Modlitwa Multimedia

O Adonai!

17 grudnia 2020

O Adonai, Wodzu Izraela,

Tyś w krzaku gorejącym objawił się Mojżeszowi

i na Synaju dałeś mu Prawo;

przyjdź nas wyzwolić swym potężnym ramieniem.

 

W modlitwie używamy tak wielu słów. Usiłujemy nazwać to, co porusza nasze wnętrze. Próbujemy także często wyrazić to, co niewyrażalne. Najbardziej wyrazistym tego dowodem jest wzywanie imienia Boga – Tego, który jest nieskończony i nie daje się zamknąć w żadnych określeniach. Taka sytuacja prowadzi do dwóch rozwiązań: z jednej strony niezwykłego bogactwa w opisywaniu Boga, niezliczonych prób przybliżania się do Jego misterium, a z drugiej do pełnego szacunku milczenia, dającego wyraz naszej cichej adoracji. Izraelici w niepowtarzalny sposób połączyli te dwie skrajności – z jednej strony nie wzywali świętego Imienia Jahwe, a z drugiej nadawali Bogu wielką ilość imion je zastępujących. Jednym z nich jest właśnie Adonai, które można przetłumaczyć jako „mój Pan”.

To zaskakujące połączenie w kontekście przeżywanego przez nas czasu oczekiwania – tęsknota, która nie wybiega do przodu, nie jest nachalna, lecz potrafi trwać w cierpliwości, wycofując swoje roszczenia do ogarnięcia Tego, ku któremu wygląda. Zastępowanie świętego tetragramu IHWH innymi imionami, może być dla nas źródłem takiej właśnie refleksji. Prawdziwa miłość nie narzuca się, potrafi ugiąć głowę i kolana przed tajemnicą, jest zdolna do uważnego zagłębiania się w Boże przesłanie, gdyż podchodzi do niego z wielkim szacunkiem, pietyzmem i świętą bojaźnią. „Już, teraz, natychmiast” – to określenia obce wszystkiemu, co najbardziej wartościowe. Wychowani w kulturze tymczasowości i wciąż wzrastającego tempa, niekiedy zaczynamy taką postawę przejawiać w stosunku do Boga, modlitwy i rozwoju naszego życia duchowego. Wtedy to my wyznaczony granice i prawa, a stąd już tylko krok do uczynienia Boga na nasz „obraz i podobieństwo”. Wtedy staje się On tylko jednym z wielu bożków na naszych usługach… To w konsekwencji prowadzi do wielkiego osamotnienia, gdyż umiera w nas dążność do tego, co nas przekracza.

Bóg objawił się Mojżeszowi w płonącym krzewie – roślinie, która chodź cały czas była w ogniu, nie spadała się. Po tym spotkaniu nastąpiła cała sekwencja wydarzeń, które doprowadziły do wyjścia Izraelitów z niewoli egipskiej. Bóg dając im Prawo na Synaju, tworzy z nich naród, który po wielu wiekach wyda Zbawiciela wszystkich ludzi. Wielka historia składa się z tych tak bardzo licznych – mniejszych, z których Bóg sam wyprowadza sens. W dzieje grzesznych ludzi interweniuje On swym „potężnym ramieniem”, niekiedy bardzo niepozornie i niedostrzegalnie. Historia zbawienia to tak naprawdę historia naszego życia – czyż tajemnica stworzenia, przymierza, wędrówki, grzechu i cnoty oraz odnalezienia przez Boga, nie jest tak naprawdę misterium naszego życia?… Mogę zapytać siebie, gdzie w moim życiu dokonało się objawienie Boga, gdzie przemówił On do mnie znakiem, słowem, spotkaniem?

W adwentowym oczekiwaniu warto jest spojrzeć na Boga, który objawił w Jezusie Chrystusie nie tylko swoje Imię, ale i Oblicze. Bliskość Boga – która tak przeraża stworzenie jak zjawisko płonącego krzewu, czy objawienie Bóstwa we wstrząsających zjawiskach przyrody na Synaju – we Wcieleniu staje się tak łagodna, osiągalna i bezpieczna jak Nowonarodzony złożony w żłobie. A jednak to ten sam Bóg… On się nie zmienia, lecz to my każdego dnia oczyszczamy w sobie Jego obraz. Nosimy wiele ran, przez pryzmat których postrzegamy także i Jego samego. Taka wizja wyprowadza nas na bezdroża, gdyż ulegamy złudzeniu, że nasze postrzeganie jest na pewno poprawne. Możemy wzrastać w takiej pewności aż do arogancji odrzucenia Boga takim, jakim On sam się objawia…

Syntetyczne streszczenie historii wyjścia z Egiptu, które niesie w swojej treści dzisiejsza Antyfona, mówi o panowaniu Boga, o Jego misji jako Wodza Izraela i Wyzwoliciela. Adonai jest Tym, który przewodzi ludowi dopiero się kształtującemu, uczącemu się słuchać Jego głosu i podejmować mądre decyzje. Jako ludzie współcześni szczycimy się tym, że jesteśmy tak bardzo zaradni i ucywilizowani. Jednocześnie przychodzą jednak takie chwile, które obnażają nasze zagubienie. W głębi duszy pragniemy pouczenia i mądrego przewodnictwa; jesteśmy zdezorientowani gdy przychodzi nieznane i czujemy się zniewoleni przez tak wiele elementów tego świata. Wezwanie „przyjdź!”, brzmi nieustannie gdzieś w najtajniejszych zakamarkach ludzkiej duszy i Bóg wysłuchuje go, dając nam swego Syna. Bóg jest wierny, dlatego konsekwentnie prowadzi przez wieki dzieło Odkupienia człowieka. Tak więc powoływanie się na historię zbawienia, jest tym samym naszym wyznaniem wiary w Jego wierność i miłość. Takie wspominanie staje się uobecnianiem – wtedy zbawienie dokonuje się tu i teraz, w moim konkretnym momencie życiowym.

Pozostaje jedynie pytanie: czy my tego rzeczywiście chcemy? Czy może lepiej, by sprawy wiary nie za bardzo krzyżowały się z naszymi codziennymi troskami? Może wygodniej jest być biernym i płynąć z prądem mijającego czasu?… Warto uzmysłowić sobie, że czas i tak będzie płynął, od nas jednak zależy, czy jego przemijanie będzie nas posuwać ku spełnieniu naszego człowieczeństwa, czy tylko utwierdzać wewnętrzną stagnację. Ten sam Bóg który działał z taką potęgą w czasach Starego Przymierza, przychodzi teraz, by stać się jednym z nas. I to wydarzenie ma swój konkretny cel – nasze przebóstwienie. Jednym słowem – w takiej mierze, w jakiej Bóg przyjął naszą naturę i my mamy stać się uczestnikami natury Boga. Tu okazuje się owa potęga Bożego ramienia – Jego moc i władza. To sam Jezus jest zbawieniem czyli wyzwoleniem nas przez to, że sam będąc bez grzechu, w pełni przyjął nasze człowieczeństwo i wszystko, co z natury do niego przynależy. On jest jedynym Panem, który się z nami utożsamia i nas rozumie. Tylko Jego panowanie jest prawdziwym wyzwoleniem od tego, co nas całkowicie niszczy – od grzechu i jego konsekwencji czyli śmierci. Obyśmy przyjęli życie, które przynosi nam w darze!

s. Agnes Benewiat OSCCap

 

Może Cię również zainteresować