św. Weronika Giuliani

Pisma św. Weroniki Giuliani – relacja małej Urszuli z Jezusem

28 lutego 2021

Opowiadanie Weroniki dotyczące dzieciństwa jest fragmentem relacji autobiograficznej, która obejmuje dzieciństwo, młodość, pierwsze lata w zakonie
oraz nadzwyczajne łaski, których zwieńczeniem jest stygmatyzacja. Przyjmuje się, że Weronika napisała ten tekst około 1700 roku. Jego sporządzenie polecił mniszce biskup Città di Castello, Łukasz Antoni Eustachi. Tekst odznacza się większą starannością i poprawnością niż większość jej pism.

Najprawdopodobniej relacja nie została sporządzona od razu w całości, ale Weronika kilkakrotnie powracała do tekstu, uzupełniając swoją opowieść. Jako czterdziestoletnia kobieta wspomina działanie Boga w jej sercu w czasie, gdy była dzieckiem. Pierwsze wspomnienia związane są z relacją z Jezusem, który ukazywał się jej jako mały chłopiec i pociągał ukazując jej swoje piękno, wzbudzając w niej tęsknotę i pragnienie kolejnych spotkań. Weronika opisuje swoją niedojrzałość, brak dobrego rozeznania i opieszałość. Doświadczała jednak obecności Boga, który ją kochał, pociągał ku sobie oraz wychowywał. Wielokrotnie też powtarzał, że chce mieć ją wyłącznie dla siebie.

Mała Urszula rozumiała to jednoznacznie jako powołanie do bycia mniszką. Pobożność dziewczynki wyrażała się w czci wizerunków świętych postaci, modlitwie przed nimi oraz przynoszeniu im kwiatów. Była to jej ulubiona zabawa. Jezus wykorzystywał to zajęcie, aby wychowywać Urszulę do posłuszeństwa, umiejętności rezygnowania z własnej woli na rzecz woli Bożej. Już we wczesnych latach uczył ją również pokory i wyzbywania się jakiegokolwiek przywiązania poza Nim, do rezygnowania z bezużytecznych rozmów.

Weronika przytacza modlitwy małej dziewczynki, którą była. Charakteryzuje ją prostota, szczerość i bezpośredniość.

 

Pewnego dnia, gdy zbierałam kwiaty, wydawało mi się, że widziałam obok to bardzo piękne dziecko, które patrzyło na mnie wzrokiem raju. Tak mi powiedziało z uśmiechniętą buzią: „Ja nie chcę tych kwiatów. Ty Mi się cała oddaj, Ja jestem prawdziwym kwiatem rajskim, tym Jezusem, który kocha cię tak bardzo!” Na te słowa osłupiałam; rzuciłam kwiaty na ziemię i podbiegłam, aby Go objąć, ale On zniknął. Ja, myśląc, że poszedł do domu, pobiegłam, aby Go odnaleźć, ale nie było możliwości, aby móc Go zobaczyć. Trochę wcześniej zdarzyło mi się to samo, ale wtedy byłam jeszcze młodsza. Nic nie rozumiałam. Stałam jak oszalała, bardzo zafascynowana wizerunkiem Dzieciątka Jezus.

