św. Weronika Giuliani

Głos Ojca Pio nr 5 (119) SPEŁNIONE PRAGNIENIE

24 sierpnia 2019

Jeszcze jako dziecko, gdy tylko zostawała sama w domu wuja, podchodziła do krzyża znajdującego się nad łóżkiem. Mówiła wtedy z żalem do Jezusa: „Mój Panie, nie mogę patrzeć na Ciebie wiszącego na tym krzyżu”. Próbowała nawet oderwać gwoździe, aby zdjąć Go z tego miejsca męki, ale nie miała na tyle siły. Któregoś dnia wyznała w końcu: „Mój Panie, chcę mieć te gwoździe i koronę cierniową z Twojej głowy”.

O swoim pragnieniu, by cierpieć dla zmniejszenia męki ukochanego Pana, o wielokrotnych próbach ściągnięcia Jezusa z krzyża albo chociaż wyjęcia z Jego ran gwoździ i zdjęcia z głowy korony cierniowej nie zwierzała się nikomu.

Gdy miała siedem, może osiem lat, ukazał jej się Pan Jezus cały pokryty ranami i powiedział: „Pragnę, abyś nigdy nie oddalała się od moich cierpień i udręk”. Dążenia dziewczynki były zbieżne z wolą Boga. On ją stale zapraszał i motywował, aby współcierpiała wraz z Nim. Jej największym pragnieniem w dzieciństwie i przez długie lata życia zakonnego było właśnie cierpienie albo raczej współcierpienie. Dlatego wciąż szukała nowych jego form. Wymyślała najróżniejsze sposoby pokuty i umartwień, aby zadawać ból swojemu ciału. Jednocześnie stale znosiła udręki duchowe, wątpliwości, zmagania ze złym duchem. Demon atakował ją poprzez subtelne pokusy, ale również bezpośrednio, uderzając ją, przewracając na ziemię, sprawiając, że jej cela stawała w płomieniach czy napełniała się trudnym do zniesienia fetorem.

Wszystko znosiła z ogromną wewnętrzną siłą, a siostry, z którymi żyła pod jednym dachem, niczego się nie domyślały. Żadne zmagania nie mogły jej zniechęcić, zatrzymać w drodze, którą prowadził ją Oblubieniec. Gdy przygląda się życiu Weroniki z perspektywy jej dziennika, wydaje się, że jej cierpienia i udręki, ataki diabelskie, posty, umartwienia, brak snu, stałe modlitwy nie miały końca i nikt o własnych siłach, bez szczególnej łaski Bożej, nie byłby w stanie tego wszystkiego znieść. Ona jednak pozostawała wciąż nienasycona. Stale prosiła o więcej, ale przede wszystkim miała ogromne pragnienie, aby jak najbardziej upodobnić się do swojego Pana, nosząc takie same rany na ciele.

Niewidzialne rany

Pragnienie Weroniki po części zostało spełnione szesnaście lat wcześniej, gdy w pierwszym okresie życia w klasztorze klarysek kapucynek Pan wysłuchał jej prośby i nałożył jej na głowę koronę cierniową. Była ona niewidoczna dla innych, ale Weronika stale odczuwała ból wbitych w głowę kolców. Przez następne lata prosiła Pana, aby zgodził się również na dzielenie z Nim cierpienia spowodowanego ranami gwoździ, które przybiły Go do krzyża, oraz włóczni, która przebiła Mu bok.

Podobnie jak w przypadku korony cierniowej czy innych darów, jakie posiadała (m.in. wyrytych na sercu znaków), nie chodziło jej o to, aby rany były widoczne dla innych. Błagała, aby pozostały niewidzialne, pragnęła jedynie cierpienia.

Do przyjęcia wyczekiwanego daru stygmatów Weronika przygotowała się poprzez spowiedź generalną, odbytą przed samym Bogiem. Gdy ze wzruszenia i bólu nie potrafiła wyznawać swych grzechów, z pomocą przyszedł jej Anioł Stróż, który wymieniał wszystkie jej winy, trzymając swą dłoń na głowie Weroniki. W tym czasie Jezus pokazywał jej swoje rany. Spowiedź zakończyła się przebaczeniem wszystkich przewinień i zaowocowała oczyszczeniem serca Weroniki i poczuciem wielkiej ulgi.

