św. Franciszek z Asyżu

Zakorzeniony w krzyżu Chrystusa

28 listopada 2020

Pierwsze sygnały od Boga były na tyle subtelne, że być może jeszcze mógł je przeoczyć, bądź odczytać dwuznacznie: nieokreślona, nie znana dotąd tęsknota pchająca go w przestrzeń ciszy oddalonej groty, dziwny pociąg do cierpiących i lekceważonych ze względu na swe ubóstwo, utrata upodobania w tym, co dotąd sprawiało mu tyle radości – czarujące piękno umbryjskiej krainy, szaleńcze zabawy z rówieśnikami, zbytek i otaczający go powszechny podziw. Prawdziwie mocne uderzenie miało przyjść nieco później, jak gdyby po czasie łagodnego przygotowania, a jego potęgę dobrze oddaje opis reakcji Franciszka sporządzony przez pierwszego biografa: Franciszek zdjęty strachem niemało się zdumiewa i prawie odchodzi od zmysłów1.

Stało się to zupełnie niespodziewanie, gdy dwudziestokilkuletni wówczas Franciszek przechodził w pobliżu ruin starego kościoła San Damiano. Poczuł wówczas silne natchnienie, by wstąpić na chwilę modlitwy. Nie mógł przypuszczać, że wychodząc stamtąd, będzie już innym człowiekiem. Wpatrując się w twarz Chrystusa na bizantyjskim krucyfiksie zawieszonym nad ołtarzem, usłyszał słowa: Franciszku, idź napraw mój dom, który jak widzisz, cały idzie w ruinę!2. Wszystko, co działo się później naznaczone było tym niezwykłym spotkaniem, ono nadało kierunek nie tylko życiu Franciszka, ale też jego naśladowcom.

Tomasz z Celano kontynuuje swoje opowiadanie: Odtąd jego świętą duszę przebiło współcierpienie z Ukrzyżowanym i jak można zbożnie sądzić, wycisnęły się wówczas na jego sercu, choć jeszcze nie na ciele, stygmaty czcigodnej Męki3. Nie mógł nawet przypuszczać, jak diametralnie zmieni się jego życie i jak zaciętą walkę przyjdzie mu stoczyć z własną naturą. Procesu, który się rozpoczął nie mógł ukryć na zewnątrz; zachowywał się jak zakochany, co niemal obsesyjnie myślał o podmiocie swego uczucia, mówił o nim, pragnął spotkania, szukał upodobnienia. Od tego czasu nie mógł powstrzymać się od płaczu. Zapytany przez pewnego człowieka, dlaczego płacze, odpowiedział: Płaczę nad męką Pana mojego. Ze względu na Niego nie powinienem się wstydzić iść na cały świat, głośno płacząc4.

Franciszkowa droga krzyżowa rozpoczęła się już od chwili decyzji pójścia za Chrystusem: opieka nad trędowatymi, odrzucenie mieszkańców Asyżu, wydziedziczenie i prześladowanie przez własnego ojca, bezdomność, głód, zimno, praca ponad siły przy odbudowie zniszczonych kościołów. Świadkowie tych wydarzeń zanotowali później: „Wszystko co zniósł w tym przedsięwzięciu, byłoby zbyt trudne i długie do opowiadania”5, natomiast Tomasz z Celano: stał się z delikatnego paniczyka twardym mężczyzną zaprawionym do trudu 6.

Gdy do Franciszka zgłosili się pierwsi naśladowcy zainspirowani jego determinacją, z pytaniem: „co robić?”, zwrócił się wprost do Boga. Odpowiedź otrzymali w słowach Ewangelii. Trzykrotne otwarcie Pisma świętego w kościele świętego Mikołaja roztoczyło przed nimi wizję naśladowania Chrystusa ubogiego, w zaparciu się siebie i zawierzeniu Bożej Opatrzności. Słowo Boże było bardzo konkretne i nie zostawiało złudzeń: odtąd mieli kroczyć drogą wymagającą i pełną wyrzeczeń. Franciszek chętnie podjął to wyzwanie, mając jeszcze świeżo w pamięci zdarzenie z san Damiano.

