„Znalazłam Miłość! Miłość pozwoliła się odnaleźć!”. Duchowy testament świętej Weroniki zawiera w sobie dwa ważne, uzupełniające się kierunki: pragnienie człowieka i pragnienie Boga.
Skoro Weronika odnalazła Miłość, to znaczy, że jej pragnęła, szukała Jej, zależało jej na relacji z Bogiem, na poznawaniu Go. Z drugiej strony jest pragnienie Boga, który pozwala nam się odnaleźć, który objawia nam swoją Miłość pełną czułości i bliskości.
Przestrzenią, w której możemy wyrażać nasze pragnienie Bożej Miłości, poznawania Go i dialogu z Nim, jest modlitwa: Eucharystia, liturgia, sakramenty, Słowo Boże, adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwa osobista w domu i w każdym innym miejscu.
Modlitwa świętej Weroniki cechowała się prostotą, bezpośredniością i szczerością. Zarówno jako mała dziewczynka, jak i dojrzała mniszka i mistyczka wyrażała na modlitwie wszystko, co przeżywała: radość, smutek, tęsknotę, cierpienie, walkę wewnętrzną, pokój. Nie chowała się przed Panem, nie ukrywała swoich emocji ani myśli, ale wyrażała je spontanicznie i w całej prostocie.
Święta stawiała Boga na pierwszym miejscu i nie była to pusta deklaracja. Wspominała o tym, jak od dziecka chciała do Niego należeć, jak Go kochała i wciąż przyzywała. Wcale nie przychodziło jej to łatwo. Zmagała się ze swoimi słabościami, zniechęceniem i rozproszeniami, również wtedy, gdy prowadziła już życie zakonne.
Weronika organizowała sobie czas i przestrzeń, aby łatwiej było jej trwać na dialogu z Bogiem. Jako mała dziewczynka budowała ołtarzyki, ozdabiała je kwiatami z ogrodu, a następnie sprowadzała całą rodzinę, inicjując wspólną modlitwę. Gdy jako nastolatka przeżywała rozterki związane z powołaniem i działaniami ojca, mającymi na celu zniechęcenie jej do tej decyzji, zamykała się w pokoju, w którym wisiał jej ulubiony wizerunek Zbawiciela. W tym pomieszczeniu znajdowała spokój i przestrzeń do modlitwy. W klasztorze lubiła modlić się w ogrodzie, w kapliczce Świętego Franciszka, a także w chórze zakonnym. Na modlitwie spędzała całe noce – był to czas ciszy, której nikt nie zakłócał.
Stygmatyczka szukała też właściwych form, które pomagały jej wyrazić to, co nosiła w sercu. Zdarzało jej się na przykład pisać listy do Pana Jezusa, wyrażając na papierze swoją tęsknotę za Nim i pragnienie ponownego z Nim spotkania.
Choć Weronika była mistyczką i stygmatyczką, każdy wierzący może czerpać z jej doświadczenia. Najpierw jednak trzeba zapytać siebie, czy relacja z Bogiem jest dla mnie ważna i czy nie jest to przypadkiem tylko pusta deklaracja.
Modlitwa związana jest z wysiłkiem, zmaganiem, a czasem z walką wewnętrzną. Czy jestem gotów, aby wejść w ten trud? Jeśli zależy nam na jakiejś osobie, nie szczędzimy wysiłków, aby spędzać z nią czas. Potrafimy rezygnować z innych rzeczy, które uznajemy za mniej ważne. Również na spotkanie z Bogiem Trójjedynym warto poświęcić czas i podjąć wysiłek.
Ważne są prostota, szczerość i bezpośredniość. Gotowe formuły modlitwy są pomocne, ale nie wystarczą. Nie musimy udawać pobożnych, prostować się, ukrywać słabości ani silić się na wzniosłość. Bóg zna nas lepiej, niż my sami siebie. Lepiej, gdy na modlitwie stajemy w prawdzie, tacy, jacy aktualnie jesteśmy. Może chce mi się płakać lub krzyczeć, a może śmiać? Czasem dociera do nas nasze przemęczenie, wewnętrzny chaos, złość, a nieraz wdzięczność i poczucie szczęścia. Na wszystko jest miejsce, wszystko możemy oddawać Bogu na modlitwie: siebie samych z tym, co i jak przeżywamy, cały nasz świat relacji i samotności, odpoczynku i pracy. Zaangażujmy ciało, umysł i emocje, pamięć i wyobraźnię.
Sprzyjającym kontekstem dla naszych spotkań z Bogiem są dobre ludzkie relacje. Warto też zadbać o wewnętrzną ciszę i piękne otoczenie. Czasem wystarczy spacer na łonie natury, bez słuchawek i ekranu. To, jak funkcjonujemy na co dzień i jak dbamy o nasz wewnętrzny świat, owocuje na modlitwie.
Czasem trudnością jest obraz Boga, jaki nosimy w sobie na bazie naszych raniących doświadczeń lub w oparciu o to, co o Bogu usłyszeliśmy od innych ludzi. Bóg objawił się nam jako „JA JESTEM”. To może być dobry punkt wyjścia. On jest, jest blisko, jest w nas i przy nas, zna nas i rozumie jak nikt inny. W Jego obecności możemy doświadczać akceptacji, bezwarunkowej miłości i hojności. Dlatego przy Nim możemy być sobą i oddawać Mu naprawdę wszystko.
Wejście na drogę modlitwy, spotkania z Trójjedynym Bogiem, jest początkiem niekończącej się, fascynującej przygody. Bóg, choć stały i niezmienny, odkrywa przed nami prawdę o Sobie i o nas stopniowo, w najlepszym dla nas tempie. Zawsze pozostaje coś do odkrycia, do zgłębienia, do poznania.
Warto podjąć ten trud, by móc pod koniec życia, a może nawet na koniec każdego dnia, wyznać: „Znalazłam Miłość! Znalazłem Miłość! Miłość pozwoliła się odnaleźć!”.