świadectwo

Nasza siła w słabości oddanej Bogu

28 kwietnia 2017

Wielki Tydzień, Oktawa, teraz  Tydzień Miłosierdzia – cały ten okres jest dla mnie odkrywaniem  ciągle na nowo miłości Pana względem mnie.  Z jednej strony doświadczam przepaści jaka jest między mną a Jezusem, a z drugiej – miłości, która niweluje wszelki dystans – Bóg zniża się do mnie, staje się tak bardzo bliski…

W Wielki Piątek weszłam ze słowami Jezusa z modlitwy arcykapłańskiej:  Ojcze sprawiedliwy! (…) Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich1. Słowa te noszę w sercu jako pragnienie Jezusa, które chce realizować w mojej codzienności, w moich nieudolnych próbach odpowiadania na Jego wezwania. Odczytuję to Słowo jako obietnicę, która nieustannie się wypełnia i będzie się nadal wypełniać w moim życiu, jako wyraz marzenia Ojca Miłosiernego względem mnie – aby Jego miłość wypełniała mnie całą…

Gdy patrzyłam na Jezusa podczas procesu i męki, odsłaniał się przede mną obraz człowieka całkowicie wypełnionego miłością. Całości dopełniły słowa Piłata, z prawdziwości których prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy: Oto Człowiek2…  Jezus – właśnie On jest prawdziwym Człowiekiem, który nie oskarża, nie złorzeczy, nie osądza, lecz ciągle usprawiedliwia: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią3. Miłość, która zakrywa każdy mój grzech…  Człowiek, którego wymarzył sobie Bóg, a którego obraz został we mnie tak bardzo zniekształcony i zatarty, którego ja sama nie jestem w stanie odzyskać. Staję więc pod krzyżem jako naczynie pełne octu4, doświadczając wielokrotnie, że o własnych siłach nie stać mnie na najmniejsze odruchy miłości…  Naczynie wypełnione octem po brzegi tak, że najlżejsze jego potrącenie powoduje, że ocet się wylewa, nie tylko w sercu, ale także na innych… A On się mną nie gorszy, nie osądza, lecz ostatkiem sił  szepcze: Pragnę5… Przyjmuje mój ocet, tą zepsutą miłość, która z dobrym winem nie ma nic wspólnego…  Czyni to każdego dnia, wypowiadając kolejne „Pragnę”, przyjmując mnie bezwarunkowo z całą moją biedą i kruchością, znając doskonale prawdę o mnie…  Wielokrotnie w mojej codzienności doświadczam, że jestem tym, kim jestem jedynie dzięki Jego miłosierdziu. Wiem, że zło nie jest rzeczywistością zewnętrzną, za którą odpowiedzialni są ci inni, ci obok… Nie… Zło kiełkuje w moim sercu i ja jestem za nie odpowiedzialna…  A On wiedząc o tym, patrzy na mnie z taką samą miłością,  nigdy nie odwracając z odrazą ode mnie swojego wzroku…  Zna mnie doskonale… Wziął to całe moje zło na siebie i ciągle chce mnie mieć blisko, zapraszając  do przyjaźni z sobą…

Przepiękna jest dla mnie wiadomość o tym, że po swoim zmartwychwstaniu Pan ukazał się Szymonowi6. Przyszedł do przyjaciela, który nie chciał Go znać, który Go zostawił w momencie krytycznym, wyparł się relacji, która przecież odmieniła całkowicie jego życie… Zawiódł…  A Jezus przyszedł do niego tak po prostu, bez żalu, pretensji, wyrzutów, ale  z przebaczeniem, ze swoją miłością…  W ten sam sposób przychodzi do mnie,  wciąż z nową wiarą, wciąż proponując mi podjęcie drogi z Nim od nowa, z obietnicą, że to nie ja… ale że to On pragnie wypełnić moje serce miłością Ojca… Pragnie tylko, bym oddała mu swój ocet, pozwoliła, by go skosztował, bym oddała Mu moje życie i moje serce, nie idealne, kochające, ale takie jakim ono jest dziś, teraz…

Laura OSCCap

Przypisy:

  1. J 17, 25-26
  2. J 19,5
  3. Łk 23, 34
  4. J 19, 29 (ocet – zepsute wino, a wino jest w Biblii symbolem miłości)
  5. J 19, 28
  6. J 21; Łk 24, 34

Może Cię również zainteresować

Brak komentarzy

Dodaj komentarz