W niewielkim odstępie czasu doszło do kolejnego wstrząsającego spotkania, tym razem z trędowatym. Bliski kontakt z człowiekiem o gnijącym ciele, odrzuconym przez społeczeństwo z powodu swego nieszczęścia uświadomił Franciszkowi istotę ofiary Chrystusa, który dobrowolnie wziął na siebie trąd ludzkiego grzechu, by umierając na krzyżu w całkowitym ubóstwie i upokorzeniu, uwolnić go od duchowej śmierci. Uświadomienie sobie tej prawdy spowodowało, że Bóg w tajemnicy krzyża stał się Franciszkowi szczególnie bliski, a świadomość Jego miłosierdzia dawała mu absolutną pewność Bożej miłości i  przez to odwagę zawierzenia i pójścia w Jego ślady. Chrystus odkupiciel ludzkości stał się „jego Chrystusem”, tak bliskim, że zgodnie ze słowami Memoriale: Zawsze patrzył w twarz swego Chrystusa, zawsze dotykał męża boleści znającego niemoc7. Odnalazł Go we własnej słabości, dostrzegł w twarzach żebraków i trędowatych, opatrywał Jego rany w braciach chorych, szczególnie duchowo: szczególną łagodnością darzył i cierpliwie znosił tych chorych, którzy są  jak chwiejące się dzieci, dręczone pokusami i upadające na duchu”8.

To, co dotąd było dla niego gorzkie i budziło lęk, przemienione miłością miłosierną, stało się przestrzenią doświadczenia Boga i Jego szczęścia. Wypełniła się obietnica Chrystusa, że gorycz zamieni się w słodycz. Podziw dla Chrystusowej ofiary, pragnienie współcierpienia z Nim dla zbawienia dusz sprawiły, że nie tyle nie unikał krzyża, co wychodził mu naprzeciw, szukając upokorzenia, odrzucenia i ofiary. Zupełnie nie troszczył się o swoje potrzeby i zdrowie, a gdy jeden z braci pragnąc ulżyć mu w cierpieniu zaproponował czytanie Pisma świętego, odmówił, argumentując: Bracie, znajduję codziennie w moim sercu tak wielką słodycz i pociechę w rozpamiętywaniu przykładów pokory Syna Bożego, że nawet gdybym żył do końca świata, nie byłoby mi aż tak potrzebne słuchanie lub rozważanie innych Pism 9.

Misterium krzyża stało się jego tęsknotą i sposobem życia, stąd Tomasz z Celano mógł napisać: Uciechy świata były mu krzyżem, ponieważ w sercu nosił wkorzeniony krzyż Chrystusa. Krzyż ten rozkorzeniał się bardzo głęboko wewnątrz, w umyśle, dlatego na zewnątrz, w ciele jaśniały jego stygmaty”10. Życie w cieniu Chrystusowego krzyża odczytał jako swoje osobiste powołanie, więc posłuszny woli Bożej świadomie i radośnie przyjmował wszystkie przeciwności i cierpienia, upatrując w nich szczególny przywilej i łaskę: zawsze bowiem był na krzyżu, nie uchylał się przed żadnym trudem i bólem, żeby tylko w sobie i z siebie wypełnić wolę Pana11.

W istocie, całe życie Biedaczyny zdobiły tajemnice krzyża: życie w skrajnym ubóstwie i ascezie, walka ze skłonnościami skażonej natury, odpieranie ataków szatana, trud głoszenia, konieczność kierowania zakonem oraz stawania w obronie ewangelicznego ideału w opozycji do braci nie podzielających jego radykalizmu. Szczególne obciążenie stanowiła dla niego świadomość bycia wzorem dla swych braci: Chociaż jego niewinne ciało nie wymagało już żadnych umartwień, to jednak, chcąc być przykładem, obarczał je trudami i przykrościami, starając się chodzić po drogach trudnych, właśnie ze względu na innych12.

