Modlitwa Multimedia

O Królu!

21 grudnia 2020

O Królu narodów, przez nie upragniony;

Kamieniu węgielny Kościoła,

przyjdź i zbaw człowieka,

którego utworzyłeś z prochu ziemi.

W czasach Starego Przymierza panowało takie niepisane prawo, że jakiś lud staje się prawdziwym narodem wtedy, gdy posiada swoją ziemię, własne prawodawstwo i swojego władcę. I właśnie w taki sposób koczownicze plemiona wywodzące się od Abrahama, powoli przekształcane były przez Boga w naród Izraela – otrzymali Prawo na Synaju, obietnicę ziemi, w którą po wielu latach w końcu wkroczyli, a władcą ich był sam Bóg, który ich prowadził. W dziejach Ludu Wybranego pojawili się także ziemscy królowie, poczynając od Saula, przez Dawida, Salomona i wielu innych. Ta instytucja została ustanowiona na prośbę samych Izraelitów, którzy chcieli być jak inne narody i móc wobec nich prezentować przepych i moc królewskiego dworu. Kapłan Samuel wzbraniał się przed namaszczeniem króla nad Izraelitami, przypominając, że ich władcą jest tylko Bóg. Sam Pan pozwala jednak Samuelowi to uczynić, choć wie, że tak naprawdę jest to odrzucenie Jego samego jako Króla. On jednak jest wierny w swojej obietnicy wybrania i nie porzuca swego ludu, choć pozwala mu kosztować gorzkich owoców ich decyzji. Chcieli mieć widzialnego wodza, który będzie prowadził ich wojny, utrzymywał dwór i zarządzał państwem. Mimo tego, że wiedzieli od swych przodków o niesamowitych ingerencjach Jahwe w ich życie, o Jego władzy i opiece, którą nad nimi zawsze rozciągał, to szybko zapomnieli, czego doznali i zaufali ludzkiemu orężu oraz doczesnej potędze. To wszystko odbija się też w słowach tłumu, który krzyczy: „Ukrzyżuj Go! (…) Poza Cezarem nie mamy króla” (J 19, 15).

A jednak jedynym Królem całego wszechświata jest Bóg. To On wszystko stworzył i dlatego Jego panowanie jest w pełni uzasadnione i uprawnione. Nie jest takie, jak ziemskie monarchie, czy inne struktury polityczne, w których każda władza jest tak naprawdę symbolicznym przedstawieniem rzeczywistości Bożego panowania. Ono jednak jest całkowitym bezpieczeństwem, ponieważ stanowi powierzenie się Temu, który wszystko wie i wszystko może; który potrafi wyprowadzić dobro z każdej sytuacji i poprowadzić ku celowi nawet najbardziej krętymi drogami.

Dlaczego więc człowiek odrzuca Boże panowanie? Dlaczego nauczanie, które przekazał nam Jezus, spotyka się z niedowierzaniem, podważaniem, czy wręcz negowaniem? Może budzi się w nas czasem pragnienie, by Bóg okazał swoją władzę na wzór ziemskich monarchów – by wkroczył z mocą, pokonał siłą wszystkich przeciwników i zaprowadził raz na zawsze ład i porządek. Nasz Pan nigdy jednak tego nie uczyni, ponieważ nie musi zdobywać władzy i panowania – one i tak do Niego należą! Nie jest aż tak bardzo istotne, czy ktoś to przyjmuje, czy też nie, ponieważ jest to rzeczywistość obiektywna i prawda ostateczna.

Z głębi serc, które w to wierzą całą mocą, kierujemy wezwanie do oczekiwanego Jezusa, nazywając go Królem narodów. Już nie tylko tego jednego, wybranego przed wiekami, ale wszystkich, które istnieją, istniały i jeszcze może kiedyś wyodrębnią się na mapie świata. Chcemy przez to wyrazić nasze pragnienie zjednoczenia całej ludzkości, która tylko pod Jego przewodnictwem stanie się prawdziwą wspólnotą braci. To złączenie nie ma nic wspólnego z promowaną współcześnie globalizacją, która dąży do ujednolicenia z pominięciem różnic, a więc także bezcennego bogactwa poszczególnych ludów. Zjednoczenie, które dokonuje się pod panowaniem Króla narodów, jest jednością w różnorodności, gdyż stanowi odnalezienie tej nici, która spaja wszystko, co istnieje, a jest nią Odwieczny Początek – Jezus Chrystus, Pierworodny wszelkiego stworzenia (por. Kol 1,15). Dlatego tylko On jest tak naprawdę i całkowicie Królem. On stanowi owo „upragnienie” wszystkich narodów, tęskniących za przewodnikiem i wodzem, którego mądrość będzie bezdyskusyjna, a rządy sprawiedliwe dla wszystkich.