Widzenie Jezusa i Maryi

Wszystkie swoje przeżycia tej nocy Weronika zanotowała skrupulatnie w swym dzienniku. Wspominała, że trwała pomiędzy bólem spowodowanym swymi grzechami, a ogromnym pragnieniem, aby nawracać cały świat do Boga. Modliła się gorliwie, wyrażając swe pragnienie i zniecierpliwienie: „Mój Oblubieńcze, ukrzyżuj mnie z Tobą. Tak, tak, moje ukochane Dobro, daj mi odczuć cierpienie i ból Twoich świętych stóp i dłoni. Nie opóźniaj się już. Teraz jest czas; ukrzyżuj mnie z Tobą, mój drogi Oblubieńcze”.

Podczas modlitwy Weronika ujrzała Jezusa ukrzyżowanego i Matkę Bożą stojącą u stóp krzyża. Swoje słowa skierowała też do Maryi, prosząc ją o wstawiennictwo i oddając się jej prowadzeniu. Skutkiem tej modlitwy było natychmiastowe poznanie własnej słabości oraz nieskończonej miłości Boga. Weronika prosiła też Matkę Bożą, aby błagała Syna o niezwłoczne naznaczenie jej stygmatami. Jezus obiecał spełnić tę prośbę, jednak zapytał Weronikę: „Czego pragniesz? Czego chcesz?”. Odpowiedziała: „Ty wiesz, mój Panie, czego pragnę”. Ale On nie ustępował: „Chcę usłyszeć od ciebie, czego pragniesz?”. Wtedy Weronika odpowiedziała: „Wypełnienia Twojej woli”. Ta odpowiedź podobała się Jezusowi i gdy po raz kolejny Weronika poprosiła Go, aby mogła być z Nim ukrzyżowana, wysłuchał jej błagania.

Zobaczyła Ukrzyżowanego, który był tak majestatyczny i promieniejący, że trudno jej było na Niego patrzeć. Jednocześnie przyciągał Weronikę do siebie. Mogła poczuć dotkliwy ból z powodu wszystkich swoich win, a także przekonać się, że za każdą z nich Jezus zapłacił swoją krwią. Weronika zobaczyła też wszystkie łaski, które otrzymała od Pana w ciągu swojego życia. Zapewnił ją, że to niewiele w porównaniu z darami na nią oczekującymi.

Pieczęcie boskich ran

Teraz nadszedł moment, aby naznaczyć Weronikę pieczęciami Bożych ran i w ten sposób uczynić ją prawdziwą oblubienicą. Gdy po jakimś czasie opisywała przeżyte doświadczenie, nadal odczuwała poruszenie i ból z powodu tego, co zobaczyła. W pewnym momencie z ran Pana wyszło jakby pięć ognistych promieni. Jeden z nich dotarł do jej serca, pozostałe do rąk i nóg. Zadały Weronice przeszywający ból. Wydawało się jej, że serce zostało przebite ostrą strzałą, natomiast dłonie i stopy grubymi gwoźdźmi. Pan powiedział: „Ja jestem cały dla ciebie. Proś mnie o łaskę, jakiej pragniesz, abym cię zadowolił”. Weronika odpowiedziała: „Daj, abym już nigdy nie oddzieliła się od Ciebie”.

Gdy doświadczenie się zakończyło, Weronika stała z rozpostartymi rękami w swej celi wypełnionej niezwykłym światłem. Znowu towarzyszyło jej pragnienie cierpienia, poznanie własnej nędzy oraz chęć nawrócenia grzeszników. Rana jej serca była otwarta i obficie wypływała z niej krew. Nie mogła się ruszać, ponieważ rany rąk i nóg sprawiały jej ogromny ból.

W 1721 roku, kiedy pełniła funkcję opatki w Città di Castello, Weronika miała ponownie opisać doświadczenie stygmatów na polecenie biskupa. Pisanie przychodziło jej coraz trudniej, gdyż minęło od tego czasu już ponad dwadzieścia lat, a ona sama była wycieńczona surowym trybem życia i stygmatami. Na pomoc przychodziła jej w tym czasie Maryja, dyktując treści, które miała zapisać. Relacja ta pozwala jeszcze głębiej zrozumieć znaczenie minionych wydarzeń.

