ale właśnie z tego powodu o nie prosiła swoją mistrzynię, mówiąc, że „dobrze jej robią”. Również relacje z siostrami sporo ją kosztowały. Początkowo była lubiana ze względu na młody wiek i dziewczęcą urodę, ale siostry zaczęły jej zazdrościć, gdy zorientowały się, jak dojrzała była duchowo. Poza tym bolesnym zranieniem było odkrycie braku dyskrecji ze strony przełożonej.

Czasem Weronice zdarzało się przesadzać w podejmowaniu ciężkich prac, na które jej młode ciało, nieprzyzwyczajone do większego wysiłku, było zbyt słabe. Każdy trud podejmowała jednak dla miłości Bożej i ze względu na nią potrafiła się mobilizować osiągając zamierzony cel. Przekraczanie własnych granic dotyczyło zarówno prac fizycznych, jak i relacji z siostrami oraz życia duchowego.

Mistrzyni nowicjuszek

Niełatwy czas formacji początkowej miał z pewnością znaczny wpływ na przyszłą posługę Weroniki, która przez trzydzieści dwa lata sama była mistrzynią nowicjuszek. Przez ostatnie jedenaście lat życia została wybrana również na opatkę, przyjmując odpowiedzialność za formację już nie tylko najmłodszych sióstr, ale całej wspólnoty.

Giuliani poprzez słowa, ale bardziej jeszcze przez osobisty przykład wychowywała w sumie szesnaście nowicjuszek jako mistrzyni. Nie było to łatwe zadanie, gdyż w tamtych czasach zdarzało się nierzadko, że młode dziewczęta z różnych przyczyn były umieszczane w klasztorze wbrew swojej woli. W takiej sytuacji posługa wychowawczyni była bardzo trudna. Jednak Weronika, sama żyjąca głęboką więzią z Bogiem, potrafiła tak wpłynąć na swoje wychowanki, że każda z nich doświadczała Bożej miłości, otwierała się na nią i pozwala się jej przemieniać. W miejsce buntu, oporów czy zamknięcia się w sobie, w młodych kobietach rodziło się pragnienie bliskości z Panem.

Kluczem do zrozumienia płodności wychowawczej Weroniki była zasada, którą się kierowała: tak postępować z siostrami, jak wobec niej postępuje sam Pan, najlepszy Formator. A On obdarzał Weronikę przede wszystkim ogromną miłością. Dawał jej czas na wzrastanie i dojrzewanie w swoim tempie, uczył ją i prowadził z czułością i cierpliwością. Z drugiej strony relacja z Chrystusem była też związana z wysokimi wymaganiami, jakie stawiał On mniszce, a cały proces przebiegał w duchu prawdy, czasem bolesnej i trudnej do przyjęcia. Weronika miała tę łaskę, że mogła coraz głębiej poznawać miłość Boga oraz własną słabość i grzeszność.

Z tego też powodu własne powołanie do bycia mistrzynią dla kandydatek do życia zakonnego, a potem do posługi opatki i matki całej wspólnocie traktowała bardzo poważnie. Była świadoma własnych ograniczeń oraz odpowiedzialności, jaka na niej spoczywała. Wiedziała, że piękne i wzniosłe słowa nie wystarczą, potrzeba przede wszystkim osobistego przykładu i bliskiej relacji z Bogiem, do którego ma prowadzić innych. W różnych miejscach dziennika zapisała nawet, że uważa się za zupełnie nieodpowiednią osobę na to stanowisko, że daje zły przykład, a nawet jest zgorszeniem dla sióstr. Podobne myśli pochodziły z nieustannych pokus, którym była poddawana. Musiała stoczyć niejedną walkę duchową, aby w swoim zadaniu wytrwać i się nie zniechęcać.

