Laurencja Longo

Sł. B. Maria Laurencja Longo – życiorys cz. I

1 marca 2017

Żona i matka

Maria Longo urodziła się prawdopodobnie w 1463 roku w Hiszpanii, w znakomitym rodzie Richenza. W bardzo młodym wieku wyszła za mąż za prawnika Ioannesa Llonc, urzędnika w kancelarii króla. Przypuszcza się, że z małżeństwa tego narodziła się trójka dzieci, ale pewność historyczna, pochodząca z dokumentu notarialnego z 1515 roku, dotyczy jedynie córki o imieniu Speranza. Pierwsze lata małżeństwa mijały beztrosko. W domu Llonc panowała zgoda, dobrobyt, głęboko religijna atmosfera. Wydawało się, że nic nie może zakłócić tego szczęścia.
Ze względu na prawość moralną i stałość charakteru, Pani Longo (zitalianizowana forma nazwiska Llonc) potrafiła być bardzo energiczna w napominaniu tego, kto uchybiał swoim obowiązkom. Miała ona pewną służącą, która wielokrotnie zasługiwała na skarcenie ze względu na brak posłuszeństwa. Pewnego dnia kobieta ta postanowiła zemścić się na swej pani. Podczas balu urządzonego w domu rodziny Longo umieściła ona w kielichu Marii truciznę. Po jej wypiciu pani poczuła bóle i gwałtowne konwulsje. Zdołano ocalić jej życie, ale została sparaliżowana i potrzebowała odtąd stałej troski i opieki.
Minęły lata od tego epizodu, który tak radykalnie odmienił życie Marii Longo. Wiodła je teraz w milczeniu i miłosnym poddaniu się woli Bożej. Jesienią 1506 roku Ioannes został zaproszony przez Ferdynanda Katolickiego do Neapolu. Maria, będąc sparaliżowana, miała wątpliwości czy podążać za mężem, czy też pozostać w Hiszpanii. Ostatecznie, po okresie modlitwy, za radą swego spowiednika oraz znanego w okolicy eremity, postanowiła wyruszyć wraz z mężem. Rodzina Longo dotarła do celu 1 listopada 1506 roku wraz z hiszpańską flotą morską, składającą się z 50 galer, po trwającej dwa miesiące żegludze. Już 30 czerwca 1507 roku Ferdynand powrócił do Hiszpanii i być może Ioannes Llonc musiał ponownie mu towarzyszyć. Nieznany jest jego los, ale pewne jest, że w 1509 roku Maria była czterdziestosześcioletnią wdową, wciąż coraz bardziej pogrążoną w milczeniu i modlitwie.

Cudowne uzdrowienie

W tym samym roku postanowiła spełnić swój dawny plan: odwiedzić Święty Dom Maryi w Loreto. Udała się tam, pomimo długiej i trudnej podróży, w towarzystwie córki Speranzy i zięcia Gerarda z Omes. Dotarła do upragnionego celu w pierwszych dniach czerwca i od razu udała się do sanktuarium, w tamtym czasie będącego w budowie, w nadziei wysłuchania Mszy. Zważywszy na dosyć późną porę wszyscy kapłani już wcześniej ją celebrowali. Nieuchwytny był również kapelan tego miejsca. Tym niemniej wysłała swego zięcia do zakrystii, aby umówił się z zakrystianinem na odprawienie Mszy z uroczystości Pięćdziesiątnicy, która rozpoczyna się wersetem: „Usta moje będą głosić Twoją chwałę”. Podczas gdy oni jeszcze rozmawiali pojawił się nieznany kapłan z paramentami i zbliżając się do ołtarza kaplicy śpiewał właśnie ten wstęp. Z sercem poruszonym przez tajemnicze przeczucie Maria słuchała Mszy z wielką pobożnością. Podczas czytania Ewangelii o paralityku, chorym od 38 lat, gdy kapłan wypowiadał słowa: „Mówię ci wstań”, pani Longo poczuła w sposób bardzo wyraźny rękę, która uzdrowiła jej chore ciało. Poczuła drżenie, które począwszy od stóp, wstrząsnęło całą jej osobą, rozbudzając siły i powodując nieodpartą potrzebę by wstać, iść i zacząć działać jak osoba zdrowa, czego nie czyniła od bardzo wielu lat. Wtedy zaczęła płakać dziękując Bogu i Maryi za otrzymane miłosierdzie. Chciała również podziękować temu tajemniczemu kapłanowi, ale nie mogła go odnaleźć. Na pamiątkę tego spektakularnego zajścia, Maria do swego imienia chciała dodać drugie i od tej pory nazywała się Maria Laurencja. U stóp Dziewicy Maryi przyjęła też prawdopodobnie habit trzeciego zakonu franciszkańskiego, aby wyrazić jeszcze dobitniej swój stanowczy zamiar bardziej intensywnego życia duchowego.

na podstawie tekstu opublikowanego na stronie Klarysek Kapucynek w Neapolu: http://www.cappuccine33.it/

Może Cię również zainteresować

Brak komentarzy

Dodaj komentarz