Duchowość św. Klara z Asyżu

O miłe Bogu ubóstwo! Jego towarzystwo raczył sobie obrać Jezus Chrystus.

10 grudnia 2017

W kolejnej części naszej refleksji chcemy rozważyć ubóstwo Jezusa położonego w żłobie, pochylając się nad słowami Ewangelii oraz dając się prowadzić świętej Klarze. Niech te treści pomogą nam w osobistej medytacji.

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie1.

 

Pierwsze wersety kreślą przed nami kontekst historyczny tego wydarzenia. Umiejscawiają nas w konkretnym czasie, w konkretnym miejscu historycznym. Podobnie jak przy scenie zwiastowania święty Łukasz skupia nas na Betlejem przechodząc od szerokiego spojrzenia obejmującego krainę Syrii, Galilei aż po Judeę coraz bardziej zawężając perspektywę do miasta Betlejem. Co nam mówi ten fragment? Autor daje nam tutaj dwie wskazówki

Jezus przychodzi na świat w konkretnym czasie historii, w konkretnym momencie. Możemy tą prawdę przyłożyć także do naszego życia: On przychodzi do mojego życia  w konkretnym momencie, w konkretnym czasie – jest to pełnia czasów; każde Jego „przyjście” do mnie jest pełnią, nie jest namiastką Jego obecności, ale pełnią. W tym czasie Izrael był pod okupacją rzymską. Bóg nie czeka z interwencją na optymalny czas, czas harmonii, jedności, uporządkowania. On przychodzi do nas także wtedy, gdy doświadczamy swojej niewoli, kiedy sami czujemy się „pod okupacją”, brakuje nam wolności, powietrza, swobody. On przychodzi do nas w takich momentach, żeby dać nam wolność, nauczyć nas oddychać.

W oryginalnym tekście żłób określony jest słowem, które wskazuje na przenośny kosz lub torbę. Może tu chodzić o podwójna torbę, którą zakłada się zwierzęciu po obu jego bokach w czasie drogi. Dzięki temu zwierzę zachowuje równowagę; do jednej kieszeni torby wkładało się zazwyczaj narzędzia, do drugiej pożywienie, chleb.

W takim żłobie, w takiej torbie został złożony Jezus. Ten obraz może być drastyczny, szokujący. Jesteśmy przyzwyczajeni do świątecznej atmosfery Bożego Narodzenia, ciepła, rodzinności, radości i pewnej sielankowości. A ten obraz wstrząsa – małe dziecko, narodzone niemowlę położone w kieszeni torby! Ale w kontekście całości historii zbawienia, późniejszych wydarzeń męki i śmierci Jezusa, to nabiera innego znaczenia, sensu. Odnajdujemy wspólny mianownik – zarówno Wcielenie, jak i Odkupienie wstrząsa pokorą, ubóstwem, miłością Trójcy do człowieka.

Jeśli weźmiemy pod uwagę znaczenia nazwy Betlejem – „dom chleba”, scena ta staje się jeszcze bardziej czytelna. Jezus rodzi się w domu chleba, zostaje ułożony w żłobie, w którym przechowuje się chleb. Ojciec wskazuje nam czytelny znak: daje nam Syna, który ma stać się naszym chlebem, naszą siłą, naszym umocnieniem.

Maryja jawi się tu jako kobieta niezwykłej wiary i zaufania Bogu. Daje się Mu poprowadzić, choć może sama do końca nie rozumie na czym będzie polegało stawanie się chlebem Jezusa.

Jezus przychodzi jako chleb – jest gotowy dać się połamać, zjeść każdemu, kto wyciągnie do Niego rękę. Patrzmy na Jezusa w tej scenie, patrzmy na jego bezbronność w miłości, na Jego ubóstwo. Nie tylko w tym wymiarze, że nic nie miał, ale ubóstwo oddania się Ojcu, oddania się Jego woli, powierzenia się Mu, zaufania. Odrywajmy ubóstwo Jezusa, które jest dawaniem siebie, dzieleniem się sobą, stawanie się chlebem, po który może sięgnąć każdy.

Widzimy to w kolejnych wersetach Ewangelii – do Jezusa przychodzą pasterze i Mędrcy – dwa skrajne światy. Ale „drzwi” Betlejem są otwarte dla każdego, nie ma przed wejściem bramek, które selekcjonują gości. Jest ubóstwo, dawanie siebie, które wyraża się w  przyjmowania każdego, kto chce się spotkać z Nim.

 

Adwentowa peregrynacja wizerunku Matki Bożej Brzemiennej po celach naszego klasztoru:

 

Klara, jako matka i mistrzyni życia duchowego skierowała kilka listów do Agnieszki, która za jej przykładem rozpoczęła życie na drodze ewangelicznej pokuty w Pradze. Dzieli się w nich swoim doświadczeniem i odpowiada na pytania adresatki. Zachęca ją między innymi do „wpatrywania się w zwierciadło”. Tak jak żona króla powinna zadbać o swój piękny, odpowiedni do stanu wygląd, tak oblubienica Chrystusa ma się przeglądać w Nim samym, aby przyozdobić się cnotami. Wtedy podoba Mu się szczególnie. O ile spędzanie zbyt długiego czasu przed lustrem uznawane jest za wyraz próżności, o tyle wpatrywanie się w to „Zwierciadło wieczności” jest jak najbardziej oczekiwane od oblubienicy najwyższego Króla.

Chcemy pochylić się nad „początkiem zwierciadła” jak Klara nazywa narodzenie Pana Jezusa. Początek Jego ziemskiej drogi związany jest z ubóstwem, gdyż „Król aniołów, Pan nieba i ziemi złożony jest w żłobie!”2.

