Modlitwa Multimedia

O Mądrości!

16 grudnia 2020

Dla człowieka, który na nic już nie czeka, czas biegnie donikąd… Ponieważ jest on podstawowym wymiarem naszej egzystencji, taka sytuacja sprawia, że wchodzimy w pustkę, apatię i ostatecznie w regres na wszystkich poziomach naszej egzystencji. Kolejny Adwent rozjaśnia nam jednak ten mrok, jeszcze raz przypominając o nadziei, która jest przewodniczką ludzi wierzących w Boga i Jego obietnice.

Rzeczywistość oczekiwania stanowi jakość ludzkiej egzystencji – kto na coś wciąż czeka, ten żyje nadzieją i widzi przed sobą cel. To nadaje sens jego codziennej wędrówce i jest zaczynem rozwoju oraz wzrostu wewnętrznego, ucząc gotowości na konfrontację z tym, co nadejdzie. Bóg poprzez Objawienie pokazuje nam, że nie jesteśmy przypadkowymi bytami, jakimś „zbiegiem okoliczności”, czy wynikiem działania bezrozumnych i ślepych sił. Jesteśmy dlatego, że mamy swe źródło w Tym, który JEST. Istnienie jest istotą Boga – innymi słowy, On nie tyle istnieje, co sam JEST ISTNIENIEM. Zawsze był, zawsze będzie, bez początku i bez końca. Wiecznie. I w tę wieczność On nas wprowadza.

Okres Adwentu ze szczególną mocą przypomina, że wieczność i czas to dwie odrębne rzeczywistości, które jednak znalazły swe połączenie we Wcieleniu Bożego Słowa. Gdy Syn Boży stał się Człowiekiem, otworzył nasz czas na wieczność. Stało się to w „pełni czasu” (por. Ga 4,4), czyli wtedy, gdy wołanie ludzkości o Wybawiciela w jakimś sensie osiągnęło apogeum. W tej tęsknocie zamknięte jest przyzywanie wyzwolenia i sensu przez całą ludzkość, a nie tylko tę konkretną historyczną społeczność sprzed dwóch tysięcy lat. W tęsknocie jest bowiem coś, co przekracza czas i mówi o naszym pochodzeniu od Boga, który jest ponad nim.

Tęsknić może tylko ten, kto kocha, a kto kocha, ten pragnie wyrazić w słowach to, co dzieje się w jego wnętrzu. Kościół-Oblubienica podejmuje od Wniebowstąpienia Jezusa wołanie „Marana tha!”, a w ostatnim tygodniu Adwentu przywołuje Tego, który ma nadejść, słowami siedmiu Wielkich Antyfon, w których skumulowana jest historia i przyszłość, czas i wieczność, tęsknota i spełnienie. W nich odsłania się także obraz Jezusa, którego tak często szukamy po omacku, lub którego wyobrażamy sobie w sposób odbiegający od prawdy… Wejdźmy więc przestrzeń, którą przed nami otwierają słowa adwentowej liturgii.

O Mądrości, która wyszłaś z ust Najwyższego,

Ty obejmujesz wszechświat od krańca do krańca

i wszystkim rządzisz z mocą i słodyczą;

przyjdź i naucz nas dróg roztropności.

Tyle dzieje się w dzisiejszym świecie! Na własnej skórze doświadczamy tempa rzeczywistości, która zdaje się rozwijać prędkość czasu do takiego stopnia, że wydaje się nam, iż nie nadążamy za zmieniającymi się wydarzeniami. W tej dynamice tak bardzo liczy się inteligencja, spryt, umiejętność szybkiego dostosowywania się do zmieniających się warunków, ciągłe pomnażanie wiedzy, podnoszenie kwalifikacji… W cenie jest błyskotliwość, elokwencja, przebojowość, sława, prestiż… Można by wymieniać jeszcze długo, ale na tej liście zdaje się brakować jednego – mądrości. Czy jest ona dobrem pożądanym, poszukiwanym, dla którego warto poświęcić wiele, a może nawet i wszystko? Czy dla ludzi współczesnych, nie jest to już w jakim sensie wyraz bez odniesienia, pusty dźwięk, może brzmiący nieco archaicznie, a nawet pompatycznie?

Do mądrości można zapewne przyporządkować wiele określeń, ale żadne z nich nie wyczerpuje jej znaczenia. Pierwsza Antyfona adwentowa zwraca nam jednak na nią uwagę nie bez powodu. Mądrość stoi bowiem u początku istnienia świata i jest punktem, do którego wszystko zdąża. Jeśli nawet bardzo pobieżnie popatrzymy na historię ludzkości, to znajdziemy w niej nieustanne dążenie do zdobywania mądrości, rozumianej jednak bardzo różnie – jako wiedzę, doświadczenie życiowe, umiejętność rozsądzania sporów, dobrego wychowania potomstwa czy uczniów sobie powierzonych. Od starożytności szukano porządku panującego w świecie, by według niego kształtować relacje międzyludzkie. Ten wysiłek wkładany w formułowanie rad i przysłów mądrościowych, w roztropne sprawowanie władzy i odkrywanie praw rządzących przyrodą, jest ową tęsknotą serca ludzkiego za doskonałą harmonią, którą jest Bóg. Ponieważ to On nas stworzył, pozostała w nas pewna wrażliwość, która wciąż pobudza do poszukiwań.

