św. Weronika Giuliani

Głos Ojca Pio nr 4 (118) MISTYCZNE ZAŚLUBINY

13 lipca 2019

Nadeszła kolejna ciężka noc. Siostra Weronika siedziała w celi zakonnej przy świecy z piórem w dłoni. Bardzo nie lubiła pisać, jednak wiedziała, że życie w posłuszeństwie jest dla niej jedyną bezpieczną drogą. Ojciec Hieronim Bastinelli, oratorianin, jako pierwszy nakazał jej opisywanie mistycznych doświadczeń. Kolejni spowiednicy wymagali tego samego. Wbrew sobie zasiadała, aby zapisywać kolejne spotkania z Jezusem, Maryją i świętymi oraz notować to, co jej mówili. Nie przewidywała, że opisując swoje przeżycia, zapełni nimi ponad dwadzieścia dwa tysiące stron.

Trudności w pisaniu

Nie miała na to czasu w ciągu dnia wypełnionego pracą, modlitwą, rozmowami z nowicjuszkami (była ich mistrzynią). Pozostawała noc, którą wolała spędzać na modlitwie, a nie przy kartkach papieru. W związku z tym robiła wiele błędów – pomijała znaki interpunkcyjne, a stawiane litery były po prostu niestaranne.

Co najistotniejsze, nie chciała nikomu wyjawiać swoich intymnych przeżyć. Czuła się skrępowana oraz niegodna otrzymanych darów. Obawiała się, że inni będą widzieli w niej świętą, podczas gdy ona sama czuła się niewdzięczną grzesznicą. Przez myśl jej nie przeszło, że w przyszłości jej pisma będą czytane przez tysiące osób na całym świecie, a nawet analizowane i opracowywane przez uczonych.

Poza tym, jak opisać tak intymną i dynamiczną relację z Oblubieńcem, którego wybrała, gdy była jeszcze małą dziewczynką? Starała się być wierna w pisaniu, doświadczając własnej słabości oraz niezdolności ludzkiego języka do opisywania spraw Bożych.

Obietnica

Pamiętała, że już w dniu swojej Pierwszej Komunii Świętej mówiła Jezusowi o tym, że chce Go poślubić. Życie zakonne postrzegała jako całkowite oddanie się Oblubieńcowi. Z biegiem lat coraz mocniej rozpalało się w niej pragnienie upodobnienia się do Ukrzyżowanego, aby móc zjednoczyć się z Nim do stopnia mistycznych zaślubin.

Święta mistyczka przeszła długą drogę, aby się do tego wyczekiwanego momentu przygotować. Była bardzo energiczną kobietą i lubiła szybko osiągać to, co sobie zaplanowała. Jezus obiecał, że spełni jej pragnienie, ale nie śpieszył się z realizacją swej obietnicy. Cierpliwie pozwalał jej dojrzewać, prowadził ją stopniowo drogą oczyszczenia. Gdy nadszedł 11 kwietnia 1694 roku, uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, jej pragnienie zostało spełnione. Przeżyła mistyczne zaślubiny z Panem i musiała opowiedzieć o tym w swoim dzienniku.

Miała trudność, aby opisać słodki głos Oblubieńca, który słyszała w sercu: „Przyjdź do Mnie, moja umiłowana”. To jedno zdanie powodowało, że jej dusza jednoczyła się z Bogiem, a serce rozpalało się coraz intensywniejszym ogniem. Jednocześnie Pan Jezus zaczął oczyszczać serce Weroniki, usuwając z niego miłość własną, względy ludzkie i wszystkie sprawy ziemskie. Mówił jej: „Moja oblubienico, widzisz to wszystko, co wyrzucam z twojego serca? Spraw, aby to nigdy więcej do niego nie wróciło. (…) Oto Ja, cały Twój”. Zapisując te słowa, czuła, że są niewystarczające i oddają jedynie fragment rzeczywistości, której doświadczała.

