św. Weronika Giuliani

Była jak żywioł

7 marca 2019

Najmłodsza z córek Giulianich rządziła całym domem. Gdy coś postanowiła, nikt nie mógł jej odwieść od powziętego zamiaru. Wciąż wymyślała nowe zabawy, w które angażowała domowników. Była w ciągłym ruchu i nikt nie mógł jej okiełznać. Szybko zyskała przydomek „ogień” – tak nazywali ją najbliżsi, ponieważ była jak żywioł nie do opanowania. Jednocześnie Urszula miała w sobie wiele dobroci, wrażliwości i była tak ujmująca, że domownicy wybaczali jej wszystko i chętnie rozpieszczali. Urszula potrafiła zarazić entuzjazmem wszystkich członków rodziny.

Pierwsze kroki

Jej mama, Benedetta, ze zdumieniem przyglądała się bardzo szybkiemu rozwojowi swej najmłodszej córki. Gdy Urszulka miała zaledwie pięć miesięcy, nieoczekiwanie wyślizgnęła się z ramion mamy, aby podbiec do obrazu przedstawiającego Trójcę Świętą. Dziewczynka wyciągała do Świętych Postaci swoje małe rączki, jakby obraz do niej przemawiał, a ona chciała odpowiedzieć na tajemnicze wezwanie. Były to pierwsze samodzielne kroki postawione przez dziecko w dniu uroczystości Trójcy Przenajświętszej.

Mama nie wiedziała o tym, o czym sama Weronika opowie wiele lat później w swoim dzienniku, że postacie na świętych obrazach ożywały przed nią, a ona z nimi rozmawiała. Zdarzało się, że Maryja dawała do jej małych rączek Dzieciątko, a Urszula mogła trzymać w ramionach Jezusa, bawić się z Nim i Go pieścić. Zdarzało się, że mały Jezus jadł z nią posiłki! Dla niej było to naturalne. Sądziła, że wszyscy mają podobne doświadczenia. Do dziś zachował się obraz Maryi z Dzieciątkiem z jej pokoju, w którym spędzała czas w dzieciństwie. Weronika pisała też o tym, że już jako mała dziewczynka słyszała wewnętrzne głosy. Była więc wyjątkowo hojnie obdarowana przez Boga, ale też niesamowicie wrażliwa na Jego obecność i działanie.

Nietypowe zachowanie

Jej mama zachowała w pamięci również okoliczności, w których Urszula zaczęła mówić. Zdarzyło się to, gdy wzięła ją ze sobą na targ na zakupy. Mała miała wtedy niewiele ponad roczek. Nagle dziewczynka, zwracając się do jednego z handlarzy, nieuczciwego sprzedawcy oliwy, zaczęła go strofować: „Bądź sprawiedliwy! Bóg cię widzi!”. Nikt się tego po tak małym dziecku nie spodziewał, więc zachowanie dziewczynki wywołało wielkie zdziwienie wśród świadków tej sytuacji. Chyba najbardziej zdumiona była właśnie mama, gdyż były to pierwsze słowa wypowiedziane przez jej córeczkę.

Do ulubionych zabaw Urszuli należało budowanie świętych ołtarzyków i samodzielne ich przystrajanie, przed którymi następnie spędzała czas na modlitwie. Pewnego dnia zbierała kwiaty, aby umieścić je przy jednym z nim, jak miała to w zwyczaju. Wtedy podszedł do niej Pan Jezus jako mały chłopiec, jej rówieśnik, i powiedział: „Ja jestem twoim prawdziwym kwiatem”. Nieraz zresztą Pan Jezus był towarzyszem jej zabaw. Zdarzało się, że nawet potrafiła się na Niego obrażać. Urszula od dziecka miała mocny charakter i zawsze chciała stawiać na swoim, również w relacji z Jezusem.

Benedetta była świadoma, że sama przyczyniła się do wielu odważnych zachowań swej córki. To dzięki jej wychowaniu była ona wrażliwa na potrzeby ubogich i chętnie dzieliła się z nimi tym, co miała. Tylko, że czasem, aby obdarować potrzebujących, stosowała kontrowersyjne metody. Jako zupełnie mała dziewczynka, Urszula pokruszyła na przykład ciasto przygotowane na rodzinną uroczystość. Wiedziała w swojej przebiegłości, że takie ciasto nie stanie już na rodzinnym stole, a zostanie oddane ubogim. Nawet gdy mama w pierwszej chwili zdenerwowała się z powodu zachowania córeczki, ostatecznie nie potrafiła jej skarcić czy ukarać, gdyż wiedziała, że pomysły te wynikały z pragnienia spełniania dobrych uczynków.

Pragnienie cierpienia

Tata Urszuli, Francesco, długo chował w sercu wspomnienia dużo trudniejsze, bolesne. Wiedział, że drogę cierpienia jego najukochańsza córeczka obrała bardzo wcześnie. Gdy słuchała, jak mama lub starsze siostry czytały żywoty świętych, zapamiętała między innymi przykład świętej Róży z Limy i, podążając za nią, zaczęła zadawać sobie cierpienie, aby łączyć je z męką Pana Jezusa. Była przekonana, że On tego właśnie od niej oczekuje.