W naszej wędrówce wiary odczytujemy szczególnie wyraźnie znaki Bożej mądrości. Mądrość, która wypływa z Bożych ust, to Jego Słowo – Odwieczny, Jednorodzony Syn. Prawdziwa mądrość to nie jedynie wartościowe przymioty, ani żadne cechy charakteryzujące ponadprzeciętne zdolności w najrozmaitszych dziedzinach. To wszystko są jedynie elementy i znaki wskazujące, że jesteśmy na dobrej drodze do prawdziwego poznania, za którym tak tęskni nasze serce. Prawdziwa mądrość jest to bowiem Osoba – Jezus Chrystus.

Wezwanie pierwszej Antyfony być może weryfikuje jeden z naszych obrazów Jezusa. Jeśli bowiem jest On dla mnie mądrością, to według Jego Osoby i nauki będę kształtować całe moje życie, bez żadnych wyjątków. Jezus to nie tylko autorytet, jeden z wielu mędrców czy przewodników duchowych. Gdyby nie był Bogiem, być może taki Jego opis w zupełności wystarczyłby. Wtedy można by przyjmować jakieś jego nauki, inne podważać, czy nawet odrzucać. Każdy człowiek jest bowiem omylny i nie ma konieczności, by całkowicie bezkrytycznie przyjmować jego słowa. Jeśli jednak wierzę, że Jezus jest Słowem Ojca, prawdziwym Bogiem, to postrzeganie Go jako Mądrości Wcielonej, otwiera moje życie na zupełnie inną przestrzeń – przestrzeń prawdy, którą On przynosi, a która nie ma w sobie żadnego błędu. Ona bowiem obejmuje wszechświat „od krańca do krańca”, a więc – mówiąc językiem bardziej zrozumiałym – niesie prawdziwe poznanie całej rzeczywistości – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, czasu i wieczności, materii i ducha, tajników naszego serca i konstrukcji najodleglejszych galaktyk.

Zdaje się, że wielkim błędem, który jak trucizna wsączył się w serca wielu chrześcijan, jest postrzeganie Bożej mądrości jako naszego zagrożenia i pewnego rodzaju ograniczenia. Taki obraz Jezusa wydaje się nas przytłaczać, tłumić naszą kreatywność, czy wprowadzać w przekonanie o niedostępności Boga dla nas, zwykłych ludzi. Tymczasem Jezus – Mądrość Wcielona – jest sercem tego świata, źródłem jego istnienia, piękna, precyzji i pociągającej tajemniczości, która odkrywa się niczym misterium stworzenia przed naszymi umysłami i oczami. Jest Ktoś, kto ten świat tak umiłował, że dał swojego Syna Jednorodzonego (por. J 3,16)! Jeśli uświadomię sobie w pełni tę prawdę, doświadczę tej mocy i słodyczy, które są narzędziami Jego władzy. Bóg bowiem nie panuje przemocą. Dlaczego? Ponieważ On nie musi władzy zdobywać, gdyż jest Stwórcą i do Niego należy wszystko nie na zasadzie zdobywania i podboju, ale miłości i ogarniania troską.

Wszystko, do czego możemy dojść wysiłkiem naszego umysłu – jakkolwiek byłoby to rozległe – jest zawsze poznaniem cząstkowym. Ta fragmentaryczność sprawia, że możemy błądzić w naszych ocenach, gdyż nie dostrzegamy wszystkich możliwych okoliczności i rozwiązań. To właśnie jest symptomatyczne dla ludzkiej mądrości – jest ona po prostu ograniczona. Jezus jako Boża Mądrość poszerza naszą perspektywę przez to, że staje się jednym z nas. Przychodzi w pokoju jako bezbronne Dziecko, wzrasta pod sercem Matki i rodzi się jak każdy człowiek, poddając się radościom i cierpieniom ziemskiej egzystencji. Prawdziwa mądrość nie potrzebuje bowiem wkraczania z impetem, z krzykiem czy agresją. Ona jest bowiem jakością samą w sobie, która będzie przetwarzać tę rzeczywistość, tak bardzo potrzebującą uzdrowienia. Jezus tak właśnie naucza owych „dróg roztropności” – dając samego siebie i cierpliwie szukając zagubionych, a więc tak naprawdę każdego z nas.

Śpiewając wezwanie „przybądź!”, jednocześnie otwieramy się na to, jaki Bóg jest naprawdę, a nie jedynie na nasze o Nim wyobrażenia. Stajemy w postawie ucznia, który pragnie wiedzy jako światła rozświetlającego wszelkie błędy czy niedopowiedzenia. Zdaje się, że wielkim przesłaniem Adwentu, a zarazem wyzwaniem, jest wzbudzenie w nas tej świętej dociekliwości w poznawaniu Pana i zbliżaniu się do Niego. Mądrość wyrywa nas bowiem z tego marazmu, w który wprowadzani jesteśmy przez kulturę konsumpcjonizmu, tymczasowości i hedonizmu. Wtedy to wszystko, co wydaje się tak dynamicznie napędzać nasze życie, okazuje się wiatrem spychającym na mieliznę egzystencji, gdzie nie wiemy już kim jesteśmy, skąd przybyliśmy i dokąd zmierzamy. Odpowiedzią na te pytania nie jest jakaś definicja – odpowiedzią jest Osoba – Jezus Chrystus.

s. Agnes Benewiat OSCCap

 

Może Cię również zainteresować