św. Weronika Giuliani

9. W przedsionku raju

13 sierpnia 2020

Pewnego dnia odbyłam spowiedź z uczuciem tak wielkiego bólu, że myślałam, iż umrę. Głos spowiednika wydawał mi się głosem samego Boga i przenikał do głębi mojej duszy, jak grom. Gdy dawał mi rozgrzeszenie, doświadczałam w nim skutków tego sakramentu – zanotowała św. Weronika Giuliani.

W dzienniku św. Weroniki Giuliani znajdziemy wiele podobnych myśli, świadczących o znaczeniu sakramentu pokuty i pojednania w codziennych duchowych zmaganiach. Częsta spowiedź była dla mniszki umocnieniem i kierunkowskazem. Czasem odczuwane przez nią skutki tego sakramentu nazywała przedsionkiem raju: Gdy następnie otrzymałam łaskę sakramentu pokuty, znalazłam się w przedsionku raju. Znaczącą rolę w pokonywaniu trudności i rozeznawaniu woli Bożej odegrali również kolejni spowiednicy.

Szczerość i zaufanie

Jesteśmy przyzwyczajeni, że wielkim świętym mistyczkom towarzyszył zwykle spowiednik, który je wspierał i prowadził, ale również sam pozostawał pod wpływem ich duchowości. Znamy błogosławionego księdza Michała Sopoćkę, spowiednika św. Faustyny Kowalskiej, czy świętego jezuitę Franciszka Borgiasza i świętego franciszkanina Piotra z Alkantary, spowiedników św. Teresy Wielkiej. Podobnie było w przypadku św. Weroniki. Ogromną rolę w duchowej drodze odegrali jej kolejni spowiednicy. Wielu z nich było wybitnymi kapłanami, znanymi i cenionymi w tamtym czasie.

W latach dzieciństwa i młodości spowiednikiem Urszuli był kanonik Vincenzo Ambroni, który wprowadzał ją w życie modlitwy. Już wtedy młoda dziewczyna bardzo przeżywała każdą spowiedź, gdyż uważała, że wyznając grzechy przed kapłanem, czyni to przed samym Bogiem. Obawiała się nawet przez pewien czas, że to pokusa demona, który w ten sposób chce ją zniechęcić do spowiadania się. Ta świadomość bowiem wywoływała w niej duże przejęcie i lęk, tak że do spowiedzi przystępowała dygocząc na całym ciele. Już wtedy zmagała się również z podejmowaniem decyzji, co powinna na spowiedzi wyznawać, a o czym nie musi wspominać. Był to czas wchodzenia w postawę szczerości, prostoty, zaufania i posłuszeństwa, którą w dalszych latach będzie praktykowała wobec kolejnych spowiedników.

Gdy była już w klasztorze, kolejnych jej spowiedników wyznaczał biskup spośród miejscowego kleru. Było wśród nich szesnastu jezuitów, siedmiu oratorianów, siedmiu księży diecezjalnych, sześciu franciszkanów, czterech dominikanów i jeden serwita. Wśród franciszkanów nie znalazł się nawet jeden kapucyn, a to ze względu na ówczesne prawodawstwo tego zakonu, zgodnie z którym bracia nie mogli posługiwać jako spowiednicy. Zapraszani byli oni natomiast do klasztoru, aby głosić słowo Boże. Wpływali więc na duchowość mniszki w inny sposób.

Przewodnicy duchowi

Spowiedników w życiu św. Weroniki było zatem bardzo wielu, ale kilku z nich zasługuje na szczególną uwagę, gdyż wywarli na nią znaczący wpływ. Jednym z nich był bez wątpienia oratorianin, Hieronim Bastianelli. Święta bardzo mu ufała i liczyła się z jego zdaniem. To on jako pierwszy zobowiązał Weronikę do utrwalania na piśmie swych duchowych przeżyć. Jego posługa jako spowiednika wspólnoty klarysek kapucynek (1693–1694) trwała niezbyt długo, ale także później przez wiele miesięcy otrzymywał w listach od Weroniki zapisane przez nią relacje.