Słabość ciała wzmocniona przez liczne choroby stanowiła kolejny krzyż w jego codzienności. W Zwierciadle doskonałości znajdujemy następujące świadectwo: Był zawsze słabego zdrowia, bo już w świecie był człowiekiem kruchym i wątłym z natury, a codziennie aż do dnia swojej śmierci słabł coraz bardziej13. Święty Bonawentura tak podsumował skutek tych licznych schorzeń: na jego ciele nie pozostało prawie miejsca, którego by nie przeszywał wielki ból i cierpienie. Na skutek różnych długotrwałych chorób jego ciało zostało tak zniszczone, że niemal tylko skóra pokrywała jego kości14.

Gdy jeden z braci patrząc na niego, zaczął się użalać, on rzucił się na ziemię i całując ją modlił się: Panie Boże, dziękuję Ci za te wszystkie bóle i proszę Cię mój Panie, abyś je stokrotnie pomnożył, jeśli takie jest Twoje upodobanie15. To miłość do Ukrzyżowanego i troska o zbawienie dusz ludzkich odkupionych Jego krwią przynaglały go do ochotnego przyjmowania cierpień oraz do gorliwego głoszenia Ewangelii, jak długo starczyło mu sił. Gdy nie mógł już robić tego osobiście, zaczął dyktować listy. W Liście do wiernych poucza, że sam Ukrzyżowany pragnie, by Go naśladować: Wola zaś Ojca była taka, aby Syn Jego błogosławiony i chwalebny, którego nam dał i który narodził się dla nas, ofiarował siebie samego przez własną krew jako ofiara i żertwa na ołtarzu krzyża nie za siebie, przez którego stało się wszystko, ale za nasze grzechy, zostawiając nam przykład, abyśmy wstępowali w Jego ślady16.

Franciszek rozpalony żarliwym pragnieniem podzielenia losu swego Mistrza trzykrotnie podejmował próbę udania się na Wschód, by tam umrzeć śmiercią męczeńską z rąk muzułmanów. Niepowodzenie tego zamysłu święty Bonawentura tłumaczy tym, że Bóg przygotował go na inny rodzaj męczeństwa, mianowicie stygmaty: Zrozumiał, że ma być zupełnie przemieniony na podobieństwo Ukrzyżowanego Chrystusa, ale nie przez męczeństwo ciała, lecz przez żar duszy17. Wydarzenie stygmatyzacji poprzedziło trzykrotne otwarcie Biblii, przez które Franciszek pragnął poznać wolę Bożą. Choć za każdym razem natrafił na opis męki Pańskiej, nie przeraził się, lecz ożywił na myśl o nadchodzącym męczeństwie. Pod wpływem Bożego natchnienia zrozumiał, że jak dotąd naśladował Chrystusa w życiu czynnym, tak teraz, przed śmiercią powinien upodobnić się do Niego w bólach męki i udrękach. Zgodnie z proroctwem, po zakończeniu czterdziestodniowego postu ku czci świętego Michała Archanioła, gdy przebywał w samotni na górze Alwerni, doświadczył wizji ukrzyżowanego serafina, który wycisnął na jego ciele rany ukrzyżowania – takie same, jak na ciele Chrystusa.

Spełniło się Franciszkowe pragnienie współcierpienia z Ukrzyżowanym: Prawdziwa miłość do Chrystusa przekształciła kochającego, upodobniając go do jego obrazu”18. Odpowiedzią Franciszka była własnoręcznie napisana modlitwa uwielbienia 19. Dopisek na autografie sporządzony ręką brata Leona, ujawnia motywację świętego: Dziękując Bogu za dobrodziejstwo mu wyświadczone20.

