św. Weronika Giuliani

Głos Ojca Pio nr 6 (120) POŚREDNICZKA

21 listopada 2019

„Znalazłam Miłość! Powiedzcie to wszystkim! To jest tajemnica mojej radości i mojego cierpienia: Miłość pozwoliła się odnaleźć!” Tak brzmiały ostatnie słowa, jakie Weronika Giuliani wypowiedziała do swoich sióstr. Umierała szczęśliwa, pomimo że jej życie naznaczone było głębokim cierpieniem.

Moment, gdy otrzymała dar stygmatów, był przełomem w życiu Weroniki Giuliani. Upragnione zjednoczenie z Oblubieńcem w bólu rozpoczęło długą drogę oczyszczenia i ogołacania jej z ostatnich śladów egoizmu, pychy i jakiejkolwiek niedoskonałości.

Gdy ówczesna opatka klasztoru, matka Gertruda Albizzini, dowiedziała się o stygmatach Weroniki, wykrzyknęła: „Jeszcze tego nam trzeba było!”. Już szczególna pobożność, wyjątkowa relacja z Bogiem i upodobanie w cierpieniu były przyjmowane przez wspólnotę Weroniki z mieszanymi uczuciami, ale widoczne dla wszystkich i znane publicznie stygmaty – tego było dla niektórych sióstr zbyt wiele.

Wierność. To słowo jest kluczowe dla zrozumienia dwudziestu lat, które Weronika przeżyła w klasztorze po przełomowym dla jej życia roku 1697. Zewnętrzne znaki męki Pańskiej odbite na ciele Weroniki spotkały się w jej wspólnocie z niezrozumieniem i podejrzliwością, dlatego przeżywała dotkliwe osamotnienie.

Represje

Chociaż niektóre siostry były jej przychylne (początkowo tylko dwie), a z biegiem lat to grono stale się powiększało (także o biskupa i spowiednika), przełożona powiadomiła o sprawie Święte Oficjum. Rozpoczęły się liczne upokorzenia Weroniki. Pozbawiono ją urzędu mistrzyni nowicjuszek, zamknięto w ciemnej komorze. Otrzymała zakaz kontaktu z kimkolwiek, poza wyznaczonymi osobami. Inkwizytor traktował ją surowo, była poddawana upokarzającym badaniom lekarskim. Nawet wcześniej jej przychylni biskup i spowiednik zaczęli wątpić w autentyczność doświadczeń Weroniki i zostali zobowiązani do upokarzania mniszki, wystawiania jej na liczne próby oraz podważania jej mistycznych darów.

Weronika nigdy nie polegała na sobie, ale zawsze pozostawała posłuszna, oddając się całkowicie pod osąd tych, którzy kierowali jej duszą. Gdy oni zaczęli kwestionować prawdziwość jej doświadczeń, ona sama znalazła się na skraju rozpaczy. Jedynym wyzwoleniem wydawała jej się śmierć, jednocześnie jednak wiedziała, że musi nadal żyć po to, aby więcej cierpieć. W swym dzienniku wielokrotnie pisała o „nagim cierpieniu”. Weronika przyjęła prawdziwe męczeństwo miłości: doznawała opuszczenia przez Boga i przez ludzi. Pozostawała jednak w tym doświadczeniu wierna Bogu, oddana Mu w heroicznych aktach miłości i w całkowitym poddaniu się Jego woli. W ten sposób coraz piękniej jaśniała jej pokora.

Czas oczyszczenia

Rozpoczął się dla niej czas jeszcze głębszego oczyszczenia i coraz pełniejszego zjednoczenia z Oblubieńcem. Wycofała się zupełnie ze stosowania wyszukanych praktyk pokutnych. Jej asceza dotyczyła teraz wiernego, posłusznego i pokornego przeżywania zdarzeń i cierpień codzienności. W zmieniających się okolicznościach uczyła się na nowo modlitwy, relacji z siostrami i przeżywania pokuty. Rozważając mękę Pańską, Weronika zaczęła przeżywać cierpienia wewnętrzne Pana, a nie tylko te fizyczne. Zmagała się z pokusami i złym duchem.

W tym czasie Weronika powtarzała, że dotąd nigdy się tak naprawdę nie modliła. Czytając choćby pobieżnie jej dziennik, odkrywamy natychmiast, że jego autorką jest kobieta modlitwy. Mniszka odkryła jednak, że dotychczas jej modlitwa była owocem daru, jaki otrzymywała, ale na który nie odpowiadała należycie, czyli z pełnym zaangażowaniem, w czystości umysłu i serca.