Wtedy jedyny raz Weronika wspomniała, że stygmaty otrzymała już rok wcześniej, tylko pozostawały one ukryte. Maryja przypomniała jej, że to, co Pan z nią i w niej czynił, prowadziło ją do pokory, rezygnacji z siebie, ogołocenia ze wszystkiego, co doczesne, coraz większego pragnienia cierpienia oraz do praktykowania pokuty. Jednocześnie Weronice towarzyszyły obawy i utrapienia i jedynie dzięki posłuszeństwu w jej sercu panował pokój. Był to czas wzrastania na drodze miłości pod kierunkiem Matki Bożej.

Pan Jezus, raniąc serce Weroniki, wziął je w posiadanie, a ona oddała się Mu, rezygnując z własnej woli i upodobań. Odtąd Bóg mógł w niej działać w nowy, jeszcze głębszy sposób. Cierpienia i udręki, które znosiła, wzmacniały ją i dawały siłę do przyjmowania kolejnych cierpień. Wielokrotnie doświadczała cierpienia na miarę męki Jezusa i ta droga prowadziła ją do coraz większej pokory, rezygnacji z własnej woli i posłuszeństwa.

Prośby do Jezusa

Gdy pamiętnej nocy Wielkiego Piątku Weronika odzyskała zmysły, zaczęły nachodzić ją wątpliwości. Zwykle obawiała się tego, że została zwiedziona. Wydało jej się też niewiarygodne, że Bóg tak hojnie chce obdarować właśnie ją, taką niewdzięczną. Ostatecznie jednak uznała, że dzięki jej słabości pełniej objawi się nieskończona miłość Pana, który także grzeszników obdarza swą łaską. Weronikę przepełniło wielkie pragnienie, aby iść na cały świat, szukać grzeszników i przyjmować pokutę za możliwość ich nawrócenia.

Jeszcze tej samej wielkopiątkowej nocy Weronika próbowała zanotować swoje przeżycia, aby ich opis przekazać spowiednikowi, jednak z powodu bólu nie była w stanie tego uczynić. Wzięła więc do ręki krucyfiks, który miała w celi, i zaczęła się modlić: „Mój Panie, udręka z udręką, ciernie z cierniami, rany z ranami. Oto ja cała Twoja; ukrzyżowana wraz z Tobą, ukoronowana cierniem wraz z Tobą, zraniona wraz z Tobą, Christo confixa sum Cruci”.

Pan Jezus ukrzyżowany ukazał się Weronice ponownie i zachęcił ją, aby prosiła Go o co tylko chce. Zaczęła więc polecać swojego spowiednika oraz tych, którzy jej pomagali. Nie prosiła jednak dla nich o pomyślność, błagała o prawdziwy ból z powodu popełnionych przez nich win oraz ukrzyżowanie z Panem. Następnie poleciła własną wspólnotę, wyszczególniając niektóre siostry. W końcu poprosiła Jezusa o nawrócenie grzeszników.

W tym momencie Jezus wypowiedział swój żal z tego powodu, że ludzie grzeszą bez opamiętania, nie myślą wcale ani o Bogu, ani o własnych duszach. Tymczasem Bóg chciałby rozlać swą miłość we wszystkich, ale zbyt wiele osób zamyka swe serce. W odpowiedzi Weronika wyraziła pragnienie, że gdyby tylko mogła, chciałaby kochać swego Oblubieńca za siebie i za wszystkich, którzy Go nie kochają.

Weronika płakała, ponieważ stygmaty były widoczne. Pragnęła być ukrzyżowana z Panem, ale nie chciała, aby inni widzieli rany na jej ciele. Przez wiele lat prosiła Pana Jezusa i Jego Matkę, aby ukryli znaki, jednak ta prośba nie została wysłuchana. Pan dał jej do zrozumienia, że pragnie, aby stygmaty pozostawały widoczne z powodu dobra, jakie zyskają dzięki temu liczne dusze: odnowi się w nich wiara i pamięć o Jego pasji.

Weronika nosiła stygmaty na swym ciele przez trzydzieści lat, aż do swojej śmierci.

 

Judyta Katarzyna Woźniak OSCCap, tekst opublikowany w: Głos Ojca Pio nr 5 (119).

Polecamy: glosojcapio.pl oraz: e-serafin.pl

Może Cię również zainteresować