Inny oratorianin, Antoni Cappelletti, posługę we wspólnocie sióstr w Città di Castello, a tym samym wobec Weroniki, pełnił znacznie dłużej (1690–1693; 1694–1699; 1702–1711). Towarzyszył jej w latach intensywnych przeżyć duchowych, kiedy otrzymywała nadzwyczajne dary zewnętrzne. To on kierował ją ku życiu coraz bardziej wewnętrznemu, mniej spektakularnemu, a głębiej skoncentrowanemu na wierności woli Bożej. Jego posługa początkowo wiązała się dla Weroniki z trudnościami i oporami, ale z czasem zaufała mu i w pełni powierzyła się jego kierownictwu. W czasie, gdy otrzymała stygmaty, świadczył jej pomoc ostrożną, ale wierną, jak zapisała w dzienniku.

Wśród kapłanów, którzy zostali zaangażowani do przebadania duchowości oraz nadzwyczajnych darów Weroniki dla stwierdzenia ich autentyczności, byli jezuita Julian Brunori (1695) czy franciszkanin Witalis z Bolonii (1697). Ten ostatni stwierdził, że gdyby w mieście wiedziano o tym, co działo się w klasztorze, ludzie przychodziliby na kolanach, aby całować jego mury.

Serwita Carlantonio Tassinari początkowo (1687; 1700–1702) kierował Weronikę ku wyrzeczeniu i ascezie, zaś w dalszych latach (1711–1725) był pod tak wielkim wpływem jej duchowości, że sam czuł się prowadzony przez Maryję, przewodniczkę i mistrzynię Weroniki. Tak zapisała ona w dzienniku: To wszystko, co nakazuje mi Najświętsza Maryja, poleca mi również spowiednik, jak tylko przychodzę do niego. I tak jest za każdym razem. Potwierdzała to również sama Matka Boża: Ufaj jego poleceniom. Ja go prowadzę, ja mówię przez jego usta, ja jestem zawsze wtedy, gdy jesteś u niego.

Antoni Tommasini, jezuita, nie był zbyt długo spowiednikiem Weroniki (1695/1696), ale cieszył się jej wielkim szacunkiem. Po jego śmierci, która nastąpiła 3 marca 1717 roku, dawna penitentka miała wizję jego duszy promieniejącej chwałą.

Ostatnim spowiednikiem, którego nie można pominąć, chcąc poznać duchowość Weroniki, był jezuita Jan Maria Crivelli. Został on wyznaczony przez biskupa na swoją funkcję w Città di Castello w 1714 roku, by dokładnie zbadać życie duchowe oraz sposób postępowania we wspólnocie. Pomimo że miał wtedy zaledwie trzydzieści sześć lat, Giuliani okazywała mu całkowite posłuszeństwo, również gdy poddawał ją nieludzkim wręcz próbom. Jezuita przekonał się o jej wielkiej świętości i osobiście wstawiał się za nią w Rzymie, prosząc o przywrócenie jej głosu biernego podczas kapituły wyborów, tak aby siostry mogły ją wybrać na opatkę wspólnoty. Wielką wartość mają jego zeznania złożone podczas procesu beatyfikacyjnego Weroniki. Przepowiedziała ona również jego dalsze losy, między innymi chorobę umysłową, na którą dość długo cierpiał pod koniec życia.

Pouczenia i wskazówki

Nie da się przecenić wpływu spowiedników na duchowość Weroniki. Oprócz rozgrzeszenia, mniszka w konfesjonale otrzymywała pomocne pouczenia i konkretne wskazówki dotyczące życia duchowego.