Około miesiąc po stygmatyzacji Weronika usłyszała od samej świętej Klary z Asyżu, że ma być mistrzynią dla całej wspólnoty. Gdy potem prosiła Pana, aby zwolnił ją z tej zbyt trudniej dla niej posługi, Chrystus odpowiedział jej: „Ja tego chcę; a ty bądź spokojna; Ja jestem dla ciebie”. Weronika zrozumiała, że sama rzeczywiście niewiele może, ale jeśli zlecone zadanie jest wolą Bożą, to On sam może przez nią uczynić bardzo wiele. Wiedziała, że w takiej sytuacji jej zgoda będzie korzystna dla sióstr i posłuży ku większej chwale Bożej.

Gdy do klasztoru wstąpiła młoda szlachcianka Floryda Cevoli, Weronika czuła się zupełnie nieodpowiednią osobą do wychowywania tej dziewczyny. Wtedy Pan Jezus obiecał jej, że sam będzie magistrem dla nowicjuszki i samej Giuliani. Rzeczywiście tak też było: każdego dnia dawał jej instrukcje odnoszące się do niej samej oraz Florydy.

Formacja sióstr

Zdanie, które towarzyszyło Weronice nieustannie, a było nieustannie wpajane jej podopiecznym brzmiało: „Bóg mnie widzi”. Stale miała tę świadomość, że cokolwiek czyni, mówi czy myśli, dzieje się w Bożej obecności, przenikniętej miłością, którą łatwo zranić poprzez grzech, lenistwo, zaniedbanie.

W grudniu 1708 roku powierzyła siebie kierownictwu i opiece „Bożej Mistrzyni” – Maryi, uznając swoje życie za „nieustanny nowicjat”. Ten powrót do nowicjatu Weronika traktowała bardzo poważne. Poprosiła nawet o zgodę dwie nowicjuszki, których była wtedy wychowawczynią, na to, aby przyjęły ją do swojego grona. Z jednej strony nie uciekała przed odpowiedzialnością, nadawała kierunek całej ich formacyjnej grupie, ale z drugiej strony okazywała wielką pokorę wobec młodych sióstr, w wielu sytuacjach prosząc je o pozwolenie, pytając o radę i na równi z nimi podejmując różne prace i zajęcia w klasztorze. Weronika była przekonana o wielkim znaczeniu, jakie ma wspólnotowy dialog, na który dawała sporo przestrzeni, unikając jednocześnie bezużytecznych dyskusji i ponad wszystko kochając milczenie.

Formacja sióstr była na tyle wymagającym i odpowiedzialnym zadaniem, że Weronika 15 kwietnia 1714 roku otrzymała trzeciego Anioła Stróża, aby ją wspomagał oraz bronił przed pokusami.

Pomimo tego, że jako mistrzyni Giuliani była bardzo wymagająca, wrażliwa na głos Boży i wyczulała nań innych, jej postawa nie charakteryzowała się rygoryzmem czy sztywnością. Siostry wspominały ją po latach jako osobę bardzo radosną, bezpośrednią i gotową do słuchania innych. Podczas procesu beatyfikacyjnego świadkowie jej życia mówili o niej, że „przez swój przykład była żywą regułą doskonałości”.

Zmuszona do napomnienia którejś z sióstr, nie czyniła tego w duchu formalizmu czy w gniewie, ale z całym ludzkim zaangażowaniem. Bardzo przeżywała grzech każdej siostry, będąc świadomą jego ciężaru. Współcierpiąc głęboko z Jezusem w Jego męce, odczuwała  każdy grzech jako zranienie zadane Miłości. Zachowało się wspomnienie sióstr z jednej z kapituł, gdy Weronika bardzo się uniosła, gdy jedna z nowicjuszek śmiała się podczas mówienia o swoim wykroczeniu. Dla niej grzech nie był sprawą powierzchowną, którą można było lekceważyć, jakby nic się nie stało. Do podobnej wrażliwości i świadomości wychowywała swoje siostry.

