„Panie Jezu, jeśli chcesz, żebym poszła do zakonu, to pójdę, ale lepiej, żebyś tego nie chciał!” - modliła się, gdy zbliżał się czas podjęcia ostatecznej decyzji. Odsuwała ją w nieskończoność, ale Bóg upomniał się o nią i gdy przyszedł właściwy moment, zaprowadził do małego klasztoru na peryferiach Krakowa. Tu odnalazła szczęście.…
O, Siostro droga, jakżeś była pięknie przygotowana na spotkanie swego Oblubieńca, z jakim spokojem i godnością przekroczyłaś bramy wieczności... Zazdroszczę Ci tego szczęścia i proszę dla siebie podobnej śmierci. Więc módl się za swą «małą siostrzyczkę» - i z nieba czuwaj nadal, jak czuwałaś na ziemi... Tereso, moja Tereso - pamiętaj i módl się za mnie.…