Tym razem wydawało mi się, że zostało mi wspomnienie Boga. Czułam, że Bóg domagał się mojego serca, mojej woli i umartwienia we wszystkim, abym nie zatrzymywała się nigdy na rzeczach ziemskich, lecz abym wszystkie moje uczucia złożyła w Nim. I czasem klękałam przed jakimś wizerunkiem naszego Pana lub jakiegoś świętego, i mówiłam: „Panie, cała będę Twoja. Nie myśl, że chcę Cię zostawić. Przyrzekam Ci teraz, że pragnę jedynie Ciebie”. Tak mówiłam, choć tego nie rozumiałam. W tym momencie Bóg dawał mi wewnętrzne natchnienie, abym dalej tak postępowała. Odchodziłam cała zaniepokojona i nie wiedziałam, jak rozumieć to natchnienie. Wydawało mi się, że jestem za mała, aby zostać mniszką, a uważałam, że gdy On prosił mnie, abym oddała Mu się cała, chciał właśnie tego. Utwierdzałam się w tym i czułam się coraz bardziej stała w pragnieniu, aby zostać mniszką, i czułam, że znowu mnie o to prosi, i złościłam się na Niego, i mówiłam z całą prostotą: „Nie widzisz mnie, Panie, że jeszcze nie mogę zostać mniszką? Jestem za mała, ale bądź spokojny, chcę nią być bezwarunkowo; i jeszcze raz Ci to powtarzam”. I czułam, że On chciał mojego serca właśnie w tym momencie, i nie rozumiałam. Mówiłam: „Będziesz je miał, mój Jezu, już teraz jest Twoje, a potem uczynię Ci z niego dar absolutny, gdy zostanę mniszką”. To wszystko nie wystarczało.

Pamiętam, kiedy wizerunek Ukrzyżowanego wołał mnie zrozumiałym głosem. Szłam właśnie, aby wyjrzeć przez sekretne okno, i rozumiałam, że Bogu by się podobało, gdybym nie popełniła żadnego grzechu. Zdawało mi się, że Ukrzyżowany mówił mi: „Zostaw te grzeszne dociekania. Przyjdź do Mnie”. Mówiąc tak oderwał ramię od krzyża, a ja wchodziłam na stół, aby ucałować Jego bok, i On obejmował mnie mocno przez długi czas. Pozostawałam jakby poza sobą i nie miałam odwagi, aby zbliżać się do żadnego okna.

Wydawało mi się też, że zapominałam wtedy o wszelkich sprawach światowych. Była we mnie też pobożność do męki Pańskiej. Miałam jej trochę już wcześniej, ale niezbyt rozumiałam, czym były liczne i wielkie cierpienia. Ponadto wydaje mi się, iż Bóg dał mi pewne poznanie i sprawiał czasami, że mój umysł cały był Nim zajęty; było to tak pochłaniające, że zapominałam o wszystkim innym. Zmuszałam się, aby się pobawić, ponieważ chciałam zająć się moimi ołtarzykami. I mówiłam w moich myślach: „Panie, pozwól robić mi to, co postanowiłam, a potem się pomodlę”. Wydawało mi się, że słyszałam jakby wewnętrzny głos, który tak mi mówił: „Na te rzeczy zawsze będziesz miała czas, ale jeśli nie posłuchasz Mnie teraz, stracisz wielkie dobro”. Myślałam, że Bóg chciał mnie nauczyć, jak mogę zrobić ołtarzyk, aby był piękniejszy.

I tak czasem kładłam się krzyżem na ziemi, i mówiłam: „Oto ja, mój Boże, ucz mnie”. Od razu słyszałam, jakby był obok mnie człowiek i tak mi mówił: „Nie jest rzeczą złą robić ołtarzyki, ale jest złe, że ty nie czynisz tych dzieł dla chwały Bożej. Wyzbądź się zupełnie wszelkiego własnego upodobania i poświęć się jedynie temu, aby spełniać we wszystkim wolę Bożą”. Wydaje mi się, że to wszystko sprawiło, że puszczałam w niepamięć to, jak postanowiłam robić moje ołtarzyki i chciałam sprawić przyjemność Bogu, ale pomimo to czasami byłam roztargniona, chociaż chciałam zostawić każdą inną myśl i zająć się tylko tym.

 

Fragment pochodzi z książki Święta Weronika Giuliani. Pisma. Modlitwa.

 

Dłuższego fragmentu relacji autobiograficznej świętej Weroniki, dotyczącej jej dzieciństwa można również posłuchać w wersji audio:

 

 

lub na naszym kanale YouTube:

Może Cię również zainteresować