Ród Varano sięga swymi korzeniami XIII wieku i miejscowości o tej samej nazwie. Do dziś istnieje tam, w odległości około ośmiu kilometrów od Camerino, na szczycie wzgórza zamek, który był siedzibą rodziny. Gentile Varano, syn Rudolfa, stanął na czele sprzyjającego papiestwu stronnictwa gwelfów. Po wcześniejszym wygnaniu odzyskał Camerino i odtąd ród niepodzielnie panował w samym mieście i okolicach. Stopniowo rodzina Varano zwiększała swoje wpływy i nawiązywała relacje pokrewieństwa z najmożniejszymi rodami we Włoszech.
Kryzys przyszedł w XV wieku, gdy członkowie rodu zaczęli walczyć między sobą o władzę. Apogeum nastąpiło 10 października 1434 roku, kiedy to podczas powstania lud Camerino chciał wytępić cały ród. Zabito prawie wszystkich mężczyzn, którzy przeżyli wcześniejsze bratobójcze walki. Rzezi dokonano w kościele Świętego Dominika w trakcie nabożeństwa. Cudem uratowały się dwie kobiety i dwóch małych chłopców.
Z wysokiego rodu
Rodzina Varano wróciła do Camerino po dziewięciu latach. Elżbieta Malatesti poprosiła papieża o prawo do sprawowania władzy regencyjnej w imieniu swojego dziesięcioletniego syna Rudolfa i będącego w podobnym wieku jego kuzyna, Juliusza Cezara. Gdy chłopcy osiągnęli piętnaście lat, Elżbieta, która była bardzo mądrą i dobrą regentką, wstąpiła do klasztoru klarysek w Urbino.
Młodzi kuzyni rozprawili się z buntownikami, którzy próbowali odebrać im życie, a po otrzymaniu koniecznych pozwoleń od papieża utwierdzili swoją władzę w Camerino. Za przykładem Elżbiety zawarli też korzystne dla nich związki z wysokimi rodami włoskimi. Rudolf często przebywał poza miastem, angażując się w podboje militarne. Juliusz Cezar zaś pozostawał na miejscu, umiejętnie łącząc zaangażowanie militarne, które stanowiło dla niego źródło dochodów, z zarządzaniem wikariatem Camerino.
Kochliwy ojciec
Juliusz Cezar miał troje ślubnych dzieci z Joanną Malatesti: Wenantego, Jana Marię i Ginewrę. Poza tym był ojcem sześciorga innych, ze związków pozamałżeńskich: pierworodnej Kamili, Pyrrusa, Cezara Oktawiana, Hanibala, Ringardy i Emilii. Całe potomstwo wychowywało się na zamku książęcym. Synowie byli stopniowo przygotowywani do walki, natomiast córki wychowywano na damy dworu pod okiem jego prawowitej małżonki.
Takie też, typowe dla tamtych czasów, wychowanie religijne i humanistyczne odebrała Kamila, która przyszła na świat jako pierworodna 9 kwietnia 1458 roku z matki Cecchiny, córki mistrza Jakuba, będącej kochanką ojca. Dziewczyna miała kontakt z największymi uczonymi swoich czasów: literatami, poetami, filozofami, historykami i artystami. Uczyła się też śpiewu i tańca, co sprawiało jej wiele radości.
Most Matki Bożej
Juliusz Cezar Varano umiał zjednać sobie prosty lud. Był hojny dla potrzebujących i pozwalał chłopom zaciągać się do swego wojska. Jego zamek pozostawał otwarty dla potrzebujących wsparcia albo wymierzenia sprawiedliwości. Przeciw sobie miał natomiast niezadowoloną z płacenia podatków i kontrybucji szlachtę. Również jego żona Joanna miała serce otwarte na innych, toteż gromadziły się przy niej kobiety pragnące rozmowy, dobrego słowa i porady.
Państwo Varano wspierali również dzieła religijne i klasztory. Uczęszczali też na nabożeństwa, co ułatwiał im drewniany Most Matki Bożej łączący zamek z katedrą. Był to ewenement w ówczesnych czasach, bowiem tylko kobiety udawały się tam w niedziele i dni powszednie, mężczyźni zaś, zajęci zarządzaniem i działaniami militarnymi, uczestniczyli przeważnie wyłącznie w liturgii podczas ważniejszych świąt kościelnych.
W 1468 roku książę rozbudował i tak już pokaźny kompleks pałacowy. Córka Kamila wzrastała więc na pięknym i potężnym dworze, w beztrosce i bogactwie. Poznawała kulturę starożytną i renesansową, dzięki czemu biegle władała językiem łacińskim. Chociaż wychowywała się w atmosferze religijnej, była to pobożność dość powierzchowna, zadowalająca się zewnętrznymi praktykami.