W posłuszeństwie spowiednikowi oraz Maryi, która była jej stałą przewodniczką, Weronika z całym zaangażowaniem ćwiczyła się w cnotach, szczególnie w miłości Boga i bliźniego, w wierze i nadziei. Stale nad sobą czuwając, odkrywała, że potrzebuje pomocy i wzrastała w ufności w działanie Boga i prowadzenie Maryi.

Odnowa wspólnoty

Z czasem coraz więcej sióstr chciało, aby Weronika miała wpływ na duchową odnowę wspólnoty. W końcu, za zgodą Świętego Oficjum, została jednogłośnie wybrana na opatkę klasztoru. Ostatnie dziesięć lat życia Weroniki to etap pełni i dojrzałości. Wszystkie siostry były już w tym czasie przekonane o jej świętości i wybierały ją ponownie na opatkę klasztoru podczas kolejnych głosowań odbywających się co trzy lata. Czyniły tak aż do śmierci Weroniki, pragnąc pozostawać pod jej przewodnictwem.

Gdy Weronika została po raz pierwszy wybrana na opatkę, klucze do klasztoru złożyła u stóp Matki Bożej Bolesnej. Mniszka pragnęła, aby sama Maryja była przełożoną, a ona jedynie narzędziem w jej rękach.

Jako opatka wykazała się zmysłem praktycznym. Jeszcze w pierwszym roku swej posługi dobudowała nowe skrzydło klasztoru, mieszczące dwanaście cel dla nowicjuszek, które licznie zgłaszały się do wspólnoty w Città di Castello. Zdecydowała się również na skonstruowanie pewnego rodzaju wodociągu, wykorzystując najbardziej zaawansowaną w tamtym czasie technikę, aby doprowadzić wodę do kurnika, kuchni czy pralni. Ponadto zleciła wykucie w klaustrum studni, z której woda była doprowadzana bezpośrednio na trzecie piętro, gdzie znajdowała się infirmeria. Dzięki tym rozwiązaniom siostry nie musiały więcej dźwigać wody w wiadrach.

Udręki mistyczne

Podczas aktywności związanej z zarządzaniem klasztorem i kierowaniem wspólnotą, a także ze spotkaniami z różnymi osobami przybywającymi do klasztoru, nie ustawały jej liczne cierpienia. Do udręk mistycznych dołączyły w tym czasie dolegliwości związane z coraz starszym wiekiem. Wciąż w rosnącym stopniu oddawała się Maryi, polegając na jej opiece i prowadzeniu. To Matka Najświętsza dyktowała Weronice kolejne stronice dziennika, a także przygotowywała ją na ostateczne spotkanie z Oblubieńcem.

W ostatnich latach życia Weronika powtarzała często, że została zwyciężona przez Miłość. To zwycięstwo miało jednak swoją cenę: była nią śmierć Weroniki dla siebie samej. Na ziemi trzymało ją już tylko posłuszeństwo.

Ostatnie słowa dziennika zapisała kilka miesięcy przed śmiercią, 25 marca 1727 roku. Zostały jej podyktowane przez Maryję aż do ostatniej kropki, która kończy wieloletnie zapiski: „Nie rozumiałaś tych wszystkich spraw, a jednak dałaś zgodę na wszystko zgodnie z wolą Bożą i pozostałaś w swym unicestwieniu. Postaw kropkę”.

Świętość

W ostatnich dniach życia ogołocenie Weroniki z wszystkiego osiągało swe szczyty. Dopełniało się jej męczeństwo miłości. 6 czerwca 1727 roku, w momencie, gdy przyjęła Komunię Świętą, została dotknięta apopleksją: rozpoczęły się trzydzieści trzy dni potrójnego czyśćca – bólu fizycznego, cierpień moralnych oraz pokus diabelskich. Nic nie jadła ani nie piła.

9 lipca 1727 roku o świcie, po otrzymaniu pozwolenia od spowiednika, czuwającego przy jej łożu śmierci, odeszła do wieczności, na spotkanie z Miłością. Miała 67 lat, z czego 50 spędziła w klasztorze klarysek kapucynek w Città di Castello.

