Modlitwa Multimedia

O Emmanuelu!

22 grudnia 2020

O Emmanuelu,

nasz Królu i Prawodawco,

oczekiwany Zbawicielu narodów,

przyjdź aby nas zbawić, nasz Panie i Boże.

Oczekiwanie jest zawsze wyzwaniem dla naszej wierności i wytrwałości. Niekiedy bardzo szybko się zniechęcamy, co jest sprawdzianem tego, jak cenna jest dla nas wyczekiwana sprawa. Czas poprzedzający ziszczenie obietnicy nie jest jednak przestrzenią pustą, czy bezsensowną, lecz wypełnioną tym zmaganiem, które prowadzi nas do zweryfikowania naszych próśb, pragnień i intencji. To, co autentyczne i wartościowe, przechodzi zwycięsko każdą próbę czasu.

Ostatnia Antyfona adwentowa jest niejako wyrazem kulminacji tych wszystkich pragnień, wyrażonych w sześciu poprzednich wezwaniach i imię, którym nazywa nadchodzącego Zbawiciela, zamyka w sobie cel tęsknoty – spotkanie z Panem. Emmanuel oznacza bowiem właśnie: „Bóg z nami”…

Chodź jeszcze krok dzieli nas od spotkania, to medytacja nad obietnicami zawartymi na kartach Starego Przymierza, rozjaśnia zamęt naszych serc i targających nimi sprzecznych pragnień. Tak, chcemy aby Bóg był naprawdę z nami – nie symbolicznie, nie w zapowiedzi, lecz dostrzegalnie i całkowicie realnie. I jest to dążenie każdego człowieka – czy sobie z tego zdaje sprawę, czy też nie. Wszyscy mamy przecież we wnętrzu pragnienie dobra, prawdy, piękna, chcemy być szczęśliwi i budować społeczność, która będzie coraz doskonalsza. Niestety ze względu na to, że zranienie grzechu pierwotnego nie pozwala nam widzieć rzeczywistości do końca poprawnie, te pragnienia wielokrotnie realizowane są nieadekwatnymi środkami. Szczęścia szukamy w przelotnych przyjemnościach, prawdy – u omylnych ludzkich autorytetów, dobra – w jednostronnych ocenach, a piękna w tym, co uwodzi tylko nasze zmysły, podatne na błądzenie. Okazuje się, że wcale nie jest nam tak łatwo poruszać się w gąszczu tęsknot, bo oto nagle wychodzi na jaw, że to, co dla jednych jest dobrem, innym objawia się jako zło, czy też to, co dla niektórych jest szczytem piękna, innym jawi się jako esencja brzydoty…

Jak więc podążać we właściwym kierunku? Przecież jest tyle dróg, które prowadzą donikąd… Jak widać sami nie potrafimy wybierać bezbłędnie, więc naprawdę potrzebujemy tego Prawodawcy, który przychodzi. Ciągle zbyt wcześnie zrywamy owoc z drzewa poznania dobra i zła, gdyż jest on jeszcze niedojrzały i po prostu nam szkodzi. Boże prawo nie jest więc ograniczaniem człowieka, ale zapewnieniem mu bezpieczeństwa i zaspokojeniem tęsknoty za ładem i sprawiedliwością. Przecież nikt z nas nie chce doświadczać żadnego zła: nie chcemy być okradani, oszukiwani, zdradzani, nieszanowani, niszczeni… I właśnie to wszystko jest nazwane po imieniu w Bożych przykazaniach, by wskazać nam to, co kryje się w naszym sercu. A więc właśnie pouczenia naszego Stwórcy są pokarmem, za którym tęskni każdy człowiek, choć być może nie chce tego przyjąć do wiadomości.

Wielu z nas ma bowiem niesamowicie zafałszowany obraz Boga i nie dostrzega Jego prawdziwego Oblicza, a więc tego, jakim jest naprawdę, co daje i czego wymaga. To taki „Bóg-nie-z-nami” – odległy i nieosiągalny, albo groźny i osaczający. Jest gdzieś poza naszym życiem, w jakimś sensie do niego nie pasuje, pozostawiając nas na rozstajach dróg. Nie takim się jednak On objawia! Przychodząc w Jezusie Chrystusie, zapowiadanym i przeczuwam już od wieków, pokazuje, jaki jest naprawdę. On jest Emmanuelem – „Bogiem z nami” – bliskim i obecnym w naszym życiu jako Ten, który je powołał do istnienia z nieskończonej miłości, chroni je i rozwija oraz kiedyś przyjmie do siebie na całą wieczność. Tylko On wyrywa nas z destrukcyjnej samotności człowieka, który podąża przez życie, opierając się jedynie na stworzeniach i swoich własnych założeniach. W naszej naturze jest zakorzenione owo „bytowanie ku” i dlatego nie znajdziemy pokoju tłumiąc ten wewnętrzny głos, który zaprasza do otwarcia się na Świętą Obecność.

