Kapucynki

Bł. Maria Magdalena Martinengo – życiorys

3 marca 2017

Narodziła się w Bresci 4 października 1687 roku, jej ojcem był Francesco Leopardo, hrabia Barco, a matką Małgorzata, hrabina Secchi d’Aragona. Poród był bardzo trudny i kosztował jej matkę życie. Bojąc się również o życie nowo narodzonej córeczki, ochrzczono ją w domu natychmiast i nadano jej imię matki – Małgorzata. Ceremonia chrztu została dopełniona 21 sierpnia 1691 roku podczas chrztu jej siostry Cecylii, narodzonej z drugiej żony ojca – Eleny Pazzi.
W 1693 roku, ze względu na swą inteligencję, ujawniającą się bardzo wcześnie, otrzymała gruntowne wykształcenie w szkole Urszulanek. Wychowawczyni Isabella Marazzi przygotowywała ją do modlitwy i studium. Jako lekturę Małgorzata preferowała brewiarz, a w ręku miała zawsze różaniec. Bardzo kochała czytać, sama w swojej autobiografii mówi: czytanie było całą moją radością, nabywała kultury czytając książki włoskie i łacińskie, które zapewniała jej bogata biblioteka ojca.
Wspomina cudowny fakt ze swego dzieciństwa, kiedy podczas podróży w powozie, zaprzęgniętym w sześć koni, niespodziewanie wypadła na zewnątrz i zostałaby zmiażdżona, gdyby nie pomoc niewidzialnej ręki, która oddaliła od niej niebezpieczeństwo.
14 października 1698 roku rozpoczęła kształcenie w augustiańskiej szkole Matki Bożej Anielskiej, gdzie były dwie jej ciotki ze strony matki.
Pierwsza komunia była dla niej dramatyczna z powodu upadku na ziemię świętej cząsteczki. Bała się, że jest uznana przez Pana za niegodną. Wzmocniła więc swoje zaangażowanie w umartwienie i medytację.
W sierpniu 1699 dwie ciotki stały się uciążliwe i Małgorzata poprosiła ojca o przeniesienie na dalszą edukację do benedyktyńskiego klasztoru Ducha Świętego.
Pozostała kilka miesięcy u rodziny na wakacjach w pięknych górach wokół jeziora Iseo. Tam zaczęło pociągać ją życie kontemplacyjne.
W klasztorze Ducha Świętego znajdowały się inne dwie ciotki ze strony matki, które martwiły się o zdrowie i przyszłość arystokratki z wyższych sfer.
Małgorzata pisała później: byłam tak znudzona, że nie zostałabym tam zakonnicą, za całe złoto świata. Tymczasem jej powołanie charyzmatyczne nabierało coraz wyraźniejszych rysów, jej modlitwa wewnętrzna przenikała ją ogniem, jej młodzieńcza, wrażliwa psychika, nie przyzwyczajona jeszcze do Bożego działania w końcu nie mogła się oprzeć i zachorowała. Siostry, jak mówiła: nie rozumiejąc tego, co działo się we mnie, podając mi leki, doprowadzały do coraz większego pogorszenia. Tylko Bóg, który ją zranił, mógł ją uleczyć.
W 1700 roku, mając zaledwie 13 lat, pisała: ofiarowałam moje dziewictwo Bogu. Atakowały ją wtedy pokusy wszelkiego rodzaju, były to straszne lata, czuła się przytłoczona.
W 1703 roku, gdy miała 16 lat, jej ojciec obiecał jej rękę synowi senatora Serenissimy. Czytała powieści i romanse, książki piekielne, jak je nazywała, uwielbiała ubierać stroje jak najbardziej eleganckie i wytworne. Ale pewnego dnia płacząc nad swoim nieszczęściem przed tabernakulum, miała wizję, inspirowaną przez Matkę Bożą, według której miała nosić szorstki habit kapucynek, których wcześniej nawet nie znała.
W 1704 roku powróciła do domu po zakończeniu kształcenia w klasztorze Ducha Świętego. Czuła się wewnętrznie opuszczona, ale wciąż powtarzała, że chce zostać siostrą kapucynką. Wszyscy się jej sprzeciwiali, ale Małgorzata już cztery dni później, a było Boże Narodzenie, zgłosiła się do klasztoru Matki Bożej Śnieżnej kapucynek, mówiąc: Chcę zostać świętą. Siostry, jak zwykle, przed obłóczynami, pozwoliły jej przejść okres próby w kolegium miasta Maggi, pod kierunkiem sióstr Urszulanek.
Podczas Paschy baron Leopardo zabrał ją dla rozrywki w podróż po różnych miastach Włoch. W Wenecji młodzieniec się w niej zakochał i poprosił o rękę. Małgorzata była gotowa by się zgodzić, ale służąca poradziła jej, by poradziła się Pana, by mieć światło. Spędziła noc na modlitwie i rankiem była zdecydowana pójść za powołaniem: Przeszłabym przez środek włóczni, by tam wstąpić, tak byłam zdecydowana, by pełnić wolę Bożą.