Świętość Weroniki znana była szeroko jeszcze za jej życia. Wiele osób, również pochodzących ze szlacheckich rodzin, prosiło ją o wstawiennictwo modlitewne czy poradę duchową. Wieść o jej śmierci rozeszła się więc błyskawicznie i u drzwi klasztoru zbierały się ogromne tłumy. Każdy chciał widzieć świętą i przynajmniej przez moment dotknąć jej ciała.

Już kilka miesięcy później, 6 grudnia 1727 roku, biskup Cadebò rozpoczął proces informacyjny, który trwał do 1735 roku. Przesłuchano dwudziestu pięciu świadków.

Proces beatyfikacyjny Weroniki Giuliani rozpoczął się 3 lipca 1745 roku, 25 kwietnia 1796 roku podpisano dekret o heroiczności jej cnót. 12 września 1804 roku, w dniu poświęconym Najświętszemu Imieniu Maryi, została beatyfikowana przez Piusa VII, a 26 maja 1839 roku, w uroczystość Najświętszej Trójcy, kanonizowana przez papieża Grzegorza XVI.

Doktor Kościoła

W 1980 roku Konferencja biskupów Umbrii i Marchii zwróciła się do Stolicy Apostolskiej z oficjalną prośbą, aby ogłosić świętą Weronikę Doktorem Kościoła. Benedykt XVI poświęcił jej jedną ze swoich katechez w serii dotyczącej kobiet oczekujących na to wyróżnienie. 15 grudnia 2010 roku powiedział między innymi: „Święta Weronika Giuliani zaprasza nas do rozwoju w naszym życiu chrześcijańskim, do zjednoczenia z Panem w byciu dla innych, do powierzenia się Jego woli z pełną i całkowitą ufnością, do jedności z Kościołem, Oblubienicą Chrystusa; zaprasza nas do uczestnictwa w miłości cierpiącej Jezusa Ukrzyżowanego dla zbawienia wszystkich grzeszników; zaprasza nas do utkwienia wzroku w niebie, które jest celem naszej ziemskiej drogi, gdzie będziemy przeżywali razem z wieloma braćmi i siostrami radość pełnej jedności z Bogiem; zaprasza nas do karmienia się codziennie Słowem Bożym, aby rozgrzewać nasze serce i ukierunkowywać nasze życie”.

Kult

W ostatnich latach można zauważyć rozpowszechnienie kultu świętej Stygmatyczki. Świadczą o tym liczne publikacje, głównie w języku włoskim, choć nie brakuje również prac jej poświęconych pojawiających się ostatnio w naszym kraju. Powstał o niej film dokumentalny, dzięki któremu można poznać historię życia oraz duchowość Weroniki. Wznosi się również sanktuaria poświęcone kapucynce z Città di Castello (jedno z nich znajduje się w Polsce, w Gorzowie Wielkopolskim). Coraz liczniejsze na całym świecie są grupy, wspólnoty i stowarzyszenia żyjące przesłaniem świętej.

Weronika Giuliani przypomina nam, ludziom współczesnym, zaproszenie Pana Jezusa do brania swojego krzyża i podążania za Nim. W sytuacji, jaką obserwujemy w dzisiejszym świecie, jest to dość radykalna propozycja nie tylko dla osób żyjących z daleka od Boga, ale również dla członków Kościoła, a nawet dla osób konsekrowanych. Pokuta, ekspiacja, dobrowolnie przyjęte cierpienie nie są zbyt popularne w naszej współczesnej mentalności. Budzą niezrozumienie, a nawet zgorszenie.

Z drugiej strony tak wielu z nas trwa na modlitwie, walcząc o nawrócenie i zbawienie swoich bliskich, zwłaszcza młodych. Czy można znaleźć lepszą patronkę niż „Pośredniczka” (bo tak nazywała siebie i była nazywana przez Pana Jezusa Weronika), Pośredniczka pomiędzy Bogiem i grzesznikami?

W pismach Weroniki, w jej duchowej, mistycznej drodze może odnaleźć się po trosze każdy, kto odczuwa w sobie głód Boga, Jego bliskości, miłości i miłosierdzia.

 

Judyta Katarzyna Woźniak OSCCap, tekst opublikowany w: Głos Ojca Pio nr 6 (120)

Polecamy: glosojcapio.pl oraz: e-serafin.pl

Może Cię również zainteresować