Pewnego razu starsze siostry chciały gwałtownie zatrzasnąć drzwi przed zbliżającym się do nich psem, którego się bały. Mała Urszula szybko włożyła między odrzwia paluszki. Oczywiście mocno zatrzaskujące się drzwi boleśnie zmiażdżyły jej rączkę. Zaniepokojona mama wezwała lekarza, który opatrzył Urszuli dłoń, ale ona spokojnie odpowiedziała: „Dlaczego to robicie? Czy nie trzeba cierpieć z Jezusem dla zbawienia dusz?”.

Śmierć matki

Najtrudniejszym, wręcz tragicznym wydarzeniem dla całej rodziny była śmierć Benedetty. Siedmioletnia wówczas Urszula przeżyła to bardzo mocno, nikt nie umiał ukoić jej szlochu, sam ojciec był w tej sytuacji bezradny. Bardzo cierpiał po stracie żony, a jego serce truchlało jeszcze bardziej, gdy widział ból swych córek, zwłaszcza najmłodszej. Gdy w końcu przyniesiono dziewczynce wspomniany wcześniej obraz Maryi z Dzieciątkiem, w bliskości Matki Zbawiciela Urszula znalazła wyciszenie i pociechę. Wspominała po latach w dzienniku, że uspokajał ją uśmiech małego Pana Jezusa. Od tamtej pory łączyła ją również bardzo bliska więź z Maryją, która zastąpiła jej rodzoną mamę.

Francesco przez lata wspominał, że gdy Benedetta była jeszcze na łożu śmierci, wezwała do siebie wszystkie córki. Każdą z nich powierzyła jednej z ran Pana Jezusa. Weronika, jako najmłodsza, otrzymała ranę boku. Usłyszała od mamy: „Tobie daję bok Jezusa, przebity na krzyżu”.

Ale były też wspomnienia piękne i uroczyste, jak to z 2 lutego 1670 roku, gdy Urszula w wieku dziesięciu lat przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej w Piacenzy, gdzie jej ojciec przeniósł się, pracując dla księcia Parmy. Była to dla dziewczynki chwila upragniona. Wiele razy wcześniej, gdy kapłan unosił Hostię podczas Eucharystii, Urszula widziała w niej Dzieciątko Jezus. Po Komunii świętej odczuwała zapach raju, który wychodził z ust wszystkich, którzy do niej przystąpili. Gdy kapłan przyniósł Komunię Świętą jej umierającej mamie, dziewczynka błagała go, aby dał jej przynajmniej maleńką cząsteczkę. To jej wystarczyło, bo wykazując się zdumiewającą jak na swój wiek wiedzą, mówiła: „Jezus jest cały nawet w okruszynce!”. Gdy wreszcie przyjęła upragnioną Komunię, odczuwała wielki trawiący ją ogień, którego nie rozumiała. Doświadczenia tego czasu szczegółowo opisała wiele lat później w swym dzienniku.

Zaproszenie od Jezusa

Ani mama, ani tata małej Urszuli, choć łączyła ich bliska więź, nie wiedzieli, co dokładnie dzieje się w jej sercu. Z boku przyglądali się wyjątkowości swego dziecka, ale nie zdawali sobie sprawy, że Jezus traktował ją bardzo poważnie i przygotowywał do wielkiej i jednocześnie wymagającej misji. Sama Weronika napisze o tym dużo później, gdy będzie już dorosła i zostanie klaryską kapucynką. W prowadzonym przez siebie dzienniku zapisała, że bardzo wcześnie, bo gdy miała siedem lat, ukazał jej się Pan Jezus cały w ranach. Sam zaprosił przyszłą świętą do kontemplacji swej Męki. Od tego czasu tajemnica Pasji stała się Urszuli bardzo bliska. Zaczęła na osobności rozważać mękę Pana. Jak wspominała, niczym innym w tamtym czasie nie chciała się zajmować, ale modliła się, wiele płakała i zadawała sobie różne cierpienia. Wtedy jeszcze nie do końca rozumiała sens tego, co robi. Będzie go odkrywała coraz głębiej dopiero w dalszym, dorosłym życiu. Jej tata widział dokonującą się w jego małej Urszuli przemianę, przyglądał się jej, gdy czasem zamyślała się, gdy odchodziła od towarzystwa najbliższych i chciała być sama.

Gdy trzy starsze córki odeszły z domu, aby obrać życie zakonne, ojciec pragnął, aby Urszula pozostała przy nim. Po wszystkich trudnych doświadczeniach była dla niego pocieszeniem, jako jedyna potrafiła go rozweselić. Miał nadzieję wydać ją za mąż za któregoś z dobrze urodzonych młodzieńców, których nie brakowało w okolicy. Francesco spełniał wszelkie pragnienia ukochanej córki. Bardzo pragnął, aby była szczęśliwa. Nie wiedział jednak, że w jej sercu toczy się walka.

Judyta Katarzyna Woźniak OSCCap, tekst opublikowany w: Głos Ojca Pio nr 2 (116) marzec/kwiecień 2019

Polecamy: glosojcapio.pl oraz: e-serafin.pl

 

Kilka cytatów z Dziennika świętej Weroniki, publikowanych przez nas w ostatnim czasie na Facebooku:

Może Cię również zainteresować