Mniszka słyszała chór anielski śpiewający: „Przyjdź, oblubienico Chrystusa”. Następnie zobaczyła Pana w chwale, z jaśniejącymi ranami, siedzącego na lśniącym tronie ze złota i pereł. Obok stał drugi, podobny tron, na którym zasiadała Najświętsza Dziewica. Prosiła Go, aby przyśpieszył zaślubiny. Oprócz Pana, Jego Matki oraz mnóstwa aniołów, obecne były dwie święte: Róża z Limy oraz Katarzyna ze Sieny. Nie była w stanie znaleźć odpowiednich wyrażeń, aby opisać piękno widzianych przez siebie osób. Wiedziała, że ktokolwiek przeczyta jej zapiski, niewiele z nich zrozumie, bo jeśli ktoś nie przeżył podobnych wizji, nie jest w stanie sobie ich wyobrazić.

Ślubna obrączka

Święta dostrzegła ślubną obrączkę, spoczywającą w ranie boku Pana Jezusa. W pewnym momencie wyjął ją i podał swojej Matce. Następnie oboje z Maryją nałożyli obrączkę na palec Weroniki. Nie potrafiła opisać wrażeń serca. Rozpierało ją nieopisane szczęście, radość i gorąca miłość. Zaślubiny z Panem rozpoczęły nowy etap w życiu świętej. Odtąd miała obwiązywać ją nowa zasada – całkowite poddanie Jego woli. Pan obiecał, że jeśli Weronika pozwoli się ukrzyżować, zrobi dla niej wszystko. Gdy wizja się skończyła, na palcu Weroniki pozostała obrączka. Nie można jej było zobaczyć, ale ona stale ją odczuwała. Zaślubiny były odnawiane podczas każdej Komunii Świętej.

To cudowne i tak wyczekiwane doświadczenie nie oznaczało, że dla Weroniki rozpoczął się czas sielanki i nieustannego odczuwania bliskości Pana. Wręcz przeciwnie, odtąd Jezus oczyszczał jej serce jeszcze intensywniej, a ona godziła się na jeszcze surowsze pokuty. Jej cierpienie wydawało się nie mieć końca. Najtrudniejsza była tęsknota, która trawiła jej serce. Przekonująco wyraziła to w liście napisanym do Jezusa 20 maja 1696 roku:

„Mój Jezu. Raz po raz zachęcałeś mnie, abym do Ciebie napisała. Dlatego teraz to czynię. (…) Widzisz, jak dniem i nocą wzdycham i wzywam Cię. Wciąż wzrastają we mnie gorące pragnienia i chęć, aby odnaleźć Cię i zjednoczyć się jedynie z Tobą. Ach! Mój drogi Jezu, powróć szybko do mojego serca. Jest ono Twoim schronieniem, a moja dusza jest Twoją oblubienicą. Wzywa Cię ona i pragnie. Powróć do niej. Zrobiłam, co tylko mogłam, aby Cię odnaleźć, połączyć się z Tobą i naprawdę zjednoczyć; ale nie osiągnęłam zadowolenia. Teraz czuję, że już nie mogę dłużej znieść Twojego ukrycia; (…) Mój Jezu, obecnie czuję pragnienie gorętsze niż kiedykolwiek wcześniej, aby zjednoczyć się z Tobą i dlatego raz jeszcze zwracam się do Ciebie: Powróć, mój Panie, Miłości mojej duszy. No już, pośpiesz się i nie opóźniaj. Przyjdź, przyjdź, moje najwyższe Dobro, a ze względu na Twą litość nie odrzucaj mnie. Przyjdź i spraw, abym mogła Cię objąć, ucałować i zjednoczyć się całkowicie z Tobą. Abym już nigdy nie odłączyła się od mojego Dobra. Zapraszam Cię i oczekuję, moje ukochane Dobro. Przyjdź, przyjdź. Obejmij mnie, złącz mnie całą z Twoją miłością. Tak, tak, drogi Jezu, powróć do mojego serca, weź je w posiadanie i więcej nie odchodź. Usuń z niego to, co może uniemożliwiać Twoje przyjście. Tak, mój Panie, ogołoć mnie ze wszystkiego, spraw, aby pozostała we mnie jedynie Twoja miłość i Twoja święta wola. Pozostaję w Twoim Sercu.(…) Czyń ze mną wszystko, co zechcesz. Chcę Cię kochać, w jakiejkolwiek sytuacji bym się znajdowała, zarówno pośród ciemności, jak i w świetle. Przez wszystko chcę Cię kochać i nie chcę niczego innego, jak tylko Twojej świętej woli. I przez zasługi Błogosławionej Dziewicy proszę Cię o Twoje święte błogosławieństwo. Laus Deo. Córka Ukrzyżowanego”.