Łzy z powodu Męki Pańskiej
Przełomem w życiu niespełna dziesięcioletniej Kamili było wysłuchanie wielkopiątkowego kazania obserwanta, brata Dominika z Leonessy. Wywarło ono na niej tak wielkie wrażenie, że wkrótce zgodnie z zachętą słynnego kaznodziei franciszkańskiego złożyła ślub, że w każdy piątek podczas rozważania o Męce Pańskiej uroni przynajmniej jedną łzę. Odtąd, jak napisała w swej autobiografii, zaczęło się pogłębiać jej życie duchowe.
Niestety księżniczka temperament odziedziczyła po ojcu, więc spełnianie ślubu z wiekiem stawało się dla niej coraz trudniejsze. Wolała korzystać z dostępnych na zamku przyjemności i rozrywek, angażować się w spotkania i rozmowy, a sprawy duchowe coraz bardziej ją nudziły. Z czasem nawet sam widok braci czy sióstr zakonnych był dla niej niemiły. Być może awersja do spraw religijnych zrodziła się z codziennego obowiązku wspólnych modlitw i uczęszczania na nabożeństwa.
Wymagający ślub
Uronienie łzy nad Męką Pańską często stanowiło dla Kamili prawdziwą udrękę, zwłaszcza gdy piątek spędziła na rozmowach, śpiewie i tańcach. Gdy nie udało jej się zapłakać, zamartwiała się tym przez cały tydzień, obawiając się, że Pan Bóg może ją ukarać za niedopełnienie złożonego ślubu.
Choć Kamila chciała zwolnienia z przyrzeczenia, nie zgodził się na to spowiednik. Pomocna okazała się wtedy książeczka o Męce Pańskiej, której lektura doprowadzała ją do wzruszenia. Damy dworu myślały zapewne, że księżniczka płacze z powodu kolejnego zawodu miłosnego, podczas gdy ona opłakiwała cierpienia Chrystusa. Z czasem medytacja Męki Pańskiej zaczęła coraz bardziej wypełniać jej umysł i serce, dlatego nie przejmowała się podejrzeniami dwórek.
Dziewczyna nie tylko pozostała wierna złożonej obietnicy, ale dodała jeszcze jeden ślub: cotygodniowy post o chlebie i wodzie. Zachowywała go początkowo w każdy piątek, a potem objęła nim również środy, a także wigilie świąt Pana Jezusa i Maryi. Każdej nocy budziła się, aby odmówić różaniec. Chociaż nadal pociągało ją próżne życie, wzrastała duchowo.
Po latach przyznała się, że w tych coraz bardziej wymagających praktykach kierowała się nie tyle miłością do Boga, co raczej lękiem przed piekłem. Była przesądna i obawiała się, że za niedopełnienie złożonego ślubu może zostać srodze ukarana.
Bójcie się Boga!
Kolejnym przełomem w duchowym rozwoju Kamili był Wielki Post 1479 roku. Każdego dnia w swoich kazaniach brat Franciszek z Urbino powtarzał słowa: „Bójcie się Boga!”. Dziewczyna, odczuwając lęk przed piekłem, zaczęła żałować swoich grzechów. Odtąd też każdego poranka i wieczora rozważała Mękę Pańską. Stopniowo w jej sercu i umyśle pojawiała się myśl, aby oddać życie Bogu i wstąpić do zakonu. Temperament jednak brał górę nad tym pragnieniem, toteż księżniczka odrzucała rodzące się w niej powołanie.
Sytuacja stała się nie do zniesienia. Szarpana emocjami nie wiedziała, jak ma postąpić. Miała pretensje do Boga: „Jak możesz, Panie, ode mnie, która nie może znieść widoku zakonnicy, wymagać zostania jedną z nich?”, a jednak napisała list do kaznodziei. Chociaż nie przyznała się w nim do dręczących ją wewnętrznych zmagań, tylko poprosiła o modlitwę najpierw za innych i w końcu za siebie, brat Franciszek w nadesłanej odpowiedzi dał jej wyraźną wskazówkę, aby dbała o czystość serca i myśli, a wówczas droga zostanie jej wskazana.
Po latach Kamila przyznała: „pod koniec mojej długiej, pobożnej, pełnej wzruszenia modlitwy, kiedy chciałam już ją zakończyć i oddalić się sprzed oblicza Bożego, dusza moja osiągała pewien spokój i wyciszenie”. Świadomość ta sprawiła, że zapragnęła utrzymania tego stanu. Z drugiej strony targały nią ambicje i próżność: „Z powodu mej przewrotności i obecnego we mnie pragnienia stąpania po grząskim gruncie i ulegania nieczystości świata pojawiło się wiele powodów niepozwalających mi przystać na propozycję ani też podjąć tego rodzaju decyzji, ponieważ nie czułam w sercu wolności od niektórych uczuć”.