W innym miejscu Święta mówi w ten sposób:

O błogosławione ubóstwo! Ono miłujących je serdecznie obdarza wiecznymi bogactwami. O święte ubóstwo! Kto je posiada i pragnie go, temu Bóg przyrzeka królestwo niebieskie i niewątpliwie daje chwałę wieczną i życie błogosławione. O miłe Bogu ubóstwo! Jego towarzystwo raczył sobie ponad wszystko obrać Jezus Chrystus, który władał i włada niebem i ziemią, który przemówił i wszystko powstało3.

Słowa te ukazują, że dla Klary ubóstwo ma wielką wartość, i wiąże się nie tyle z wyrzeczeniami, co z obdarowaniem. Ona widzi je, jako wartość pozytywną. Najpierw dlatego, że ubóstwo wybrał dla siebie Syn Boży, a potem dlatego, że ubodzy w rzeczy doczesne otrzymują wieczne bogactwa, chwałę i królestwo niebieskie. Ubogi otrzymuje więc dużo więcej, niż oddał.

Tak jak trudne i wymagające wielkiej pokory musiało być dla Klary i sióstr przejście ze stanu szlacheckiego do najniższej grupy społecznej, podobnie z wyrzeczeniem i zmaganiem musiała wiązać się dla nich zmiana życia z wygodnego i dostatniego na proste, ubogie i surowe. Siostry doświadczały ubóstwa w różnych wymiarach.

Przede wszystkim było to ubóstwo materialne: siostry pościły zawsze, nosiły ubogie, proste habity, poza tymi, które posługiwały na zewnątrz, obywały się bez obuwia. Nie mieszkały w pałacowych komnatach, ale we wspólnym dormitorium, które nie było zbyt duże jak na liczną wspólnotę. Znosiły więc ciasnotę i niewygody związane z codziennym funkcjonowaniem sporej liczby osób na małej przestrzeni klasztoru.

Dzięki temu ubóstwu mogły doświadczać wolności i zawierzenia Ojcu, który troszczył się o nie każdego dnia, posługując się braćmi, różnymi osobami mieszkającymi w okolicy, a czasem również cudami, jak rozmnożenie chleba czy dostarczenie oliwy. Tylko człowiek ubogi doświadcza swej niewystarczalności i może otworzyć się na dary Boże. Gdy mamy wszystko, wydaje nam się, że nie potrzebujemy Pana Boga i uważamy się za samowystarczalnych. Wiemy jednak dobrze, że taki stan musi się skończyć, bo jesteśmy tylko ludźmi i prędzej czy później stajemy się zależni od innych. Żadne bogactwo nie może nam zagwarantować zdrowia, wiecznego życia i pełni szczęścia.

Siostry przeżywały również ubóstwo jeśli chodzi o ilość relacji. Życie jakie wiodły w San Damiano wypełnione było milczeniem, modlitwą i upływało w odosobnieniu od świata zewnętrznego. Siostry musiały pożegnać się z najbliższymi, rodziną i przyjaciółmi.

Ta wolność od więzów pozwalała im głębiej przeżywać relację z Trzema najważniejszymi Osobami, którym oddały życie: z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Doświadczenie pewnej samotności otwiera serce na miłość Bożą, bardziej intensywną, życiodajną, płodną niż jakiekolwiek więzy ludzkie. Również relacje siostrzane we wspólnocie mogły być pielęgnowane z większą uwagą i troską, bez powierzchowności i pośpiechu. Nie jest łatwo dzielić codzienność w ubóstwie i pokucie dużej wspólnocie w małym klasztorze, to wymaga dojrzałości i gotowości do służby i przebaczenia. Wreszcie wszelkie spotkania z osobami z zewnątrz musiały być głębsze, bardziej autentyczne.

Siostry w San Damiano były też ubogie w informacje. Klara napominała w Regule siostry posługujące poza klasztorem, aby nie przynosiły nowinek ze świata, prosiła je o dyskrecję i uszanowanie klimatu milczenia i ciszy, nie tylko zewnętrznej. Zachowanie takiej ciszy od mnogich informacji gwarantowało przestrzeń słuchania tego, co głębsze. Siostry z uwagą słuchały i zapamiętywały głoszone im Słowo Boże. Mogły je wolnym sercem rozważać i nim się karmić. Nie było to takie oczywiste i wymagało wyrzeczenia, ponieważ nawet jeśli nie było tak powszechnego dostępu do informacji, jaki mamy dzisiaj, to plotki rozchodziły się równie szybko i nie brakowało okazji do zaspokojenia ludzkiej ciekawości.

W tym kontekście możemy postawić sobie następujące pytania, niech one pomogą nam w osobistej refleksji:

Czy doświadczam ubóstwa? W jakich konkretnych formach?

Czy mam doświadczenie, że ubóstwo ubogaca? Czy widzę w nim wartość?

Czy czuję się obdarowana przez Boga w moim życiu? Jak konkretnie?

Czy nie przydałoby mi się trochę ubóstwa w zakresie zasobów materialnych, relacji i informacji, aby odświeżyć się i napełnić duchowo? Czy nadmiar rzeczy, spraw i powierzchownych relacji nie powoduje we mnie chaosu wewnętrznego i płycizny duchowej?

oprac. s. Małgorzata i s. Judyta

Przypisy:

  1. Łk 2,1-7.
  2. 1LKl 21.
  3. 1LKl 15-17.

Może Cię również zainteresować