„Bóg z nami” to określenie stanowiące esencję bezpieczeństwa, pokoju, poczucia przynależności i spełnienia. Stwórca nie jest jakimś obserwatorem naszego życia, czyhającym tylko, by przyłapać nas na potknięciu się. On jest „z nami” bardziej niż my sami ze sobą… Rozumie i towarzyszy, wiernie trwając przy nas nawet wtedy, gdy błądzimy. Nie łamie nadłamanej trzciny (por. Iz 42,3), czyli nie cieszy się z naszych porażek, ale chroni kruchość, pozwalając zagoić się temu, co w nas potrzebuje uleczenia. Taki jest nasz Bóg. On daje wolność, a jako swoistego rodzaju instrukcję obsługi do niej – swoje prawo, które Jezus Chrystus wypełnił treścią miłosiernej miłości. To w Nim stało się jawne, iż Emmanuel pragnie być pośród spraw ludzkich i przemieniać je niejako od środka swoją łaską. Jeśli ją przyjmiemy – to znaczy pozwolimy Bogu działać w naszym życiu – odkryjemy, że tylko On daje nam całą prawdę i wyzwala oczy z mroku, spowodowanego przez grzech. Tak, to grzech sprawia, że widzimy tylko część prawdy, przyjmując ją za całość. Sami rozsądzamy, co jest dobre, a co złe, nie mając do tego wystarczających kompetencji. Trzeba dużej pokory, by się przyznać do takiego postępowania, lecz uznanie tego zawsze prowadzić będzie do wielkiej wolności wewnętrznej.

Oczekiwanie nie oznacza siedzenia z założonymi rękami. Bóg nie po to obdarzył nas wolnością i rozumem, byśmy nic z tymi bogactwami nie robili! Mamy je pomnażać aktywną pracą nad sobą, przez co będą one się stawać przymiotami coraz bardziej przypominającymi te oryginalne, które są w Bogu. Nadchodzący Emmanuel – prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek – objawił właśnie to jedyne, doskonałe człowieczeństwo, które jest naszym celem. Dlatego jest On „upragnieniem narodów”, ciągle dążących do tego wypełnienia.

Widzimy jednak, że ludzie często niestety biorą sprawy w swoje ręce, odrzucając Boże pouczenia, pogwałcając niezmienne prawa natury i godność człowieka, szczególnie słabego i bezbronnego. Ta historia powtarza się przez wieki i wciąż woła o Zbawiciela, uwalniającego z kłamstw, w które już tak daleko zabrnęliśmy… Ważne jest tylko, by nigdy nie ustało to ludzkie wołanie z prośbą o Jego przyjście, które tak potężnie wybrzmiewa w adwentowym czasie oczekiwania. Bóg wysłuchuje naszych próśb i daje nam swego Syna, by był „Bogiem z nami” i prowadził nas do zjednoczenia z Trójcą Najświętszą.

„Jutro przybędę” – mówi Pan na zakończenie naszych modlitw. Bóg jest wierny i w tej swojej wierności jest niezmienny – On nas nigdy nie opuści i pójdzie za nami nawet wtedy, gdy oddalimy się od Niego. Dobry Pasterz będzie zawsze szukał swej zabłąkanej owcy…

Misterium Narodzenia jest już tak blisko i adwentowe czuwanie doprowadziło nas do jego progu. Bóg chce nam się objawić takim, jaki jest; pragnie przedostać się do naszej świadomości przez te wszystkie błędne wyobrażenia o Nim, które nosimy w sercach. One tak szybko weryfikują się, gdy naprawdę spotykamy się z prawdą o Nim, z Jego miłością, przebaczeniem i łaską. To spotkanie musi być jednak żywym doświadczeniem, a nie tylko zwykłym wspomnieniem, które nawet nie zatrzymuje na dłużej naszych myśli. Liturgia dokonuje prawdziwego uobecnienia Betlejemskiej Nocy sprawiając, że tajemnice naszej wiary dokonują się „tu i teraz”.

Jezus jako Emmanuel, daje nam swoją obecność; jako Król wprowadza nas do swojego królestwa pokoju i miłości; będąc Wschodem umacnia nasze serca nadzieją nowego początku, która nigdy nie zostanie zawiedziona; jako Klucz pokazuje nam wyjście z najtrudniejszych sytuacji i gwarantuje bezpieczeństwo; będąc Korzeniem uświęca naszą przeszłość, staje się mocnym oparciem i ugruntowuje w wierze; przyjmując imię Adonai nie wstydzi się być naszym Panem, przywracającym ład i pojednanie, a przychodząc do naszej rzeczywistości jako Mądrość Wcielona, przekazuje nam skarb Prawdy, którą sam jest… Taki jest nasz Bóg, na takiego chcemy oczekiwać wołając: Marana tha!

s. Agnes Benewiat OSCCap

 

Może Cię również zainteresować