Pełna sprzecznych uczuć i targana różnymi pragnieniami księżniczka nie zrezygnowała z walki.
Iskierka Bożej miłości
24 marca 1479 roku w trakcie pierwszych nieszporów uroczystości Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie brat Franciszek opisał odczucie wzniosłości miłości Bożej, którego doświadczyła Maryja podczas zwiastowania, jako iskierkę przewyższającą wszystkie ludzkie miłości. Słowa te podziałały na dumną i ambitną Kamilę. Ponieważ zawsze pragnęła tylko najlepszego, złożyła Maryi kolejny ślub: dopóki nie rozezna woli Bożej co do swego powołania, zachowa serce czyste od jakichkolwiek ludzkich uczuć. Postawiła jednak jeden warunek: chciała doświadczyć choć jednej iskierki miłości, jaką została obdarzona Matka Boża. Od tej chwili zaczęła się poważna walka duchowa.
Dwudziestojednoletnia Kamila podjęła wreszcie trudną decyzję: postanowiła zostać klaryską w Urbino, co zaowocowało licznymi pociechami wewnętrznymi. Wtedy też powstały niektóre z jej pism: „Dystychy łacińskie” i „Pochwała widzenia: Kiedyż wreszcie będę mogła kontemplować?”.
Niestety, czekała ją jeszcze jedna potyczka: Juliusz Cezar nie chciał się zgodzić na wstąpienie najstarszej córki do klasztoru. Najpierw próbował zniechęcić ją do tego obietnicami, następnie groźbami. Gdy wszystkie środki okazały się nieskuteczne, uwięził Kamilę. Ona była jednak wierna podjętemu postanowieniu i ojciec nie zdołał jej przekonać do zmiany zdania. Sprzeciw Juliusza Cezara trwał dwa i pół roku. W tym czasie Kamila zaczęła chorować.
Wbrew ojcu
Kamila była bardzo podobna do Juliusza Cezara: uparta, odważna i nieustępliwa. Ojciec w końcu uległ wobec niezłomnej woli córki. Księżniczka wraz z kuzynką Gerindą, w asyście szlachty, dwórek i rycerzy opuściła rodzinny zamek i wyruszyła do Camerino. Obie 14 listopada 1481 roku wstąpiły do klasztoru Świętej Klary, wzniesionego przez księcia Fryderyka z Montefeltro.
Szlachcianki zdjęły świeckie szaty i przywdziały szorstkie habity podczas ceremonii obłóczyn, która odbyła się na początku stycznia 1482 roku. Gerinda otrzymała imię po swej babce Elżbiecie, pochowanej w tym klasztorze. Kamila natomiast nosiła odtąd imię Baptysta, które przejęła po krewnych: ciotce klarysce z Foligno oraz kuzynce, zmarłej młodo po urodzeniu męskiego dziedzica Fryderykowi z Montefeltro.
Słynący z surowego życia według Reguły Świętej Klary klasztor klarysek w Urbino okazał się dla siostry Baptysty miejscem sielankowym. Była już bowiem wprawiona w rozwoju duchowym, a życie zakonne tylko sprzyjało dalszemu pogłębianiu relacji z Chrystusem. W ten sposób młoda księżniczka, która jeszcze kilka lat wcześniej angażowała się jedynie w powierzchowne życie pełne rozrywek i przyjemności, całkowicie wyzbyła się światowych pragnień i całym sercem zaangażowała się w zmagania duchowe. Bóg nie szczędził łask młodej mniszce, dając jej wiele pociech. Ona zaś była wdzięczna Chrystusowi za wybraną przez Niego drogę, po której ją prowadził.
Uwagę klaryski zajęły kolejne dzieła duchowe. Pielęgnowała również w sobie bliskość z Jezusem ukrzyżowanym. Ta relacja wypełniała bez reszty jej umysł i serce. Tymczasem ojciec szlachcianki nie przestał szukać sposobu, aby sprowadzić córkę do Camerino, angażując w swój plan pokaźne środki finansowe i wykorzystując władzę, jaką posiadał w księstwie…
Judyta Katarzyna Woźniak OSCCap, tekst opublikowany w: Głos Ojca Pio 1(157) styczeń/luty 2026
Polecamy: glosojcapio.pl oraz: e-serafin.pl