Choć stygmaty stały się dodatkowym źródłem jego cierpienia, nie przeszkodziły mu w dalszym głoszeniu orędzia Bożej miłości. Nie mogąc chodzić z powodu gwoździ wystających z jego nóg, polecił obwozić na ośle swe na wpół obumarłe ciało, by jego widok zachęcał wszystkich do dźwigania Chrystusowego krzyża. Miłość do Chrystusa, szczera wdzięczność za dzieło odkupienia, świadomość misji odbudowy Kościoła otrzymana w San Damiano, wzmocniły jego świadomość, że zarówno on sam, jak i jego towarzysze, wezwany był przez Boga z krzyża i do krzyża, dlatego (…) słusznie jawili się i byli ludźmi Ukrzyżowanego, nosząc krzyż w habicie i w pożywieniu, i we wszystkich swoich czynach, a pożądając bardziej hańby Chrystusa, niż marności świata (…) I szli przez świat jako obcy i przybysze nie nosząc ze sobą nic prócz Chrystusa21.

Już od momentu rozpoczęcia ewangelicznego życia, bracia zadowalali się absolutnym minimum, gdy chodzi o warunki bytowe, posiadanie, czy pozycję w ówczesnym społeczeństwie. Skrajna nędza Rivotorto, czy zachowane ubogie habity pierwszych braci są tego wymownym świadectwem, podobnie jak zapis w testamencie Franciszka wskazujący priorytety pierwszych franciszkanów: A ci, którzy przychodzili przyjąć ten sposób życia, rozdawali ubogim wszystko, co mogli posiadać i zadowalali się jedną tuniką połataną od spodu i z wierzchu, sznurem i spodniami. I nie chcieliśmy mieć więcej22. Brak ksiąg liturgicznych potrzebnych do modlitwy spowodował, że „zamiast tych ksiąg rozważali dniem i nocą księgę krzyża, ciągle się w nią wpatrując, pouczeni przykładem i słowami ojca, który ustawicznie mówił im o krzyżu Chrystusowym23.

Niekonwencjonalne życie braci mniejszych od początku budziło wiele kontrowersji, a radykalizm Franciszka skłaniał wielu do refleksji nad jakością własnego życia chrześcijańskiego. Relacja Trzech Towarzyszy zawiera cenne świadectwo człowieka będącego pod wrażeniem postępowania braci: Albo ze względu na najwyższą doskonałość przylgnęli do Pana, albo rzeczywiście są szaleńcami, ponieważ życie ich wydaje się desperackie, skoro używają tylko odrobiny pożywienia, chodzą boso i noszą bardzo nędzne odzienie”24. Bracia świętego Franciszka nie mieli wątpliwości, że droga krzyża, którą prowadzi ich ojciec, jest słuszna i stanowi pewny środek uświęcenia, a jego osobiste świadectwo potwierdzane było cudownymi wizjami braci: Bernarda, który podziwiał krzyż wychodzący z ust Franciszka25, Leona, patrzącego na krzyż postępujący przed jego twarzą26, Sylwestra, będącego świadkiem, jak złoty krzyż wychodzący z ust Franciszka uratował świat od zagłady27, czy Pacyfika kilkakrotnie obserwującego na czole serafickiego ojca krzyż Tau mieniący się różnobarwnymi kolorami28.