Tylko w Jezusie może tak naprawdę zaistnieć prawdziwa wspólnota ludzka – On nam daje prawo Ewangelii, niebo jako ziemię dziedziczną i samego siebie jako Króla. Posiadamy więc wszystkie predyspozycje do tego, by móc nazywać się rodziną Narodów. Ma to ogromne znaczenie dla każdego indywidualnego człowieka – nikt bowiem z tej komunii nie jest wyłączony i wszyscy partycypują w jej dobrach. Wielu ludzi odczuwa „samotność w tłumie”, czując się wyalienowanymi ze społeczności, które zawiązujemy w naszych przestrzeniach życiowych. Jednak ta społeczność, którą powołuje i gromadzi Bóg, nikogo nie wyklucza, ponieważ jej podstawą jest przyjęcie przez Syna Bożego naszej ludzkiej natury. Przez to przypieczętował na zawsze łączność z każdym z nas. Z godności Bożego stworzenia podniósł nas przez Chrzest święty do godności dzieci Bożych. A wszystko to w tej nowej wspólnocie, którą sam założył – w Kościele świętym.

W Antyfonie nazywamy Jezusa Kamieniem węgielnym Kościoła, co oznacza, że to On jest jego podstawą, spoiwem i gwarancją jedności. Od Wniebowstąpienia Jezus istnieje na ziemi w swoim Kościele – można rzec, że to jest sposób jego trwania pośród nas. Bo czymże jest Kościół? To my wszyscy, zjednoczeni przez Króla narodów. Mówienie o Jezusie bez Kościoła jest swoistym okaleczenie Jego Ciała, negowaniem prawdy o Nim samym i pozbawieniem Go tego owocu Jego misji na ziemi. Różne struktury, które opierają się na owym Kamieniu Węgielnym, mogą być mniej lub bardziej trwałe, przybierać rozmaite kształty wraz z biegiem dziejów, mogą nawet ulegać zniszczeniu i odnawiać się, ale nie zmieni to nigdy faktu, że całość osadzona jest na niezniszczalnym i wiecznym w Fundamencie.

Co to dla mnie osobiście znaczy? Otóż to, że mam zagwarantowaną pewność, iż trwając w Jego Kościele, dokonuję właściwego wyboru i otrzymuję w nim pełnię środków zbawienia – wszystkie siedem sakramentów świętych oraz bezpieczeństwo bycia prowadzonym przez Bożą łaskę. W świecie, który tak agresywnie atakuje Kościół, wyraża się tak naprawdę wielka rozpacz, przybierająca formy negacji tego, co święte, trwałe, niezmienne. Wszystko to wymaga bowiem zaparcia się siebie, podjęcia trudu pracy nad sobą, przyznania, że nasze pragnienia są nieuporządkowane i poddane zmiennym uczuciom. A to jest prawda trudna do przyjęcia…

Jest w nas kruchość, stanowiąca jakby element prochu ziemi, z którego zostaliśmy ulepieni. Adwentowe oczekiwanie przywołuje także i ten obraz, by podkreślić jeszcze dobitniej, że sami dla siebie nie możemy stanowić źródła, ani punktu odniesienia. Samodzielnie nigdy nie będziemy w stanie dotrzeć do prawdy, co przyniesie w skutkach relatywizację wartości i stwierdzenie, że „każdy ma swoją prawdę”, a więc ostatecznie zrodzi nieustanny konflikt pomiędzy subiektywnymi zapatrywaniami poszczególnych ludzi czy grup.

Odpowiedzią na ten cały bałagan, z którego nie możemy się wydostać, jest zbawienie, przyniesione przez Jezusa. Nie jest ono jakąś abstrakcją, czy symbolicznym przedstawieniem uporządkowania naszego życia. Jest to bowiem rzeczywistość na wskroś realna, działająca z mocą w tych, którzy otworzą się na przychodzącego Pana, nawet jeśli Jego majestat będzie ukryty, jak wtedy – w betlejemskiej stajence, a królewski splendor zastąpi nasza prosta, szczera miłość, wyrażająca się w służbie drugiemu człowiekowi. On w tym wszystkim naprawdę jest i wtedy nasze życie staje się prawdziwym objawieniem Króla wszystkich narodów.

s. Agnes Benewiat OSCCap

 

Może Cię również zainteresować