Kolejne etapy

Weronika w swoich notatkach opisywała kolejne etapy coraz ściślejszego zjednoczenia z Panem. Pięć lat po pierwszym doświadczeniu mistycznych zaślubin przeżyła na nowo ów akt 15 sierpnia 1696 roku. Tym razem zobaczyła Dzieciątko Jezus na rękach Maryi oraz zastępy aniołów i świętych, którzy trzymali w swych dłoniach krzyże. W tle znowu rozbrzmiewały śpiewy. Gdy mniszka znalazła się blisko tronu Maryi z Dzieciątkiem, ogarnęło ją zawstydzenie oraz bojaźń, gdyż miała świadomość swoich licznych grzechów. Jednocześnie napełniała ją ufność w miłosierdzie Pana i Jego Matki. Weronika nie potrafiła dobrze opisać uczuć kłębiących się w jej sercu. Maryja, odziewając Weronikę w białą szatę, ponownie wstawiała się za nią przed swoim Synem. Dzieciątko Jezus nałożyło na palec zakonnicy piękną obrączkę. Chwilę później wybranka Jezusa mogła śpiewać z aniołami i świętymi Te Deum. Polecała również Panu wiele osób, w tym spowiednika i poszczególne siostry ze swojej wspólnoty. Wysłuchał On natychmiast jej modlitw, błogosławiąc wymienionych, a także obdarzając ich swym boskim pocałunkiem. Następnie otrzymała go również sama Weronika. Po zakończeniu wizji odczuwała wielkie szczęście, a jednocześnie wielkie pragnienie cierpienia i poznanie siebie. Obrączka na palcu przypominała jej stale o Oblubieńcu.

Dzienniku Weronika opisała jeszcze „prawdziwe zaślubiny”. Miały one miejsce 7 kwietnia 1697 roku w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego i zostały poprzedzone stygmatami męki Pańskiej, odciśniętymi na jej ciele w Wielki Piątek.

Tym razem oprócz wizji Maryi, niezliczonych świętych i chóru aniołów Weronika odnotowała fakt włożenia na jej głowę pięknej korony przez Jezusa. Nie potrafiła jednak wyrazić bólu, jaki spowodował On tym gestem. Od kilkunastu lat nosiła przecież koronę cierniową, której teraz Jezus nie zdjął z jej głowy. Gdy została przyciśnięta, powodowała dotkliwy ból. Pan uczynił to, aby Jego oblubienica miała w pamięci Jego mękę. Odczuwane cierpienie pozwalało na pełniejsze zjednoczenie ze Zbawicielem, a także lepsze poznanie samej siebie oraz nieskończonej miłości Boga.

Pan Jezus ponownie włożył na jej palec obrączkę, a następnie zwrócił się do Maryi: „To jest moja oblubienica – do Ciebie przychodzi, aby być Twoją córką. Powierzam Ci ją, aby była Mi wierna i współdziałała w tym, co chcę w niej uczynić”. Najświętsza Dziewica odpowiedziała swemu Synowi: „Twoje rany są jej mieszkaniem”.

Pomoc Maryi

Opisane wydarzenie wywołało w sercu i ciele Weroniki bardzo intensywne doznania, których nie sposób wyrazić słowami. Odczuwała zarówno wielkie szczęście i radość, jak i ból oraz trawiące ją pragnienie cierpienia.

Weronika ślęczała w swej celi każdej nocy, starając się wyrazić niewyrażalne. Na szczęście Maryja coraz częściej przychodziła jej z pomocą. Przypominała o wydarzeniach minionego dnia, a często dyktowała jej treści do zapisania. Dzięki obecności Mamy trudne zadanie stawało się dla kapucynki łatwiejsze.

 

Judyta Katarzyna Woźniak OSCCap, tekst opublikowany w: Głos Ojca Pio nr 4 (118) lipiec/ sierpień 2019.

Polecamy: glosojcapio.pl oraz: e-serafin.pl

Może Cię również zainteresować