Modlitwa Multimedia

O Korzeniu!

18 grudnia 2020

O Korzeniu Jessego, który wznosisz się jako znak dla narodów,

przed Tobą zamilkną królowie,

a ludy modlić się będą do Ciebie;

przyjdź nas wyzwolić, już dłużej nie zwlekaj.

Kolejnym określeniem, którym adwentowe Antyfony opisują nadchodzącego Zbawiciela, jest: „Korzeń Jessego”. Sięgamy więc tu bardzo daleko, bo aż do ojca Dawida – Jessego właśnie. Wkraczamy w kolejny etap rozważania tajemnicy historii zbawienia – po zatrzymaniu się na misterium stworzenia w pierwszej Antyfonie, na wyjściu z niewoli egipskiej w drugiej, przychodzi czas na skupienie się na dziejach kształtowania się monarchii pośród Ludu Wybranego. Dawid, potężny król żydowski, postrzegany był jako założyciel rodu, z którego wyjdzie Mesjasz. Proroctwo Izajasza głosi iż „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni” (por. Iz 11,1). Tym potomkiem króla Dawida jest Jezus Chrystus. Bóg od wieków przygotowywał świat na Jego przyjście, wpisując Jego ludzką naturę w ciąg historii pokoleń Izraela. Jezus jako człowiek nie zjawił się więcej znikąd – ten Pierworodny rodzaju ludzkiego miał swoich przodków w długiej genealogii, która zawiera losy świętych i grzeszników, dzieje bohaterstwa i tchórzostwa, cnoty i występku, a więc tego wszystkiego, do czego zdolny jest człowiek zarówno w tym dobrym jak i złym sensie.

Jezus przyszedł do każdego człowieka, gdyż każdy potrzebuje zbawienia. On nie boi się pobrudzić sobie stóp prochem tej ziemi. Jest przez to znakiem dla Narodów – znakiem, za którym mogą bezpiecznie podążać i z którym mogą się zawsze identyfikować. On jest jak latarnia morska, która zawsze bezpiecznie doprowadzi do portu, a której światło budzi nadzieję i ożywia ducha.

W naszym życiu jest tak wiele sygnałów pociągających nas w różne strony. Muszę się zatrzymać, by przeanalizować, jakim znakiem jest dla mnie Jezus i co oznacza dla mnie osobiście Jego ludzka historia. Czyż nie budzi to przekonania o tak wielkiej Jego bliskości? Przecież każdy z nas ma też przodków, swoje korzenie i dzieje rodzinne sięgające daleko w przeszłość. Wielką fascynację budzi w nas poszukiwanie naszych protoplastów, inspiruje nas zdobywanie wiedzy o nich – kim byli, gdzie i kiedy żyli, czym się zajmowali? Jest w nas ta dążność do „dokopywania się” do korzeni, szukania źródła, w którym będziemy mogli się niejako przejrzeć. Nasi przodkowie to przecież część nas samych! Zdaje się, że w tych poszukiwaniach objawia się jakaś pierwotna prawda o wspólnym początku, dziedzictwie, które niesiemy w sobie przez pokolenia. Partycypując w tym samym świecie, dzieląc tę samą ludzką naturę, odkrywamy głęboką jedność z każdym człowiekiem. Nasze serce szuka tej jedności, która zdaje się rozproszona w niezliczonej ilości elementów. Tym, który je wszystkie spaja, jest ów Korzeń Jessego, ta Odrośl szczepu Dawida – Jezus. Wszelkie nasze pragnienia i tęsknoty w swej istocie sprowadzają się właśnie do Niego – czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy też nie.

Każda roślina pozbawiona korzeni usycha i ginie. Również człowiek, który jest od niego odcięty, nie może znaleźć spokoju. Jak korzeń jest gwarancją utwierdzenia w podłożu, tak Jezus – Bóg-Człowiek – jest dla nas poręką tego, iż będziemy mieli zapewniony pokarm duchowy, poczucie przynależności, sensu i celu.

Dzisiejsza kultura promuje kosmopolityzm który sztucznie produkuje ludzi „szczęśliwych”, a tak naprawdę całkowicie zabłąkanych – stwarza duchowe włóczęgi, nieposiadające trwałych fundamentów. Ktoś, kto ma odniesienie tylko do samego siebie, ostatecznie zostaje przygnieciony ciężarem samotności. A ta nie jest przecież przeznaczeniem żadnego człowieka! Zostaliśmy stworzeni przez Miłość – Boga, który jest wspólnotą Trzech Osób i który do tej wspólnoty chce ostatecznie każdego z nas doprowadzić.

Jezus jest początkiem dziejów i ich końcem, Alfą i Omegą. Przed Nim rzeczywiście „zamilkną królowie”, cały zgiełk historii, wszystkie wydarzenia zarówno te, obejmujące całe połacie świata, jak i te osobiste, ograniczone do wąskiego grona, odnajdą ostatecznie swój sens. Nie trzeba będzie już szukać wytłumaczeń, ucichną kontrowersje i spory, gdyż w Jezusie – w Słowie Przedwiecznym – wszystko zostanie wyjaśnione, dopowiedziane i domknięte. On bowiem przynosi pokój, który skłania do ciszy, będącej wyrazem pojednania i zrozumienia. Czyż nie za tym ostatecznie tęsknimy? Za spełnieniem, w którym wszystkie problemy znajdą swoje rozwiązanie, trudy zostaną docenione, a nas samych przepełni radość z tego, kim jesteśmy? Nie trzeba będzie niczego udawać, opadną maski i staniemy w prawdzie o naszym wnętrzu, znajdując głębokie pojednanie z samym sobą. To wszystko, co nad nami panowało – zamilknie i straci siłę oddziaływania. To jest właśnie przestrzeń prawdziwej modlitwy, autentycznej kontemplacji, która odnalazła wreszcie Tego, który jest źródłem wszelkiego istnienia i prowadzi nas do prawdziwego życia.

Relacja z Jezusem nie jest jakąś emocjonalną przygodą, czy przylgnięciem do taniego pocieszenia. On jest przecież tak bardzo realnym Człowiekiem, prawdziwym Człowiekiem, naszym pierwowzorem! On – Korzeń Jessego – mocno wrośnięty w tę rzeczywistość, w której żyjemy, nie daje nam żadnych iluzorycznych obietnic. Jezus nie chce, byśmy w ten sposób marnowali nasze życie. Bujanie w obłokach, czy zajmowanie się ulotnymi przyjemnościami, to wielkie oszustwo, które okrada nas z cennego czasu. Bóg chce, by nasze życie na tej ziemi było przeżywane w całej pełni, byśmy kosztowali realnego szczęścia, a nie jego namiastek. Dlatego posyła swego Syna, który nauczając Ewangelii, czyni nasze istnienie mocno zakorzenionym w zdrowej glebie Dobrej Nowiny, z której może wyrosnąć drzewo życia, sięgające samej wieczności.

s. Agnes Benewiat OSCCap

 

Może Cię również zainteresować