Szkoła doskonałości

Za wzór dla formacji własnej i sióstr przyjęła ziemskie życie Pana Jezusa i Jego człowieczeństwo, podkreślając szczególnie Jego życie ukryte, które uznawała za „szkołę doskonałości”. Podczas spotkań Weronika wraz z młodymi siostrami czytały często wspólnie książki o treści duchowej lub życiorysy świętych, a następnie mistrzyni prosiła którąś z nowicjuszek o podzielenie się tym, co ją szczególnie poruszyło. Nie stosowała więc metod wychowawczych polegających jedynie na przekazywaniu wcześniej przygotowanych treści czy własnych przemyśleń, ale pobudzała kandydatki do życia zakonnego do aktywności i zaangażowania. Celem nie było zdobywanie wiedzy, ale raczej coraz większe rozpalenie miłości ku Bogu. Weronika pragnęła, aby była to najważniejsza aktywność każdej z sióstr.

Zapamiętały one sytuacje, gdy Weronika pytała którąś z nowicjuszek o to, co robi. Gdy ta odpowiadała, wskazując na zajęcie, które aktualnie wykonywała, mistrzyni zaraz ją poprawiała. Odpowiedź powinna brzmieć: „Kocham Boga”. To miało być główne zajęcie sióstr, a inne sprawy i czynności uważała za drugorzędne.

Weronika często była świadkiem, jak jej własne słowa rozpalały serca nowicjuszek, które stawały się one coraz gorliwsze, angażując się w modlitwę, dążąc do coraz surowszego życia, do większego ubóstwa. Taka postawa sióstr wywoływała w niej jednak ból, a nie satysfakcję, ponieważ uważała, że sama nie wypełnia tego, co głosi, a jej słowa, które tak wpływały na jej wychowanki, również dla niej samej ciągle były wyzwaniem. W każdej sytuacji Giuliani pozostawała pokorna. Pokorę zresztą uważała za fundament wszystkich cnót, których królową była miłość. Kluczem i skutecznym sposobem do wypełniania woli Bożej było natomiast posłuszeństwo. Tymi wartościami sama chciała żyć i dlatego wpajała je swoim podopiecznym.

Weronika odpowiadała za wychowanie mniszek własnej wspólnoty, ale odegrała również niemałą rolę w kierownictwie duchowym osób z zewnątrz. Do klasztoru klarysek kapucynek przychodzili liczni mieszkańcy Città di Castello, ale odwiedzały go również ważne osobistości z zamożnych rodów szlacheckich z odległych regionów Półwyspu Apenińskiego. Mówi się, że miejscowy biskup nie podjął żadnej poważnej decyzji, jeśli wpierw nie spytał o radę Weroniki.

Boże błogosławieństwo

Chociaż Weronika wielokrotnie prosiła Pana, aby zwolnił ją z urzędu opatki wspólnoty i mistrzyni nowicjuszek, pełniła te posługi do końca swych dni. Pan Bóg natomiast błogosławił siostrom zarówno poprzez liczne kandydatki zgłaszające się do klasztoru, jak i poprzez pomoc materialną, której ludzie chętnie udzielali siostrom, bez względu na panujące wówczas głód i biedę.

Dlatego właśnie Weronika oprócz duchowego kierownictwa sióstr zajmowała się również odbudową i modernizacją zabudowań klasztornych. Głębokie życie duchowe nie odrywało jej od realnego życia i zajmowania się sprawami materialnymi. Do dziś w klasztorze w Città di Castello pozostało wiele śladów jej troski o klasztor, począwszy od dormitorium, rozbudowanego chóru, w którym siostry przestały się mieścić z powodu licznych powołań, poprzez oczka wodne w ogrodzie, na studni z wodociągiem w klaustrum kończąc.

Materialne owoce posługi Weroniki są świadectwem jej wszechstronności i wielu talentów, jakie posiadała. Wykazują również, że Pan Bóg, który powołuje osobę do jakiejś posługi, daje jej potrzebne dary i sam wspomaga w przyjętej posłusznie drodze.

Judyta Katarzyna Woźniak OSCCap, tekst opublikowany w: Głos Ojca Pio nr 3 (123) maj/czerwiec 2020

Polecamy: glosojcapio.pl oraz: e-serafin.pl

Może Cię również zainteresować