Bracia byli też świadkami licznych cudów, które dokonywały się za pośrednictwem Franciszkowego błogosławieństwa znakiem krzyża. Były one tak liczne i spektakularne, że Bernard z Bessy w Księdze Pochwał błogosławionego Franciszka mógł słusznie zapisać: Największe jego dzieła dokonywały się w krzyżu29. Franciszek wielokrotnie zachęcał braci do naśladowania Chrystusa niosącego krzyż, przykładem może być Napomnienie 6: Bracia, spoglądajmy na dobrego Pasterza, który dla zbawienia swych owiec wycierpiał mękę krzyżową. Owce Pana poszły za Nim w ucisku i prześladowaniu, w upokorzeniu i głodzie, w chorobie i doświadczeniu, i we wszystkich innych trudnościach: i w zamian za to otrzymały od Pana  życie wieczne30, a modlitwa, której nauczył braci, stanowiła dziękczynienie i uwielbienie Boga za dzieło odkupienia: Wielbimy Cię, Panie Jezu Chryste [tu] i we wszystkich kościołach Twoich, które są na całym świecie i błogosławimy Tobie, że przez święty krzyż Twój odkupiłeś świat31. Bracia modlili się w ten sposób, ile razy wędrując przez świat napotkali kościół, albo krzyż. Dla Franciszka uczestnictwo w cierpieniach Syna Bożego było jedynym powodem do chluby: Lecz w tym możemy się chlubić: w słabościach naszych i w codziennym dźwiganiu świętego krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa 32. Przed śmiercią, zanim po raz ostatni uczynił znak krzyża błogosławiąc braci, gorąco zachęcał ich, by wstępowali w ślady Chrystusa Ukrzyżowanego, wówczas jednak, już nie słowa, a stygmatyzowane ciało Biedaczyny najmocniej przemawiało do obecnych, gdyż według relacji Celańczyka: Naprawdę wyraziła się w Nim forma krzyża, i męka niepokalanego Baranka, który zgładził grzechy świata. Wyglądał, jakby świeżo zdjęty z krzyża 33.

W kwietniu 2020 roku podczas audiencji ogólnej, która z racji trwającej pandemii koronawirusa transmitowana była z biblioteki Pałacu Apostolskiego, papież Franciszek zwracał uwagę wiernych na krzyż, w którym rozpoznajemy rysy Boga. Powiedział wówczas: Warto, abyśmy stanęli i spojrzeli w milczeniu na krzyż, zobaczyli, kim jest nasz Pan: Ten, który nie grozi palcem, również przeciwko tym, którzy Go krzyżują, ale otwiera szeroko ramiona dla wszystkich; który nie przysłania nas swoją chwałą, ale pozwala się ogołocić; który nie kocha nas słowami, ale daje nam życie w milczeniu (…) Spójrzmy na Ukrzyżowanego34. Słowa te przywołują na pamięć postać Biedaczyny, który utkwiwszy w milczeniu wzrok w Chrystusowym krzyżu, zdobył się na odwagę, by rezygnując z własnego sposobu myślenia, oddać się całkowicie do dyspozycji Boga, a przez to doświadczyć spełnienia najgłębszej tęsknoty swego serca: nagim znaleźć się w ramionach Ukrzyżowanego35.

 

S. Chrystiana Anna Koba CMBB

 

Przypisy:

  1. Mem 10,5.
  2. Mem 10,4.
  3. Mem 10,8.
  4. 3T 14,6.
  5. 3T 21,11.
  6. VbF 9,2.
  7. Mem 85,9.
  8. 2 Cel 177,1.
  9. ZbA 79,4.
  10. Mem 211,17.
  11. VbF114,2.
  12. 1Bon 9,4,7.
  13. 1 ZwD 20,14.
  14. 1Bon 14,2,2.
  15. 1Bon 24,2,7.
  16. 2LW 11-13.
  17. 2Bon 6,2.
  18. 1Bon 13,5.
  19. KLUw
  20. Wstęp do KLUw, Pisma św. Franciszka, wyd. Kapucyni, Warszawa 1990.
  21. Kw 4.
  22. T 16.
  23. 1Bon 4,3.
  24. 3T 34,6.
  25. Kw 1.
  26. Kw 38.
  27. 1Bon 3,5.
  28. 1Bon 4,9
  29. BKp 6,22.
  30. Np 6,1-2
  31. T5.
  32. Np 5,8.
  33. 1 Cel 112
  34. https://www.vaticannews.va/pl/papiez/news/2020-04/papiez-audiencja-8-kwietnia.html.
  35. 1Bon 7,2.

Może Cię również zainteresować