Duchowość Kapucynki św. Weronika Giuliani

Życie i przesłanie świetej Weroniki Giuliani

1 kwietnia 2017
Relikwie św. Weroniki

Weronika urodziła się w Mercatello we Włoszech 27 grudnia 1660 roku, na chrzcie otrzymała imię Urszula. Jej ojciec, Francesco był chorążym w miejscowym więzieniu. Z jego małżeństwa z Benedettą Mancini narodziło się siedem córek. Dwie z nich zmarły niedługo po narodzeniu. Urszula była najmłodsza i podobnie jak jej siostry, wzrastała w środowisku przepełnionym pobożnością, przede wszystkim dzięki matce, która była kobietą głęboko religijną i wrażliwą. Niestety, gdy Urszula miała zaledwie siedem lat, jej mama Benedetta zmarła. Przed śmiercią, wezwała do siebie córki,  i ukazując im Ukrzyżowanego przydzieliła każdej z nich jedną ranę. Urszula, najmłodsza, otrzymała ranę boku.

W latach 1669 – 1672 Francesco został przeniesiony do Piazenzy w roli inspektora ceł księcia Parmy, jego córki wyjechały razem z nim. Ze szczęśliwego okresu po powrocie do Mercatello, Urszula wspominała psoty, dobroć osób, które ją otaczały, czułą pobożność swych modlitw do Maryi i Dzieciątka Jezus oraz pierwsze wezwania do życia zakonnego, którym sprzeciwiał się ojciec.

Francesco Giuliani wyraził zgodę, aby jego trzy inne córki wstąpiły do klasztoru, ale na prośbę Urszuli – najdroższej, najinteligentniejszej, najbardziej rozpieszczonej – nie chciał przystać; pragnął, by została przy nim i założyła rodzinę. Próbował skłonić ją do porzucenia planów o życiu zakonnym poprzez zabieranie ją na bale i polowania. Dziewczynie podobało się życie towarzyskie, była adorowana przez młodzieńców ze szlachetnych rodów. Po latach przyznała w Dzienniku, że im bardziej zajmowała się sprawami światowymi, jak wygląd zewnętrzny, udział w spotkaniach i balach, tym słabiej słyszała głos Boży.

Urszula po stoczeniu ciężkiej walki wewnętrznej, przekonała również ojca i 28 października 1677 roku, nie mając jeszcze siedemnastu lat, przywdziała habit zakonny. Jako Klaryska Kapucynka w Città di Castello, przyjęła imię Weronika. Ożywiało ją pragnienie, aby stać się prawdziwym obrazem Chrystusa ukrzyżowanego.

Wstępując do Klarysek Kapucynek, wniosła bezcenne bogactwa duchowe: niewinność, przyzwyczajenie do modlitwy, bezgraniczny entuzjazm, stałą wolę i wielką prostotę. Cechy te pozwalały jej pokonywać wszelkie przeszkody w jej żarliwym dążeniu do doskonałości zakonnej. Weronika była gotowa i zdecydowana zostać świętą i według niej koniecznymi do tego środkami były: modlitwa, pokuta, kontemplacja i cierpienie.

Pierwszy etap życia zakonnego wiązał się z cierpieniem. Weronika przyzwyczajona była do intensywnej modlitwy, jednak dopóki żyła w świecie, modlitwa ta była zawsze spontaniczna, swobodna, często wynikała z jej uczuć, bieżących przeżyć. W klasztorze zderzyła się z trudnym, monotonnym rytmem modlitw wspólnotowych. Okazało się, że potrzebowała sporo czasu, aby odmawianie brewiarza stało się dla niej sposobem głębokiej modlitwy, dialogu z Bogiem.

Jednak posłuszeństwo i podporządkowanie się sposobowi życia w nowym środowisku zaowocowało stałym pogłębianiem się jej zjednoczenia z Bogiem. Coraz liczniejsze stawały się ponadnaturalne dary. Należały do nich otrzymanie korony cierniowej, która zadawała jej wielki ból, mistyczne zaślubiny z Jezusem, czy wreszcie dar stygmatów. W Weronice działo się coś tajemniczego, na co jedne siostry zareagowały z ufnością i podziwem, a inne niedowierzaniem i oporem.

Był to bardzo trudny czas dla Weroniki. Była poddawana próbom przez niektóre siostry, następnie przez biskupa miejsca, ostatecznie sprawą zajęło się Święte Oficjum. Święta znosiła wszystkie upokorzenia z wielką miłością, pokorą i w posłuszeństwie. Dlatego też Kościół uznał nadprzyrodzony charakter jej przeżyć. Przez lata służyła swym siostrom najpierw jako mistrzyni nowicjuszek, a następnie jako opatka wspólnoty. Pełniła tę posługę nieprzerwanie przez dwanaście lat, aż do swojej śmierci.