8 września 1705 roku, po przebyciu rekolekcji, powróciła do Bresci i wstąpiła do klasztoru kapucynek. Po ubraniu brązowego habitu przyjęła imię Maria Magdalena. Oddzielenie od swych bliskich było dla niej jak śmiertelne zranienie.
Rok nowicjatu był krzyżem próby i jałowości na tyle, że początkowo wspólnota oceniła Marię Magdalenę jako nienadającą się do życia kapucyńskiego. W drugim głosowaniu mniszki dały jej jednomyślnie głosy pozytywne i tak 18 września 1706 roku Maria Magdalena ofiarowała się definitywnie Bogu w profesji zakonnej.
Jej życie klauzurowe, które trwało 32 lata, mogłoby się wydawać monotonne. Jednak z jej pism możemy wyczuć, że jej doświadczenie wewnętrzne mieściło się w rozległej panoramie duchowości. Wypełniała ona wszystkie obowiązki: zmywała naczynia, gotowała, była furtianką, ogrodniczką, zajmowała się pieczeniem, zamiatała, była westiarką, praczką, zajmowała się wełną, była szewcem, zajmowała się winem, była krawcową, sekretarką, hafciarką, pomocą w zakrystii i nie mając nigdy obowiązku infirmerki spontanicznie pełniła posługi najbardziej podłe i ciężkie. Ponadto była mistrzynią nowicjatu, radną, wikarią i opatką.
W 1708 roku ćwiczenia duchowe prowadzone przez jezuitę spowodowały u niej tak wielki strach przed sprawiedliwością Bożą, że poważnie się rozchorowała. Dopiero po odbyciu bardzo długiej spowiedzi generalnej, przerywanej płaczem, doświadczyła daru doskonałego pocieszenia i rozgrzeszenia oraz uzdrowienia. Jej doświadczenie duchowe przebiegało poprzez modlitwę uczuć do kontemplacji wlanej. Maria Magdalena pisała w autobiografii: Podążałam swoją metodą rozmowy z Bogiem, ale abym robiła to z większą miłością i gorliwością, obawiając się, by nie stracić choćby chwili czasu, Pan w swojej nieskończonej dobroci odpowiadał mi wyłącznie słowami najbardziej słodkimi. I tak mówiąc, kładłam głowę na ziemi i natychmiast Pan w głębi mego serca odpowiadał mi: Droga córko, ty Mnie kochasz, ale Ja nieporównywalnie bardziej kocham ciebie. Gdy Mu mówiłam: Panie, weź moje serce, nie chcę go już; On, ciesząc się tą propozycją, jak mi się wydawało, oczyszczał moje serce i umieszczał w nim swój cały płomień miłości; a ja nie mogłam wytrzymać cierpienia tego palącego płomienia, traciłam przytomność od żaru tego ognia, który mnie łagodnie trawił.
Wpadała w zachwyt z miłości i płomień Bożej miłości ją trawił i by gasić ten płonień dręczyła się nieprawdopodobnie pokutami ukrytymi przed wszystkimi.
Praktykowała niezwykłe umartwienia, dyscypliny, nacięcia, oparzenia metalową kolczugą, ogniem i siarką, nie można zapomnieć o nocach mistycznych i tajemniczych wewnętrznych oddziaływaniach Ducha. Wszystko to przechodziła prawie w ukryciu zwyczajnego życia. Całe moje życie jest niedorzecznością. Cierpię nie mogąc cierpieć.
Nie ma przesady w mówieniu o jej strasznym męczeństwie, ale cierpienia cielesne były niczym wobec tych duchowych i moralnych: cztery siostry sprzeciwiały jej się aż do śmierci, spowiednik spalił jej pisma, jako heretyckie, wikaria zabroniła jej rozmawiać o sprawach duchowych ze swymi byłymi nowicjuszkami. Wszystko to znosiła i mówiła: w najcięższych rzeczach trzeba postępować z heroizmem.
Maria Magdalena była żywcem spalana przez ogień miłości.
W 1737 roku zrzekła się posługi jako opatka, jej ciało było już wycieńczone. Gdy doświadczała przedłużających się omdleń, siostry mogły zobaczyć na jej umęczonym ciele znaki przerażających umartwień i stygmatów męki Pana.
Jej zejście było szybkie i pogodne, cieszyła się wiedząc, że koniec był bliski i siostrom, które płakały, z matczyną czułością dawała morwy, które miała w małym koszyczku. Modliła się wersetami biblijnymi, następnie można było usłyszeć szept: Przyjdź, przyjdź, Panie!
Skonała 27 lipca 1737 roku, kończyła 32 lata życia zakonnego i 50 lat życia.
Została ogłoszona błogosławioną przez Leona XIII 3 czerwca 1900 roku.

Tekst na podstawie życiorysu Błogosławionej zamieszczonego na stronie: www.cappuccine33.it

Może Cię również zainteresować

Brak komentarzy

Dodaj komentarz