Modlitwa Multimedia

O Kluczu!

19 grudnia 2020

O Kluczu Dawida, Berło domu Izraela,

Ty który otwierasz, a nikt zamknąć nie zdoła,

zamykasz, a nikt nie otworzy;

przyjdź i wyprowadź z więzienia człowieka, pogrążonego w mroku i cieniu śmierci.

Czwarta Antyfona adwentowa przywołuje historię opisaną w księdze Izajasza (Iz 22,22 nn), kiedy to prorok przepowiada utratę urzędu królewskiego zarządcy przez Szebnę, a powierzenie go Eliakimowi. Nie jest to więc opowieść o bezpośredniej władzy królewskiej, ale o tej, sprawowanej w Jego imieniu. Tekst ten jest odnoszony do świętego Piotra i dobitnie podkreśla Prymat Piotrowy. Jezus przekazał Piotrowi i jego następcom „klucze królestwa niebieskiego”, by władza w Jego imieniu była sprawowana na ziemi do końca czasów.

W dzisiejszej Antyfonie to jednak Jezus nazywany jest Kluczem Dawida i Berłem domu Izraela. Prowadzi to do refleksji, że żadna misja zlecona przez Boga, żaden urząd, nie są jakimś dobrem samym w sobie, przedmiotem pożądania i walki o zdobycie go. Sednem wszelkiej władzy udzielonej człowiekowi, jest objawienie przez nią Stwórcy. Pełnimy różne funkcje, którym wartość i znaczenie nadaje tylko Bóg. Klucz domu Dawida był pewnym narzędziem sprawowania zarządu, jednak całą moc jaką posiadał, zaszczyt i chwałę czerpał z tego, iż to dynastia Dawidowa stała się częścią genealogii Zbawiciela.

Prawdziwa królewska władza należy do Boga i wszyscy prawdziwi ziemscy królowie są namaszczani w Jego imię, partycypując w tej godności i starając się odzwierciedlać na ziemi Boży ład, porządek i sprawiedliwość. Każdy z nas otrzymał tę cząstkę władzy, a w dziedzictwie królestwo – swoje własne istnienie, którym mamy zarządzać w taki sposób, by było jasnym i czytelnym obrazem Boga. Przecież to właśnie na Jego obraz i podobieństwo zostaliśmy stworzeni!

Berło to znak królewskiej władzy, jaką Bóg posiada nad całym światem. Jakże inne jest to jednak panowanie od tego, które przyzwyczailiśmy się oglądać wśród ziemskich królów! Boża władza jest zawsze służbą. Wszystko, co Bóg czyni, jest przecież dla nas. On niczego nie potrzebuje, gdyż jest doskonały i nieskończony. Stworzenie świata i człowieka jest wolnym aktem Jego woli – a więc i panowania, którym to dzieli się z nami, gdy już w Raju określa naszą człowieczą misję na ziemi: „by panował” (por. Rdz).

Ponieważ jednak nie my ten świat utworzyliśmy, dlatego też nie potrafimy dać odpowiedzi na wszystkie pytania, nie umiemy rozwiązać zawiłości przyrody, czy nawet naszych skomplikowanych relacji. Często stajemy przed wyzwaniami, które nas przerastają i są jak zamknięte drzwi. Tylko Jezus przynosi nam rozwiązanie tych wszystkich sytuacji – jest jak klucz, który otwiera każde drzwi, pozwalając przejść do przestrzeni odpowiedzi i sensu.

Wezwanie określające Jezusa mianem: „Klucz Dawida”, staje przed nami w adwentowym oczekiwaniu jako konkretne wskazanie na to, że z Nim możemy śmiało stawiać czoła codzienności. On bowiem zapewnia nam dostęp do rzeczywistości zbawienia. Nie jest to już więcej żadna abstrakcja, czy skomplikowane teologiczne sformułowanie. Zbawienie wkracza w nasze życie właśnie dzięki Chrystusowi, który stał się jednym z nas.

On otwiera więzienia naszych lęków, w których jesteśmy zamykani często przez samych siebie i przez grzech. Z kolei inne przestrzenie, które powinny być „zamknięte”, chronione i przeznaczone tylko dla tych, którzy je uszanują, najczęściej bywają otwarte na oścież i deptane przez niepożądanych gości. Także i tu Jezus przenika, by osłonić w nas to, co słabe i wątłe, aby pozwolić nam na uzdrawiający czas spotkania z Nim i ze samym sobą.