Kolejne strony Dziennika pozwalają poznać Weronikę jako całkowicie należącą do swego Oblubieńca. Dzięki temu była oddana innym, była misjonarką, wynagrodzicielką. Mury klauzury nie stanowiły przeszkody w odczuwaniu bicia serca świata z wszystkimi jego problemami i niepokojami i aby dawać siebie tym, którzy żyją, pracują, cierpią. W doświadczeniu jej postępowania wobec innych widać jak „serce nie znosi klauzury”, ale rozszerza się, by pomieścić horyzonty samego Boga, aby być jak On miłosierną. Misterium Paschalne, rozumiane w swej istocie, stanowiło punkt odniesienia dla jej kontemplacji.

Jezus nazywał Weronikę pośredniczką (wł. Mezzana) między sobą a grzesznikami. Szukała ona różnych form umartwienia, aby zadawać sobie cierpienia, które łączyła z męką Pana i poprzez które wypraszała ratunek dla ginących dusz. Cierpienia, powodowane miłością do ludzi, nazywała „szaleństwami”. Po otrzymaniu stygmatów, stają się one coraz rzadsze, gdyż Weronika, wciąż oczyszczana i oświecana przez łaskę, przestaje zadawać sobie ból, pragnąc poddać się zupełnie woli Boga i przyjmować tylko to, co On sam jej zsyłał.

Jej śmierć była poprzedzona przez trzydziestotrzydniową agonię. Ostatnie słowa, które wypowiedziała do sióstr to okrzyk pełen szczęścia i entuzjazmu: „Przyjdźcie tu, Miłość pozwoliła się znaleźć: to jest przyczyna mojego cierpienia, powiedzcie to wszystkim, powiedzcie to wszystkim!” Następnie poprosiła, by zaśpiewać pochwałę Wcielenia Słowa. Umarła po otrzymaniu pozwolenia od swego spowiednika o świcie 9 lipca 1727.

6 grudnia tego samego roku został otwarty proces informacyjny przez biskupa diecezjalnego Alessandro Francesco Codebò. Weronika została beatyfikowana 17 czerwca 1804 roku, a kanonizowana 26 maja 1839 roku.

Weronika proponuje wszystkim fundamentalne i niezastąpione przesłanie: odnaleźć centralność Boga, Tego, który zbliża się do nas przyjaźnie w Jezusie Chrystusie. Całe jej życie świadczy o odkryciu na nowo Jezusa Chrystusa Boga Człowieka. O odkryciu serca naszej wiary. Wiary, która nie jest doktryną, ale spotkaniem z Osobą. Trzeba na nowo pozwolić Bogu, aby kształtował w nas biblijne serce jako miejsce, w którym człowiek decyduje się na bycie dla Niego i braci. Jednak Chrystus świętej Weroniki nie jest wzorcem, do którego musimy się upodobnić nieludzkimi wysiłkami, pod groźbą kary wiecznego potępienia. Przeciwnie, jest Bogiem, który sam staje się na miarę człowieka, aby człowiek mógł stać się Bogiem. To Bóg Wcielenia, który czyni się kruchym i delikatnym dzieckiem, aby przyjąć wszystkie nasze słabości i wziąć je na siebie. Jej Bóg jest Bogiem wiary chrześcijańskiej, który prosi tylko o przyjęcie, wysłuchanie, obdarowanie miłością żywą, osobistą i oblubieńczą, która czyni nas zdolnymi do całkowitego daru z siebie, tak jak On złożył siebie w ofierze. Święta wskazuje na Boga – Miłość, który burzy, zmienia, przekształca osoby i ich zachowania, aby realizowały osobisty plan, który ma dla każdego.

Charyzmat, którym żyła święta Weronika Giuliani jest nadal aktualny. Żyją nim na co dzień Mniszki Klaryski Kapucynki w sześciu klasztorach w Polsce i w prawie stu pięćdziesięciu na całym świecie. Jednak zgłębianie go i przeżywanie nie jest zarezerwowane jedynie dla mniszek.  Weronice bardzo bliskie były sprawy kapłanów, osób konsekrowanych, jak również świeckich. Nie obce jej były bieżące wydarzenia toczące się na świecie. Przykładem może być znana z historii bitwa pod Wiedniem. W intencji rozgrywających się w tej części Europy wydarzeń Weronika modliła się i pokutowała.

Dlatego też każdy, komu bliska jest duchowość świętej Weroniki Giuliani, może kroczyć drogą przez nią wytyczoną. Jest to droga przyjmowania cierpienia, którego przecież w życiu nie możemy uniknąć. Zamiast narzekać i szarpać się z życiem, można ofiarować swoje cierpienia i przeżywane trudności w ważnych naszemu sercu intencjach. Duchowość Weroniki jest duchowością Maryjną. Matka Boża towarzyszyła Świętej we wszystkich ważnych wydarzeniach życia, wspomagała w trudnościach, była jej umocnieniem. Jest to też duchowość eucharystyczna i pasyjna.

Droga Weroniki jest tak intensywna i różnorodna, że każdy może się na niej odnaleźć. Korzystać z jej doświadczenia, zostawionych na piśmie słów, ale również z jej wstawiennictwa. Weronika nie przestaje być pośredniczką między Jezusem i duszami. Warto z tego pośrednictwa korzystać.

 

Może Cię również zainteresować

Brak komentarzy

Dodaj komentarz