Nie tylko ze względu na wiarę, ale również z racji swojego temperamentu Weronika całkowicie powierzała się kierownictwu swoich kolejnych spowiedników. Nie było jej jednak łatwo przeżywać zmiany w tej posłudze i potrzebowała czasu, aby zaufać nowemu kapłanowi. Tak było między innymi w pierwszych miesiącach kierownictwa ojca Cappellettiego. Mniszka była kuszona, aby mu nie ufać, ponieważ, jak podpowiadał jej zły duch: nie ma on rozeznania, nie zna cię. Czuła jakby wewnętrzne przynaglenie, aby nie mieć innego mistrza i przewodnika, jak tylko Pana. Podobny kryzys przeżyła, gdy jej spowiednikiem został ojciec Tassinari. Najtrudniej było jej oczywiście wyznawać całą prawdę o swej duszy spowiednikom, którzy pojawiali się w klasztorze okazjonalnie.

Posłuszeństwo spowiednikom

W 1721 roku Weronika pod dyktando Maryi zapisała: Sakramenty były twoim schronieniem i siłą. Tu demon bardzo cię kusił i chciał, abyś sama się od nich oddaliła. Ale ty, trwając w woli Boga, przychodziłaś do tego, który stoi na miejscu Boga, ilekroć tam szłaś, ja byłam z tobą i prosiłam wraz z tobą i za ciebie, abyś była wierna Bogu. Spowiednik dawał ci rozgrzeszenie wraz z napomnieniami, które ja sama mu sugerowałam. Demon kusił cię przeciw sakramentom, ale ty byłaś wytrwała w postanowieniu, aby ich nigdy nie opuszczać i zawsze pozostawać posłuszną temu, kto jest na miejscu Boga. To ostatnie określenie spowiednika bardzo często pojawia się w dzienniku, wyrażając dobrze sposób, w jaki Weronika postrzegała rolę kapłanów posługujących w tym sakramencie. Chciała im okazywać tak wielką szczerość oraz posłuszeństwo, jakie okazywała samemu Bogu.

Gdy Weronice udawało się pokonywać pierwsze trudności, nawiązywała ze swymi spowiednikami relacje pełne bezgranicznego zaufania. Przez całe lata święta starała się o posłuszeństwo spowiednikom prawie obsesyjnie. Było ono pieczęcią jej wierności samemu Bogu i Maryi. W słowach wypowiadanych przez kapłanów w sakramencie pokuty i pojednania mniszka słyszała głos samego Boga i tak je przyjmowała.

Spowiedź podczas ekstazy

Szczególnym doświadczeniem Weroniki była łaska spowiedzi odbywanej bezpośrednio przed samym Bogiem. Jej spowiednicy, którzy byli świadkami, jak w ekstazie wyznawała grzechy przed Panem, potwierdzali, że miała wtedy niesamowite światło i wnikliwość w poznaniu siebie i dostrzeganiu wszelkich, nawet najdrobniejszych grzechów i ułomności, których normalnie człowiek nie jest w stanie dostrzec. Sama Giuliani bardzo często powtarzała w dzienniku, że gdy otrzymywała jakąś szczególną łaskę, to wraz z nią przychodziło podwójne oświecenie: jedno dotyczyło poznania miłości Boga, a drugie – własnej grzeszności. Zdarzało się również, że gdy Weronika miała trudność z wypowiedzeniem swoich grzechów bezpośrednio w obecności Boga, czynił to w jej imieniu anioł stróż. Im bliżej i intensywniej kapucynka przeżywała swą relację z Bogiem, tym jaśniej widziała własne słabości i tym precyzyjniej potrafiła je wyznawać na spowiedzi.

Ktoś mógłby zapytać, po co tak wielkiej świętej mistyczce była częsta spowiedź? Ona sama nie miała wątpliwości, że sakrament pokuty był niezbędny na trudnej i wymagającej drodze wiary – jako światło w rozeznawaniu, jako miejsce wchodzenia w posłuszeństwo, jako umocnienie i oświecenie. Weronika gorliwie modliła się również za swoich spowiedników, których uważała za ludzi zastępujących Boga na ziemi.

Judyta Katarzyna Woźniak OSCCap, tekst opublikowany w: Głos Ojca Pio 4(124) lipiec/sierpień 2020

Polecamy: glosojcapio.pl oraz: e-serafin.pl

Może Cię również zainteresować