Dzisiejszy świat oferuje zniesienie wszelkich granic, bez względu na to, jaka jest ich funkcja. Nie przejmuje się tym, że jasno postawione granice to nie to samo co mury podziałów czy nierówności. Każdy bardzo potrzebuje wytyczonego szlaku, który będzie nas wiódł bezpiecznie. Gdy zniesiemy wszelkie normy, zakazy i nakazy, okaże się, że żyjemy w tak zrelatywizowanym środowisku, że nie ma już absolutnie niczego stałego i mocnego, czego moglibyśmy się uchwycić. Nie istnieją żadne fundamenty, a więc tym samym wszystko, co w jakiejkolwiek dziedzinie budujemy, jest nietrwałe i ułudne. Zostanie to zmiecione przez pierwszą trudność, której nie będziemy potrafili stawić czoła. Świat bez praw naturalnych jest skazany na katastrofę, ponieważ jego niestałość wprowadza wielki zamęt. Wartości dewaluują się i to, czego najbardziej pragniemy, czyli poczucie bezpieczeństwa, przynależności, celu i sensu – okazuje się po prostu nieosiągalne…

W naszych sercach jest wielkie dążenie do tego, co niezmienne i trwałe. Obraz Jezusa Chrystusa jako Tego, który „zamyka, a nikt nie otworzy i otwiera, a nikt nie zamknie”, ukazuje nam właśnie takie Jego przymioty. Tylko On może nam zagwarantować, że jest Prawdą i uwolnić od relatywizmu, który nas niszczy i dezorientuje. Jego słowa są jak mocne kamienie, na których wspierają się fundamenty tego, co budujemy w naszym świecie. Jeśli chcemy Go słuchać, wyrwiemy się z miałkości życia, w którą wprowadza zanegowanie przeszłości i zrodzonych przez wieki tradycji oraz mądrości minionych pokoleń, które zostawiły nam ją w dziedzictwie.

Jezus to w moim życiu Ten, który jest mocną skałą, na której można się oprzeć… Czy naprawdę Go takim postrzegam? Czy Jego nauka jest rozstrzygająca i ostateczna w codziennych wyborach? Zdaje się, że często wierzymy bardziej naszemu przekonaniu, niż Jego niezmiennemu słowu… Brak nam stabilności, siły i odwagi, by całkowicie przyjąć do serca prawdę, którą przynosi. Tak to z jednej strony boimy się ostatecznych i niezmiennych praw, a z drugiej tęsknimy za nimi, łapiąc się ludzkich mrzonek, kruszących się w naszych rękach jak zeschłe gałązki… Mylimy komfort życia z jego jakością. Zapewnienie tego pierwszego wcale nie oznacza bowiem, iż będziemy spełnieni i szczęśliwi. Jezus natomiast gwarantuje, że Jego łaska dokona w nas całkowitego rozwoju człowieczeństwa – nie będzie zapewniać tylko poczucia radości i pokoju, lecz da je nam realnie.

Jezus pragnie wyprowadzić nas z więzienia, bo tylko On jest w stanie otworzyć jego bramy. Tym największym potrzaskiem jest śmierć, której nikt z ludzi nie może uniknąć. Apokalipsa przedstawia naszego Pana jako Tego, który ma „klucze śmierci i otchłani” (Ap 3,7). Prawda o umieraniu jest tak bardzo przez nas odsuwana w nieokreśloną przyszłość – nie myślimy o odejściu; staramy się wszelkimi siłami zachować doczesne życie i nie zamartwiać się perspektywą śmierci. Gdy jednak stajemy przed nią twarzą w twarz, dotyka nas jej nieuchronność i nieodwracalność. Rzeczywiście, w takiej perspektywie pozostaje jedynie mrok i cień… Jednak w te przestrzenie wkracza Chrystus, który przez Zmartwychwstanie pokonuje tego naszego odwiecznego wroga. Zamyka na zawsze drogę do panowania śmierci, a otwiera na wieki tę, prowadzącą do niekończącego się szczęścia. On – Klucz Dawida – jest w stanie tego dokonać dla nas, których ukochał odwieczną miłością.

s. Agnes Benewiat OSCCap

 

Może Cię również zainteresować